Sport.pl

Polska - Włochy: będzie prawie jak na Euro 2012

Dokładnie za 218 dni reprezentacja Polski zagra we Wrocławiu ostatni mecz grupowy Euro 2012. Zagra pewnie w składzie zbliżonym do tego, który przeciwko Włochom zadebiutuje na nowym stadionie na Maślicach.
Trener Franciszek Smuda selekcję na przyszłoroczne mistrzostwa Europy w zasadzie zakończył. W kadrze poprawki mogą być dosłownie minimalne. Tylko urazy lub wyjątkowo duża obniżka formy mogłyby pozbawić miejsca w zespole któregoś z graczy powoływanych teraz do kadry. Selekcjoner, jak się wydaje, zakończył już także zaciągi zagraniczne, dlatego do polskiej drużyny narodowej w najbliższym czasie nie trafią ani rozdarty między dwiema ojczyznami Maor Melikson, ani nielubiany przez reprezentantów Manuel Arboleda.

Pierwszy z nich miał być zbawieniem dla wciąż nie dość błyskotliwej polskiej ofensywy, drugi załatać koszmarnie dziurawą reprezentacyjną obronę. Ostatecznie biało-czerwoni muszą radzić sobie bez tych dwóch graczy, a "grupa zagraniczna" w reprezentacji ograniczy się do: Ludovica Obraniaka, Eugena Polanskiego, Adama Matuszczyka i może ciągle kontuzjowanego Sebastiana Boenischa.

Smuda generalnie korzysta więc z piłkarzy, których ma i już zna, a swoją ekipę hartuje w bojach z rywalami bardzo wymagającymi. Grali już bowiem Polacy z: Francją, Argentyną, Meksykiem czy z Niemcami, a z tych spotkań przegrali zaledwie jedno.

Po każdym z tych pojedynków pozostał jednak niedosyt. Niemal zawsze zastanawialiśmy się, czy rywale aby na pewno mecz potraktowali poważnie i czy z Polakami wystawili rzeczywiście najlepszą drużynę, jaką mieli. Włosi podobnych rozterek mają nam jednak oszczędzić, bo trener Cesare Prandelli do Wrocławia przywiózł skład mocny, a jego piłkarze podobno za wszelką cenę chcą się selekcjonerowi pokazać. Polaków czeka więc sprawdzian nader pożyteczny, a po nim o reprezentacji Smudy możemy wiedzieć znacznie więcej niż wcześniej. Meczem z drużyną "Azzurich" biało-czerwoni otworzą też trzeci stadion budowany na Euro 2012, po obiektach w Poznaniu i Gdańsku. Warto zwrócić uwagę, że akurat w tych spotkaniach kadrowicze prezentowali się wyjątkowo korzystnie, jakby wyjątkowość nowych aren nieco im pomagała. Przecież to w Poznaniu Polacy najpierw po świetnym meczu pokonali Wybrzeże Kości Słoniowej 3:1, a potem na PGE Arenie zremisowali 2:2 z trzecią drużyną świata, czyli Niemcami. We Wrocławiu mamy się więc prawo spodziewać spotkania szczególnego, bo i nasz obiekt w tym zestawie do takich należy. W końcu wrocławska arena po Stadionie Narodowym w Warszawie jest jedyną, na której Polacy na pewno zagrają podczas przyszłorocznych mistrzostw Europy. Po raz pierwszy nasi reprezentanci poczują więc prawdziwą euroatmosferę, tym bardziej że na trybunach powinien zasiąść komplet - 43 tys. widzów.

Fani niewątpliwie pragnęliby narodowego zwycięstwa w Dzień Niepodległości, choć chyba jeszcze ważniejsze byłoby dla nich przekonanie, że polska reprezentacja rzeczywiście się rozwija. Wówczas, kibice mieliby nadzieję, że 16 czerwca 2012 roku Polacy we Wrocławiu nie zagrają meczu tylko o honor.

Więcej o: