Stracił wszystkie kończyny. Mimo tego wspiął się na legendarny szczyt Matterhorn

Wyprawa Jemie'go Andrew po udanym ataku na szczyt osiągnęła obóz o 7 wieczorem, tuż przed załamaniem pogody, w wyniku którego dwóch innych brytyjskich śmiałków poniosło śmierć. Matterhorn to potężna góra, która dopomina się o ofiary...
Jamie Andrew Jamie Andrew źródło: mountaineering.com

Zdobyć szczyt, spełnić marzenie

Jamie Andrew odmroził swoje wszystkie cztery kończyny 17 lat temu, w czasie wspinaczki we Francji, kiedy to utknął na mrozie w czasie burzy śnieżnej.

Od pięciu lat ciężko trenował, aby w końcu w sierpniu 2016 roku wspiąć się na 4478 m n.p.m. W drodze na szczyt towarzyszyło mu dwóch doświadczonych przewodników.

Jamie Andrew Jamie Andrew źródło: dailymail.co.uk

Od nauki chodzenia, do wspinaczki

- Sama wspinaczka była najłatwiejsza w całym procesie zdobycia góry. Najtrudniejsze były przygotowania, cała praca, często metodą prób i błędów. To było najcięższe. - powiedział Andrew po zdobyciu szczytu.

Po utracie kończyn Andrew najpierw musiał od nowa nauczyć się chodzić, następnie zaczął jeździć na nartach, a potem próbował biegów długodystansowych. To wszystko robił tylko w jednym celu, by wrócić do swojej największej pasji - wspinaczki.

wspinaczka na Matterhorn wspinaczka na Matterhorn źródło: digitalspy.com

W 13 godzin na sam szczyt

Przy użyciu odpowiednich protez nóg oraz specjalnych adapterów, dzięki którym możliwe było używanie kijków, mógł samodzielnie wspinać się w drodze na szczyt. Kiedy natomiast trzeba było wdrapywać się przy użyciu liny, Andrew używał swoich okaleczonych rąk by się na niej utrzymać.

Dotarcie na sam szczytu i powrót do bazy zajęło 47-latkowi w sumie 13 godzin - tylko około 5 godzin więcej niż większości w pełni sprawnych wspinaczy.

na szczycie Matterhorn na szczycie Matterhorn źródło: bbc.com

Bezlitosna góra

Kurt Lauber, szwajcarski przewodnik górski i naczelnik obozu pod Matterhornem potwierdził wyjątkowość tego wyczynu - Nie znam żadnego podobnego przypadku - powiedział. Ale dodatkowo ostrzegł przed niedocenianiem potęgi tej góry. Wyprawa Jemie'go Andrew osiągnęła obóz o 7 wieczorem, tuż przed załamaniem pogody, w wyniku którego dwóch innych brytyjskich wspinaczy, atakujących szczyt po włoskiej stronie góry, poniosło śmierć.