Jak zdaliśmy test wytrzymałości, czyli Ekipa EkstRemalna na Garmin Iron Triathlon

Michał Brzozowski
18.07.2016 15:35
Na metę wpadam wycieńczony. Chwiejnym krokiem podchodzę do najbliższego trawnika i głęboko oddychając łapię powietrze, o które domaga się cały mój organizm. Wszystko przez mocniejszy finisz - myślę sobie. Podchodzi wolontariuszka i pyta czy mogłaby mi wręczyć medal - potakuje, nie mogąc chwilowo wydusić z siebie słowa. Nie mam siły wstać, więc medal kładzie na mojej piersi i odchodzi, a ja leżąc dochodzę do siebie parę minut.

Ekipa EkstRemalna, czyli sześć niezwykłych osób, które ruszają w Polskę na pokładach dwóch samochodów: Magda, Franek i Michał w Renault Kadjar oraz Marlena, Dominik i Damian w Renault Captur. Ich celem jest przeżycie niezwykłych, ekstremalnych, sportowych doznań, które dzięki bogatym relacjom foto/video, zapadną w pamięć na długo nie tylko samym uczestnikom wyjazdów.

Triathlon, to połączenie trzech dyscyplin - pływania, jazdy na rowerze i biegania - do których można jeszcze dołączyć kolejną, czyli przebieranie się na czas. Ekipa EkstRemalna postanowiła przetestować swoją wytrzymałość w tej multisportowej dyscyplinie i wystawiła dwoje zawodników: Magdę, która jest wyjadaczem wszelkich sportów wytrzymałościowych, a za sobą ma już kilkanaście triathlonowych startów na różnych dystansach, oraz mnie, który z triathlonem nie miał jeszcze dotychczas do czynienia. Franek, który należy do naszej ekipy, a jednym z jego wielu talentów jest fotografia i filmowanie, dostał ekstremalnie trudne zadanie uwiecznienia naszych zmagań na trasie.

Ekipa EkstRemalna 1, czyli od lewej: Franek, Magda, Michałfot. Franek Przeradzki

O naszym starcie dowiedzieliśmy się z Magdą jakieś 1,5 miesiąca wcześniej, ale z różnych względów ja za trening zabrałem się jakieś 3 tygodnie przed występem. Nie był to profesjonalny trening triathlonowy, po prostu robiłem to, co serce mi dyktowało - czyli mocne przejażdżki na moim szosowym rowerze, biegi na 5 i 10 km, oraz kilka wizyt na basenie. Z wielką ciekawością i dreszczykiem emocji oczekiwałem na dzień startu.

Ten przyszedł bardzo szybko. W sobotę rano spotykamy się wszyscy pod moim domem. Pakujemy nasze auto, a rowery trafiają na bardzo sprytny i łatwy w obsłudze bagażnik dachowy.

Magda gotowa do wyjazdufot. Franek Przeradzki

Można ruszać, kierunek? Garmin Iron Triathlon Elbląg. Wygodna podróż przebiega w atmosferze przedstartowej. Magda udziela mi cennych porad, które ja próbuję nie tylko zapamiętać, ale też przyrzekam wdrożyć w życie.

w drodzefot. Franek Przeradzki

W Elblągu meldujemy się na godzinę przed planowanym przez organizatora objazdem trasy kolarskiej. Szybkie zalogowanie się w hotelu mieszczącym się tuż obok miejsca startu i z Magdą wskakujemy na nasze rowery. Trasa okazuje się niezwykle trudna już na samym początku, gdyż wyjeżdżając na nią ze strefy zmian należy przejechać około 300 metrów po bruku - nasze aluminiowe rowery dadzą sobie z tym radę, ale wąsko wyspecjalizowane carbonowe, czasowe cudeńka bardziej profesjonalnych zawodników dostaną za swoje... Trasa jest delikatnie pagórkowata i prowadzi szosą, która w niedzielę, w dniu startu, będzie zamknięta dla ruchu samochodowego. Po przejechaniu trasy w dobrych humorach odbieramy nasze pakiety startowe,

odbiór pakietów startowychfot. Franek Przeradzki

a potem udajemy się wszyscy na sutą kolację, by uzupełnić węglowodany, tak ważne dla naszych ciał w dniu jutrzejszym.

Gdy tylko wstaję rano z łóżka dopada mnie stres. Uświadamiam sobie, że to już dzisiaj, że za chwilę, przez grubo ponad godzinę, będę walczyć na trasie z własnymi słabościami w wodzie, na rowerze i na własnych nogach - bez chwili odpoczynku. Nerwówka sięga zenitu, gdy okazuje się, że po wczorajszej przejażdżce po bruku w moim rowerze schodzi powietrze z tylnego koła. Na szczęście mam zapasową dętkę i decyduję się ją szybko zmienić.

Na 15 minut przed zamknięciem strefy zmian wstawiamy nasze rowery i porządkujemy sprzęt. Robię po raz kolejny rachunek sumienia, czy zabrałem wszystko? Czy wszystko dobrze ułożyłem? Czy o wszystkim pamiętałem?

rachunek sumienia przed startemfot. Franek Przeradzki

I wtedy pojawia się nasz triathlonowy ekspert, który obiecał nam swoją pomoc przed startem - Mkon, czyli Marcin Konieczny, polski specjalista od triathlonu na dystansie Ironmana. - Ustawiłeś bieg w rowerze tak, żeby łatwo było ci ruszyć? - pyta. - Nie! - odpowiadam i biegnę sprawdzić i ustawić łańcuch na odpowiedniej zębatce. Marcin tryska humorem - on dzisiaj nie startuje, przyjechał tylko nas wesprzeć swoimi radami i dopingiem. Chwilę rozmawiamy, pytam Marcina co mam zrobić, żeby wygrać. Ten śmieje się - chyba we mnie nie wierzy...

z Marcinem Koniecznym - Mkonemfot. Franek Przeradzki

Start. Ruszamy z wody rzeki Elbląg, której prąd może nie jest bardzo mocny, ale pcha nas wszystkich w stronę startu. Sędziowie każą się cofać. Jako jeden z nielicznych nie mam pianki i czuję chłód wody. - Minuta do startu! - krzyczy sędzia z kajaka. Dobra, to zaraz się zacznie, poprawiam okulary, czepek. - 30 sekund! - słyszę komunikat. W tej chwili zapominam o wszystkich założeniach jakie miałem, zapominam włączyć mój triathlonowy zegarek Garmina, który mam na ręce specjalnie na tę okazję. Sygnał startu. Ruszamy! Zacząłem za szybko, płynąc krytym kraulem trzeba oddychać równomiernie - moje pływanie przez pierwszą minutę okazało się wysiłkiem beztlenowym i ... zatkało mnie.

w wodziefot. Franek Przeradzki

Stąd też słaby czas, późniejsze rwane tempo mojego pływania. Rozpoczynam wielką gonitwę w celu nadrobienia straconego czasu, straconych pozycji... Wybiegam ze strefy zmian, pokonuję bruk i zaczynam wyprzedzanie lepszych ode mnie pływaków, ale na szczęście wolniejszych niż ja rowerzystów.

na rowerzefot. Franek Przeradzki

Jednak pod koniec mojej rowerowej trasy to mnie wyprzedza trzech rowerzystów na profesjonalnych rowerach czasowych - to czołówka dystansu 1/4 Ironmana, która wystartowała 10 minut po mnie, płynęła dwa razy dalej i jeszcze zdążyła mnie dojść na jednym, 22,5 kilometrowym okrążeniu... Cóż, trzeba robić swoje. Teraz bieg, który po zejściu z roweru jest po prostu straszny. Nogi plączą się, nie mam w nich ani siły, ani koordynacji - to dlatego, że podczas biegu pracują zupełnie inne mięśnie niż na rowerze. Zostawiam rower, zmieniam buty i biegnę zrobić dwa okrążenia.

zmianafot. Franek Przeradzki

Pierwszy kilometr jest straszny, ale kolejne biegnie mi się coraz lepiej nawet wyprzedam kilku zawodników. Czuję jednak, że tracę siły i zmuszam się do kontynuowania wysiłku. Na tę chwilę wiem jedno, nie mam ochoty próbować dystansu 1/4. Na metę wpadam wycieńczony. Chwiejnym krokiem podchodzę do najbliższego trawnika i głęboko oddychając łapię powietrze, o które domaga się cały mój organizm. Wszystko przez mocniejszy finisz - myślę sobie. Podchodzi wolontariuszka i pyta czy mogłaby mi wręczyć medal - potakuje znacząco, nie mogąc chwilowo wydusić z siebie słowa. Nie mam siły wstać, więc medal kładzie na mojej piersi i odchodzi. Po chwili jednak wstaję, piję izotoniki, wodę, jem arbuza, banana - o wszystko to zadbał organizator zawodów. Dochodzę do siebie. Jednocześnie myślę o Magdzie, która w tej chwili biegnie gdzieś na trasie.

Magda biegniefot. Franek Przeradzki

Po jakimś czasie na metę po kolei zaczynają wpadać kończący dystans 1/4. Są uśmiechnięci, zadowoleni. Niektórzy tuż po przekroczeniu mety, po złapaniu dwóch głębszych oddechów, udzielają wywiadów. Co tu się dzieje zastanawiam się? Przecież oni mogliby spokojnie biec dalej... Naprawdę triathlon to kuźnia ludzi z żelaza... Wszyscy czekamy na Magdę, która wbiega na metę po 2 godzinach i 38 minutach i...

Magda na meciefot. Franek Przeradzki

a jakże, jest uśmiechnięta, zadowolona i od razu z nami rozmawia. Zupełnie jakby właśnie wróciła ze spaceru, a nie przepłynęła, przejechała i przebiegła 65 kilometrów.

Magda na meciefot. Franek Przeradzki

Ale nie mogę się dziwić, wiedziałem, że tak będzie.

Atmosfera po wyścigu jest fenomenalna. Obcy ludzie gratulują sobie wyników, rozmawiają o tym jakie problemy mieli na trasie, a co im się udało. Wszędzie uśmiechy, endorfiny, szczęście... Wielkim zaskoczeniem dla mnie jest obserwowanie seniorów, którzy uczestniczyli w zawodach. Mężczyźni startują w kategoriach wiekowych M60, M65 i... M70! To naprawdę niesamowite. Podchodzę do jednego z nich, którego obserwowałem na trasie - gratuluję mu ukończenia wyścigu, kondycji i zdrowia. Podziwiam takich ludzi, którzy żyją wg zasady - Starość - tak, niedołęstwo - nie!

Dużym powodzeniem cieszy się też namiot, w którym można zostać porządnie wymasowanym - stoi przed nim spora kolejka zawodników, a masaże sportowe kończyn dolnych są mocne i długie - trwają nawet 40 minut.

po zawodach.... masażfot. Franek Przeradzki

Triathlon to niesamowity sport, który łączy w sobie wiele aspektów. Nie dość, że wpływa na całe ciało, zmieniając całą sylwetkę, to jeszcze pozwala na nawiązanie przyjaźni i więzi, które trwają latami. W jednych zawodach, na jednym dystansie startuje młodzież, oraz kobiety i mężczyźni w praktycznie każdym wieku. To fenomenalny sport, którego po prostu trzeba spróbować. W tej chwili już myślę o kolejnym starcie na 1/8, chcąc poprawić mój wynik, czyli 1:23:58, i już nie wykluczam wcale tego, że spróbuję swoich sił na dystansie 1/4 Ironmana.

Już niedługo - w połowie sierpnia - Ekipa EkstRemalna poruszająca się Renault Captur zmierzy się z inną, całkowicie rowerową dyscypliną, czyli maratonem MTB. Zobaczymy jak z tym sportem poradzą sobie Marlena i Damian.

  • Renault CAPTUR >
  • Renault KADJAR >

RENAULT CAPTUR

Czekamy na Twoje opinie!

Administratorem danych osobowych jest Agora S.A. z siedzibą w Warszawie, ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa. Podanie danych osobowych jest dobrowolne. Osobie, której dane dotyczą przysługuje prawo wglądu do danych osobowych oraz ich poprawiania.