Siła jest kobietą, czyli 16 godzin wysiłku po norweskich fiordach i górach

Norwegia, godzina 5 rano. Temperatura wody 12 stopni. Dystans do pokonania 226 kilometrów. Suma przewyższeń 5000 m. Do startu w jednym z najtrudniejszych triathlonowych wyścigów szykuje się drobna, mierząca 154 centymetry wzrostu Agata Rybus. Pierwsza Polka, która ukończyła Norsemana.
Agata Rybus - Pierwsza Polka, która ukończyła Norsemana
Kyle Meyr

Natalia Jędrzejczyk: Czym jest Norseman?

Agata Rybus: - To ekstremalny, górski triathlon na dystansie Ironman'a, czyli 3,8 km pływania, 180 kilometrów na rowerze i 42 kilometry biegania po norweskich fiordach i górach.

Długo Ci to zajęło?

- 16 godzin. Atmosfera zawodów jest niesamowita. Organizatorzy mają fenomenalne podejście. Wszędzie podkreślają to, że najważniejsza jest zabawa. Wiem, brzmi dziwnie, jeśli pomyślimy o dość długim dystansie do pokonania, w dodatku przy bardzo kapryśnej norweskiej pogodzie.

Agata Rybus - Pierwsza Polka, która ukończyła Norsemana
Agata Rybus - Pierwsza Polka, która ukończyła Norsemana Agata Rybus

No właśnie, w jakich warunkach startowałaś?

- W odróżnieniu od zeszłego roku, tym razem temperatura wody pozwoliła na rozegranie całego dystansu pływackiego [3,8 km]. Przy starcie woda miała około 12-13 stopni Celsjusza. Ale pod koniec trasy, na bieganiu było już cieplej, jakieś 15 stopni (śmiech).

Strasznie zimno! W czym się płynie w tak zimnej wodzie? Masz specjalny sprzęt?

- Oczywiście, trzeba płynąć w piance, woda ma około 11-15 stopni. Dozwolone są również neoprenowy [dodatkowo ocieplone] czepek i skarpety. Bardzo nie lubię zimna, więc założyłam pod piankę jeszcze kamizelkę neoprenową i miałam na głowie w sumie aż trzy czepki!

W triathlonie przeważnie startuje się z brzegu. W Norsemanie wygląda to inaczej.

- Zawodnicy wchodzą na statek i wypływają nim w głąb fiordu. Chwilę przed godz. 5 widowiskowo otwiera się tzw. szczęka i uczestnicy wskakują do wody. Organizatorzy bardzo dbają o komfort i bezpieczeństwo triathlonistów. Zachęcają, żeby na łodzi, jeszcze przed startem, odpowiednio się schłodzić. Wszystko po to, aby uniknąć szoku termicznego.

Agata Rybus - Pierwsza Polka, która ukończyła Norsemana
Agata Rybus - Pierwsza Polka, która ukończyła Norsemana Agata Rybus

Nie bałaś się skoku do lodowatej wody?

- Nie, ale czytałam relację jednego uczestnika z poprzednich edycji, który wspominał, że jak płynął w zimnym fiordzie, to wydawało mu się, że pod spodem mignął mu grzbiet orki. Przez cały dystans pływacki myślałam o tej historii.

Warunki były trudne. Oprócz zimnej wody, przeszkadzały również fale. O ile komfortowo czułam się na początku, po schłodzeniu na statku i wejściu do wody, o tyle po przepłynięciu trzech kilometrów czułam zimno. Szczególnie na twarzy, mimo że wysmarowałam skórę wazeliną.

W tak ekstremalnym triathlonie liczysz tylko na siebie, czy możesz skorzystać z pomocy drugiej osoby?

- Wsparcie jest niezbędne. Każdy uczestnik musiał przyjechać z osobą, która samochodem będzie mu towarzyszyć całą drogę. Moim supportem był Rafał, mój partner. Jeszcze na zawodach w Polsce udowodnił, że jest niezawodnym supportem. Bardzo się cieszę, że mogłam na niego liczyć również podczas tych zawodów.

Wychodzisz z wody, przed Tobą 180 kilometrów po górach. Jak wygląda zmiana z pływania na jazdę na rowerze?

- Nie byłam na tyle zmarznięta, żebym się cała trzęsła, ale emocje robiły swoje. Rafał pomagał mi pościągać te wszystkie neopreny. W strefie zmian byłam krótko, przybiłam „piątkę” i wsiadłam na rower.

Agata Rybus - Pierwsza Polka, która ukończyła Norsemana
Agata Rybus - Pierwsza Polka, która ukończyła Norsemana Agata Rybus

Co jadłaś w trakcie tak długich zawodów?

- Na trasie kolarskiej pomoc ograniczona jest do trzech rzeczy: poić, karmić i przebierać. Jadłam wszystko na co miałam ochotę. Miałam swoje sprawdzone żele, popularne batony i dobrze znane kanapki z białym, polskim chlebem, pasztetem i pomidorem. Do picia woda i izotonik. Rafał miał dla mnie naszykowany ciepły kisiel i ciepłą herbatę, która okazała się bezcenna!

Gdzie najbardziej się przydała?

- Na płaskowyżu, bo tam najbardziej wiało i padało. Ruch drogowy był otwarty, więc jak mijał mnie wycieczkowy autobus, to podmuch wiatru przestawiał mi rower na bok. Warunki były ekstremalne. Czułam się, jakbym nigdy nie wyszła z wody. W sumie cały czas mogłam jechać w piance. Było bardzo mokro i zimno.

Najtrudniejszy moment?

- W połowie trasy. Było tak zimno, że miałam dość wszystkiego. Chciałam tylko gdzieś usiąść i się ogrzać. Na 90.  kilometrze, w przydrożnym hostelu, przebrałam się w suche rzeczy. I to bardzo polepszyło mi morale. Przed sobą miałam trudniejszy etap trasy kolarskiej, czyli cztery strome wzniesienia. Ale ponownie w siebie uwierzyłam. Wiedziałam, że na wymagających podjazdach będzie mi nieco cieplej.

Rafał jechał z Tobą cały czas?

- Tak. Co jakiś czas na mnie czekał. Na jednym ze zjazdów, nie mógł mnie wyminąć. Okazało się ze jechałam za szybko w stosunku do przepisów drogowych. Poza zawodami takie szarżowanie mogłoby się skończyć uszczupleniem portfela. W Norwegii są bardzo wysokie mandaty za przekraczanie prędkości 60 km/h (śmiech).

Agata Rybus - Pierwsza Polka, która ukończyła Norsemana
Agata Rybus - Pierwsza Polka, która ukończyła Norsemana Agata Rybus

Jesteście skazani tylko na siebie czy można liczyć na pomoc od np. innych kierowców?

- Jeden z zawodników przebił koło i z jakiegoś powodu nie miał zapasowego. Inny uczestnik oddał mu swój jedyny zapas. Zaryzykował, ale szczęśliwe ukończył zawody. Po imprezie wszyscy chwalili tę postawę fair-play.

Co trzeba zrobić, żeby wystartować w Norsemanie?

- Przede wszystkim trzeba mieć dużo fantazji i być trochę szalonym. Początkowo chciałam wystartować w Norsemanie w przyszłym roku. Chętnych jest sporo, a miejsc tylko 250. Nie spodziewałam się, że wybiorą mnie w tym roku. Każda kolejna rejestracja zwiększa szanse na wylosowanie. Zapisaliśmy się w trojkę: ja, Rafał i nasz kolega. W dniu wyników usiedliśmy wspólnie do maili i każdy po kolei czytał. Rafał: „Nie dostałem się”, kolega: „ja też nie”. A ja patrzę na nich i zaniemówiłam. Dopiero po chwili byłam w stanie powiedzieć „No co tu robić, trzeba jechać!”.

Maraton to dla wielu ekstremalne wyzwanie. Ty miałaś przebiec 42 km po ciężkim rowerze i pływaniu. Jak wspominasz trasę biegową?

- Przez pierwsze 25 kilometrów okrąża się piękne jezioro. Trasa jest w miarę płaska, choć umówmy się - w Norwegii nigdzie nie jest płasko. Biegnąc na około jeziora, czekając aż Rafał spakuje mój rower, czułam się bardzo dobrze i postanowiłam jak najdalej mu uciec. Dogonił mnie dopiero na 7. kilometrze. Był zaskoczony, że jestem tak daleko. Udało mi się na bieganiu poprawić trochę swoją pozycję i wyprzedziłam parę osób.

Od 23. kilometra widać malowniczą, niezwykle piękną górę Gaustatoppen. Stanowi metę dla 160 najszybszych uczestników. Na szczycie otrzymują czarną koszulkę finishera. Pozostali kierowani są inną trasą, gdzie na koniec otrzymują białą koszulkę. Bardzo chciałam dotrzeć na czarną metę, ale w pewnym momencie wiedziałam już, że w tym roku nie będzie moja. Pozostało cieszyć się z dotarcia na białą metę.

Miałaś kryzysy na trasie biegowej?

- Miałam gorszy moment, gdy zaczęłam dobiegać do Zombie Hill, czyli pięknej serpentyny, która prowadzi pod górę. Zombie Hill wzięło swoją nazwę od tego, że większość zawodników nie jest w stanie już tam biec, ze względu na duże nachylenie i zmęczenie. I tam z Rafałem mieliśmy jedyne nieporozumienie na linii zawodnik- support. Byłam już bardzo zmęczona, bo nie miałam cierpliwości tłumaczyć mu spokojnie czego potrzebuję.

Udało się załagodzić sytuację?

- Tak, nadal jesteśmy razem (śmiech).

Zamierzasz jeszcze wrócić na Norsemana?

- To niezwykłe zawody, które jak raz się je przeżyje, to ciągnie, żeby tam wrócić. Tak, chciałabym kiedyś ponownie zmierzyć się tym dystansem, ale tym razem dotrzeć do czarnej mety.

Agata Rybus - Pierwsza Polka, która ukończyła Norsemana
Agata Rybus - Pierwsza Polka, która ukończyła Norsemana Agata Rybus

Startujesz w „zwykłych” Ironmanach, biegasz maratony. Dlaczego decydujesz się na tak ekstremalne wyzwania?

- Nie traktuję tego, jako czegoś ekstremalnego, tylko kolejny piękny rozdział w życiu. Uwielbiam startować w zawodach w najpiękniejszych miejscach na świecie. To świetny sposób na zwiedzanie i robienie czegoś wyjątkowego.

Czy czegoś się bałaś myśląc o Norsemanie?

- Bałam się legendy, w którą obrósł Norseman przez 14 lat trwania zawodów. Organizatorzy podkreślają to, że jest unikalny. Hasło Norsemana to „True, basic, unique”. Wszystko to jest bardzo prawdziwe. I tego chciałam doświadczyć. Nie sądziłam kiedyś, że mogę być częścią tych zawodów, że jestem w stanie wytrenować się do tego stopnia, żeby pojechać i ukończyć je w dobrym zdrowiu. Nie sądziłam, że będę pierwsza Polką która pojedzie na te zawody. Ale zrobiłam to!

Jak się czujesz jako pierwsza polska Norsemanka? Jakie to jest uczucie zapisać się w historii? Być może będzie ktoś kto zrobi to później szybciej, ale to Ty jesteś pierwsza.

- Tak, jestem pierwszą Polką, która była na tyle szalona, by się na to porwać. Mam nadzieję, że zachęcę do tego niesamowitego wyzwania inne osoby i tak jak ja, spróbują swoich sił.

Co najbardziej zapamiętasz z tej przygody?

- Huśtawkę emocji z faktu wylosowania mnie w loterii. Generalnie już na miejscu, w Norwegii byłam cały czas przerażona. Ale był jeden moment, kiedy ten cały stres mnie opuścił. Uświadomiłam sobie, że sukcesem jest to, że tam jestem i właśnie spełniam swoje jedno z największych marzeń, a ostateczny wynik nie jest najbardziej istotny. To był moment kiedy dzień przed startem zobaczyłam baner organizatora. Było na nim tylko logo Norsemana i jedno hasło: „Enjoy!”

Rozmawiała Natalia Jędrzejczyk