Sport.pl

Barca i Real na Euro 2012, czyli triumwirat

Mistrzowie globu Hiszpanie wygrali na razie wszystkie siedem eliminacyjnych meczów do Euro (stosunek bramek: 23-5), wicemistrzowie Holendrzy wygrali wszystkie dziewięć meczów (35-5), podobnie jak trzeci na świecie Niemcy (31-6).
Wiele debatuje się o obniżającej atrakcyjność rozgrywek absolutnej hegemonii Barcelony i Realu Madryt w lidze hiszpańskiej, którą niekiedy rozciągamy na cały kontynent - choć to już teza wywołująca kontrowersje, zwolennicy Manchesteru United dysponują całkiem poważnymi argumentami ją podważającymi. W każdym razie zjawisko dostrzegamy, bo drużyny klubowe grają między sobą na okrągło, czyli co trzy dni. A ponieważ rywalizacja europejskich drużyn narodowych jest mocno rozrzedzona w czasie, nie zauważamy, że i ona zastygła na szczytach w sposób bezprecedensowy.

Zdarza się, że mundial - jak każdy trwający chwilę turniej - przynosi wyniki uważane powszechnie za przypadkowe, które niekoniecznie oddają hierarchię w dyscyplinie. Nie tym razem. Tym razem wypada już wskazywać na triumwirat niezwyciężonych. I to wypada nań wskazywać nie tylko dlatego, że najszybciej obok Włochów na Euro 2012 zakwalifikowali się akurat złoci, srebrni i brązowi medaliści ubiegłorocznych mistrzostw świata.

Bardziej uderza ich bilans - wyłącznie oni wypracowali idealny, pozbawiony najdrobniejszej remisowej skazy. Mistrzowie globu Hiszpanie wygrali na razie wszystkie siedem eliminacyjnych meczów (stosunek bramek: 23-5), a wicemistrzowie Holendrzy wygrali wszystkie dziewięć meczów (35-5), podobnie jak trzeci na planecie Niemcy (31-6). Komuś jeszcze nie wystarcza stabilizacji? Niech zerknie na poprzednie kwalifikacje - właśnie do ubiegłorocznych MŚ w RPA. Wtedy późniejsi złoci medaliści Hiszpanie wygrali wszystkie dziesięć spotkań (28-5), późniejsi srebrni medaliści Holendrzy wygrali wszystkie osiem spotkań (17-2) i tylko późniejsi brązowi medaliści Niemcy łańcuszek ośmiu zwycięstw poplamili dwoma remisami bez znaczenia (26-5). Oczywiście wówczas również wypadli nasi potentaci najładniej w całej kontynentalnej stawce.

Ich całościowy bilans w eliminacyjnej młócce od lata 2008 roku wygląda tak: 51 zwycięstw, dwa remisy, średnio trzy gole strzelone w meczu, średnio pół straconego. No i tę łomotaninę przedziela mundial, na którym triumwirat zagarnął dla siebie całe podium.

A przecież można się cofnąć jeszcze ciut dalej - do poprzednich ME. Tam tytuł wzięli Hiszpanie, którzy w decydującym starciu przewrócili Niemców. Holendrów od medalu dzieliło tyci-tyci - w ćwierćfinale Rosjanie złamali ich dopiero w dogrywce.

Nawet dorobek duopolu barcelońsko-madryckiego w La Liga wygląda przy tym mizernie, co?

A fabularnych analogii znalazłoby się więcej. Jak bowiem Real ściga - na razie bez skutku - Barcelonę, tak w świecie reprezentacyjnym Niemcy ścigają - na razie bez skutku - Hiszpanię. Na mundialu przegrali 0:1 w półfinale, na mistrzostwach kontynentu przegrali 0:1 w finale. I też próbują jej dostojnemu, wirtuozerskiemu truchcikowi przeciwstawić porażającą szybkość ataku.

Zepchną ją z tronu na Euro 2012?

Podyskutuj o felietonie na blogu Rafała Steca