Gdańsk narzeka na losowanie, ale dostrzega pozytywy. Liczy na Niemców, którzy zagrają... na Ukrainie

- Centrum pobytowym reprezentacji Niemiec podczas czempionatu będzie właśnie Gdańsk. Mamy nadzieję, że spora grupa ich fanów, zamiast jeździć po Ukrainie, zechce przebywać w pobliżu swojej reprezentacji - zauważył Maciej Lisicki, zastępca prezydenta Gdańska.
- Jesteśmy trochę rozczarowani losowaniem. Spodziewaliśmy się, że zagrają inne zespoły - przyznał Lisicki. W Gdańsku swoje mecze fazy grupowej będą rozgrywać drużyny Hiszpanii, Włoch, Irlandii i Chorwacji.

Lisicki, zastępca prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, najbardziej liczy na fanów z Irlandii oraz na prestiż, jakim cieszą się w futbolowym świecie Hiszpanie. - O kibiców z Zielonej Wyspy raczej nie musimy się martwić. Wystarczy tylko spojrzeć, jak rozwinięta jest sieć połączeń tanich linii lotniczych Gdańska z tym krajem. Natomiast Hiszpania to znakomita drużyna, której wynikami i grą interesuje się każdy. Przy okazji meczów mistrzów świata i Europy zawsze przewijać się będzie nazwa Gdańsk - przyznał Lisicki.

W Gdańsku mają także nadzieję, że podczas przyszłorocznych finałów mistrzostw Europy gościć będą wielu kibiców z Niemiec. - A związane jest to z tym, że na centrum pobytowe podczas trwania całego czempionatu reprezentacja naszych zachodnich sąsiadów wybrała właśnie Gdańsk. I dlatego spora grupa ich fanów, zamiast jeździć po Ukrainie, zechce przebywać w pobliżu swojej reprezentacji, towarzyszyć jej na treningach i na miejscu fetować z nią ewentualne triumfy - zauważył Maciej Lisicki.

W Grodzie nad Motławą podzielają natomiast entuzjazm po losowaniu grupy z udziałem Polaków. - Powiem krótko - to grupa marzeń. Trudno było chyba lepiej trafić. W przeciwieństwie do nas biało-czerwoni mogą mówić o świetnym losowaniu. Pragnę jednak zapewnić, że uczestnicy mistrzostw nie będą narzekać na naszą gościnność. Wszystkim zgotujemy życzliwe i sympatyczne przyjęcie - zapowiedział Lisicki.

W Gdańsku mają nadzieję, że na PGE Arenie Gdańsk grać będzie także reprezentacja Polski. - Aby zrealizował się taki scenariusz, nasi zawodnicy muszą zająć w swojej grupie drugie miejsce. Będziemy zatem trzymać za nich kciuki, a później kibicować im do samego finału - podsumował Maciej Lisicki.