Krystian Herba, człowiek któremu 3139 skoków zapewniło trzeci już rekord Guinnessa

Po raz pierwszy rekord Guinnessa pobiłem w Chinach w 2013 roku. Wskoczyłem tam na Szanghaj World Financial Center, budynek, który ma prawie 500 metrów wysokości i wówczas miał najwyżej na świecie położony taras widokowy - mówi Krystian Herba, rowerowy rekordzista Guinnessa.

Uwaga! EkstRemalny Konkurs! Wygraj skok ze spadochronem!

Z Krystianem Herbą, rowerowym zdobywcą drapaczy chmur, spotykam się przy okazji promocji szlaku Green Velo w Mediolanie. Krystian zgadza się opowiedzieć o swojej karierze, o swoich wyczynach, oraz wyjaśnić dlaczego w trakcie bicia rekordów w wysokościowcach jeździ windą...

Michał Brzozowski: Od czego zaczęła się Twoja przygoda ze sportem?

Krystian Herba: Moja przygoda z rowerem, jeszcze wtedy górskim, zaczęła się w 1995 roku, kiedy mój tata w Rzeszowie otworzył sklep rowerowy. Wtedy pojawił się dla mnie dostęp do sprzętu, oczywiście nieporównywalnego w żadnym stopniu do tego co mam teraz, natomiast był to jakiś sprzęt, na którym można było próbować swoich sił.

Jeden z chłopaków, który pracował w sklepie, potrafił wykonać na rowerze kilka podstawowych elementów trialowych, od razu mi się to spodobało i zacząłem próbować. Miałem wtedy 14 lat, a więc byłem dość stary (śmiech). Ale to były inne czasy, dyscyplina ta w Polsce dopiero się rozwijała, więc początek w tym wieku dawał jeszcze jakieś szanse na wyniki w późniejszym czasie.

Zacząłem trenować. W 1999 roku trafiłem po raz pierwszy na zawody amatorskie. Całkiem nieźle mi na nich poszło, bo zająłem trzecie miejsce wśród bardziej doświadczonych zawodników. Później szło mi coraz lepiej i klasyfikację generalną całej serii na koniec sezonu wygrałem, a w mistrzostwach polski byłem chyba czwarty.

Trafiłem do kadry, właściwie "kadry" - w cudzysłowie, bo to nie było nic profesjonalnego, nie było żadnego budżetu, ale za to był patronat Polskiego Związku Kolarskiego. Udało mi się zdobyć kilka medali mistrzostw polski, pojeździć na zawody typu mistrzostwa europy, świata, puchary świata itd.

Kiedy wpadłeś na pomysł wskakiwania rowerem na budynki?

Było to 6 lat temu - w 2009 roku, czyli po 15 latach jazdy na rowerze i 10 latach startów w zawodach. Przyszedł mi do głowy pomysł, żeby wskoczyć po schodach na rowerze na Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Całkiem to się fajnie udało, a mi się to spodobało. Wtedy pomyślałem sobie, że skoro udało mi się wskoczyć 114 metrów i około 780 schodków na Pałac Kultury to spróbuję gdzie indziej. Zdobywałem kolejne budynki w Polsce, potem w Hiszpanii, Austrii, Niemczech, Emiratach Arabskich, Chinach, Australii i niedawno na Tajwanie. Tam wskoczyłem na Taipei 101 - do 2010 roku najwyższy budynek na świecie. Budynek ten ma 508 metrów wysokości.

Jak to jest z tymi twoimi rekordami Guinnessa?

Po raz pierwszy rekord Guinnessa pobiłem w Chinach w 2013 roku. Wskoczyłem tam na Szanghaj World Financial Center, budynek, który ma prawie 500 metrów wysokości i wówczas miał najwyżej na świecie położony taras widokowy. Pokonałem tam 2754 schodki. Natomiast w każdym innym budynku na świecie na tamten moment, żeby pobić rekord Guinnessa trzeba było zjeżdżać windą.

Regulamin bicia rekordu Guinnessa dopuszcza taką możliwość, o ile stoję cały czas na rowerze nie podpierając się. Można wskoczyć na któreś tam piętro, zjechać windą na dół i wskoczyć jeszcze raz. Tak właśnie zrobiłem w Australii, w Melbourne, w budynku, który będąc najwyższym budynkiem na półkuli południowej ma prawie 300 metrów wysokości. Jest to 88-piętrowy apartamentowiec, więc właśnie w nim najpierw wskoczyłem na 77 piętro, potem zjechałem windą na dół i wskoczyłem na ostatnie, pokonując w sumie 2919 schodków i ustanawiając nowy rekord Guinnessa.

Krystian Herba i Taipei 101Krystian Herba i Taipei 101 źródło: krystianherba.net źródło: krystianherba.net

Ten wynik poprawiłem na Tajwanie wskakując na Taipei 101. Wyglądało to tak, że wskoczyłem najpierw 52 piętra, zjechałem windą na parter, a potem pokonałem całość. W sumie dało to 3139 schodów i około 630 metrów w pionie. Poza tym wspinaczka na Tajwanie była bardzo trudna ze względu na wysoką temperaturę i wilgotność powietrza oraz dużą wysokość schodów - większą o 2cm niż np. w budynkach w Polsce. Niby to jest niewiele, ale wymuszało to bardzo niewygodną sylwetkę i sprawiło, że wyczyn ten był bardzo, ale to bardzo męczący.

Wyczyn ten zajął mi 2 godziny i 12 minut w trakcie którego wypociłem około 5 litrów płynów, a wypiłem tylko 3 litry, więc trochę się odwodniłem. To odwodnienie paradoksalnie mi pomogło. Kiedy tracę dużo wody, mocno się pocę i rękawiczki robią się mokre. Mokre rękawiczki sprawiają, że ciężej mi się trzyma kierownicę, gdyż rękawiczki po prostu ślizgają się. Jeżeli stracę równowagę, podeprę się, zahaczę o ścianę - to jest po wszystkim. Okazało się, że gdy byłem trochę odwodniony to skakało mi się lepiej, a te pierwsze 52 piętra - lało się ze mnie strasznie...

Czy to są twoje największe sukcesy w karierze?

Te trzy rekordy Guinnessa, to na pewno są moje największe sukcesy, gdzie ten ostatni był absolutnie najtrudniejszy -  dużo trudniejszy od wszystkich poprzednich.

Jak długo zamierzasz dzierżyć ten rekord?

Planuję dzierżyć ten rekord do przyszłego roku, kiedy to znowu go pobiję. W tej chwili ścigam się sam ze sobą. Poprzedni, nienależący do mnie rekord wynosił 2052 schody. Ja za pierwszym razem od razu poprawiłem go o 700, także na razie nikt mnie raczej nie dogoni i planuję sam siebie "pobijać".

Czym wspinasz się na te wszystkie przeszkody?

Jest to rower do trialu. Cechą charakterystyczną tego typu rowerów jest to, że prawie zawsze nie mają siodełek. Modele z siodełkami zdarzają się bardzo sporadycznie, dlatego, że skoro się skacze na rowerze, to się na nim nie siedzi. W rowerach trialowych bardzo ważna jest waga roweru, więc zbędne elementy, takie jak np. siodełko, nie są montowane. Dzięki temu, rama takiego roweru może mieć zupełnie inną geometrię i konstrukcję.

Krystian Herba na swoim rowerzeKrystian Herba na swoim rowerze fot. MB fot. MB

Bardzo ważne są mocne hamulce, ja akurat używam hydraulicznych hamulców tarczowych. Koła mojego roweru mają średnicę 20 cali, szerokie obręcze (przednia ma 30 mm, tylna 40 mm), założone są na nie szerokie (odpowiednio 2,1 i 2,5 cala), wytrzymałe opony. Cały rower waży dokładnie 7,8 kg.

Rower musi być i lekki i wytrzymały, bo czasem skacze się z 3 metrów w dół, więc rower musi znieść takie traktowanie i być do tego bezpieczny. Owszem, może się czasem zdarzyć, że coś się złamie, bo obciążenia bywają naprawdę duże i materiał nie jest w stanie wszystkiego wytrzymać.

Ile rowerów już miałeś, bo słyszałem, że trochę ich było...

Kurcze, nawet nie wiem ile miałem rowerów, przypuszczam, że około 30 sztuk. Od kilku lat kupuję od razu 3 rowery i jeżdżę na zmianę na każdym po trochu, więc te rowery nie są tak obciążone i wytrzymują dłużej. W międzyczasie wymieniam uszkodzone części, bo oczywiście zdarza się, że koło się złamie, pourywa się trochę szprych itd. Natomiast posiadając jednocześnie kilka rowerów jest mi po prostu łatwiej, bo zawsze mogę sięgnąć po drugi rower - zapasowy.

Jakie są największe różnice między twoim rowerem, a takim na którym jeździ przeciętny Kowalski?

Rzeczą, która jest skrajnie różna od rowerów górskich, zjazdowych, szosowych czy wszystkich innych jest to, że guma z której wykonane są opony do trialu jest bardzo miękka. Gdyby na rowerze wyposażonym w te opony zacząć jeździć po mieście, myślę, że w ciągu tygodnia byłyby łyse. Dlaczego tak jest? Otóż w rowerach trialowych najważniejsza jest przyczepność, którą zapewnia miękka mieszanka oraz odpowiednio dobrane ciśnienie powietrza - to zależne jest od tego po czym się skacze. Na skoki po miejskich przeszkodach - mam z tyłu 1 atmosferę, z przodu zaś 0,7.

Krystian Herba w czasie promocji Green Velo w MediolanieKrystian Herba w czasie promocji Green Velo w Mediolanie fot. MB fot. MB

Natomiast jeżeli skakałbym po skałach, które byłyby ostre, to w tylnym kole mógłbym mieć nawet 1,5 - 1,6 atmosfery, a z przodu 1,2. Jeżeli skakałbym po pniach drzew, które byłyby obłe i potrzebowałbym jeszcze większej przyczepności, to pewnie miałbym jeszcze mniej powietrza niż te 1 i 0,7 atm. Rowery te nie przejeżdżają wielu kilometrów, a tylko odcinki, które mają po kilkadziesiąt metrów. Głównym i praktycznie jedynym zadaniem tych rowerów to skakanie po przeszkodach. Jeżeli chcę pojechać na trening to nie jadę na niego rowerem. Wsadzam sprzęt do auta i jadę w miejsce, w którym chcę poskakać.

Kolejną sprawą są pedały. Są to specjalne pedały klatkowe, czyli platformowe pedały wyposażone w wymienną, dokręcaną, zewnętrzną klatkę. Można ją wymienić, lub naostrzyć, bo pedały z czasem się polerują - a tutaj chodzi o dobrą przyczepność pedałów do butów.

Cechą charakterystyczną rowerów trialowych jest też szeroka kierownica - ta w moim rowerze ma 72 cm szerokości - chodzi tu o maksymalną kontrolę nad rowerem. Zamocowana jest na mostku, który jest całkiem długi, bo ma 150 mm i 30 stopni nachylenia. Te wartości wymusza niejako geometria całego roweru, ale jest to standard jeśli chodzi o rowery tego typu.

Nie powiedziałeś jeszcze o największej chyba ciekawostce tego roweru... napędzie.

Tak, zdecydowanie napęd nie jest konwencjonalny. Wolnobieg zamontowany jest na korbie z przodu, a nie z tyłu, tak jak normalnie w rowerach. Wszystko po to, by uzyskać najtwardsze możliwie przełożenie. Wolnobieg ma 18, natomiast tylna zębatka 12 zębów, a więc mamy tutaj przełożenie o wartości 1,5 do 1. Nie dałoby się zrobić tak mocnego wolnobiegu w inny sposób. Ten system jest mocny, precyzyjny i popularny w trialu. Nie mam luzów w napędzie, które przeszkadzałyby mi w kontrolowaniu roweru.

Producenci rowerów chwalą się swoimi osiągnięciami jeśli chodzi o tworzenie lekkich i wytrzymałych ram carbonowych. Dlaczego rama twojego roweru jest aluminiowa?

Jest jedna firma na świecie, firma Monti, która podjęła się wykonania, a później seryjnej produkcji ramy carbonowej przeznaczonej do trialu. Różnica w wadze pomiędzy nią a moją ramą to 150 gramów. Jest to dość dużo, ale nie tak bardzo dużo... Problem polega na tym, że w trialu mamy bardzo dużo dynamicznych szarpnięć, może się zdarzyć, że rama zostanie uderzona.

Trial to jedyna dyscyplina kolarska, w której są takie siły działające na ramę. W d-h czy xc są amortyzatory, które część tych przeciążeń pochłaniają, na szosie też nie ma takich sił. Wykonanie ramy carbonowej, która to wszystko by wytrzymała, jest bardzo trudne i na końcu okazuje się, że ona wcale nie jest tak bardzo lekka, jak mogłaby być. Dlatego właśnie znakomita większość, można powiedzieć, że prawie wszyscy zawodnicy trialowi na świecie, korzystają z ram aluminiowych. Póki co nie zanosi się na żadną zmianę i rewolucje w tym temacie.

To pytanie musiało paść: Ile kosztuje taki rower?

Mój rower to koszt około 10 000 zł. Na tę cenę składa się suma części użytych do jego budowy, bo nie jest to żadna seryjna konstrukcja, a rower złożony specjalnie pode mnie - wg moich preferencji sprzętowych i pod warunki w których ma pracować. Trochę inna jest specyfikacja takiego roweru gdy wspinam się nim na budynek, inna jeżeli skaczę po przeszkodach.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Zamierzam wskoczyć na Willis Tower w Chicago, budynek, który do 1998 roku był najwyższym budynkiem na świecie. Jest też do tej pory najpotężniejszym budynkiem na świecie - jego powierzchnia użytkowa wynosi ponad 440 tys. m2 i jest to absolutny rekord w skali globu. Będę chciał pokonać 3300, 3400 schodów, aby poprawić swój rekord z Tajwanu - więc wiem na pewno, że będę musiał zjeżdżać windą. Chciałbym też powskakiwać na polskie budynki, gdyż od 4 lat tego nie robiłem.

Życzę zatem samych sukcesów i realizacji planów

Dziękuję bardzo.

więcej o rekordziście i jego wyczynach czytaj na stronie Krystiana Herby