Lewandowski. Odyseja kosmiczna 2015

Rok 2008, dzwoni Zbigniew Boniek do Cezarego Kucharskiego: - Kto to jest ten Lewandowski? - Piłkarz, będzie lepszy od ciebie.

Robert Lewandowski nie jest pierwszym piłkarzem, który strzelił pięć bramek w jednym meczu. Zrobił to jednak w rekordowo krótkim czasie. W interaktywnej infografice BIQdata.pl możesz zobaczyć, jak wygląda jego rekord i porównać do innych strzelców

To miał być wieczór bez specjalnych wzruszeń. Robert Lewandowski usiadł w fotelu rezerwowego, bo ledwie wydobrzał po skręceniu kostki. Trener wezwał go dopiero w przerwie meczu, w trybie alarmowym - Bayern Monachium przegrywał z Wolfsburgiem. I Polak, który roli rezerwowego wściekle nienawidzi, stworzył sportowe arcydzieło. W mgnieniu oka. Osiem minut i 57 sekund, 11 dotknięć piłki, pięć goli. Wieczór do zapomnienia zmienił się w najbardziej niezapomniany w karierze. Świat sportu eksplodował. Przez następnych kilkadziesiąt godzin nie było postaci potężniejszej niż Lewandowski, we wszystkich językach czytaliśmy i słuchaliśmy, że nasz napastnik wzbił się na poziom globalnych ikon - Leo Messiego oraz Cristiano Ronaldo. "Strzelenie pięciu goli zajęło mu mniej czasu, niż wam zajmie powtórzenie pięć razy zdania:"Lewandowski jest legendą"" - zachwycał się hiszpański dziennik "Marca".

Futbol takiego wyczynu jeszcze nie widział, ale gdyby dokonał go ktoś inny, w innym meczu, dostarczyłby zaledwie ciekawostki, która pożyje parę chwil, by na zawsze zginąć w archiwach kolekcjonerów piłkarskich statystyk. Poprzedniego rekordzisty Jermaina Defoe - na wbicie pięciu goli potrzebował aż 36 minut, oto skala wtorkowego osiągnięcia! - nikt nie pamięta, tak jak nikt nie pamięta tłumu sportowców, którym zdarzył się incydentalny odlot w inny wymiar.

Arcydzieło z Monachium przetrwa, bo powstało nie podczas byle meczu, lecz podczas meczu szlagierowego, i to w gwiazdorsko obsadzonej Bundeslidze, w której napastnika usiłują powstrzymać najdoskonalsi obrońcy. Arcydzieło przetrwa, bo Lewandowski w pojedynkę rozszarpał wicemistrza Niemiec. Przetrwa, bo podpisał je bohater mistrza Niemiec, najsilniejszego obok Barcelony i Realu Madryt futbolowego klubu na świecie. I nie było wyrwanym z kontekstu ekscesem, lecz kolejną kulminacją fantastycznej kariery - Lewandowski to piłkarz unikatowy również dlatego, że niemal nie wpada w kryzysy, wykonuje kolejne skoki w przód bez zrobienia choćby kroczku w tył, każdy sezon jest dla niego oszałamiającym sportowym awansem.

Zanim wyjaśnimy, skąd bierze się ta nieludzka zdolność wzbijania się wyłącznie wyżej i wyżej, wypada wspomnieć, że nie opowiadamy o "zwykłym" wybitnym atlecie, którego sławę ogranicza popularność dyscypliny, jak w przypadku wielu idoli znad Wisły, od Adama Małysza i Kamila Stocha po Justynę Kowalczyk czy siatkarzy. Lewandowski występuje na scenach podziwianych na wszystkich kontynentach, jest megagwiazdą najpopularniejszego ze sportów. Po wtorkowym majstersztyku Argentyńczycy pytali na okładkach gazet, z jakiej pochodzi planety, Włosi obwołali go Marsjaninem, a Chińczycy krzyczeli o piłkarzu pięciogwiazdkowym. Jeśli Lewandowski nie wyhamuje, zostanie wkrótce najpowszechniej rozpoznawalnym obok Lecha Wałęsy Polakiem na świecie. O ile już nim nie jest. W końcu zdążył zagrać w finale Ligi Mistrzów, czyli najchętniej oglądanym widowisku sportowym na planecie - według UEFA przed telewizorem klęka 300 mln ludzi.

Tamten finał Lewandowski w 2013 roku przegrał, jeszcze jako bożyszcze kibiców Borussii Dortmund. Gdyby z Bayernem w przyszłości zwyciężył - a może wręcz został bohaterem wieczoru, bukmacherzy na pewno typowaliby jego kandydaturę - przelicytowałby fenomenalnego boksera Andrzeja Gołotę i fenomenalnego kierowcę Roberta Kubicę, którzy też wspinali się na Mount Everest w globalnych sportach, ale spadali tuż przed szczytem. Pierwszy okazał się upośledzony mentalnie, drugi stracił pełną sprawność w wypadku.

Gladiator Lewandowski

Historia każdego wielkiego sportowca naszych czasów kręci się wokół wyrzeczeń, jakie musi ponosić, katorżniczego wysiłku, jaki wkłada w trening, oraz reżimu, w jaki wtłacza swoją codzienność. Jednak spośród wyczynowców podporządkowujących sukcesowi całe życie można wyodrębnić grupkę jeszcze węższą - perfekcjonistów tak fanatycznych i zaprogramowanych, że zbliżających się do granic patologii. W futbolu gatunek ten reprezentuje przede wszystkim Cristiano Ronaldo. Żywy bolid poddający swoje ciało permanentnemu tuningowi, uczący się nawet sztuki wydajnego snu. Obsesjonat, dla którego czas pracy niczym nie różni się od czasu wypoczynku - to po prostu odmienne zadania do idealnego wykonania. Człowiek firma otoczony specjalistami, którzy mają zeń wycisnąć fizyczne i psychiczne maksimum.

Lewandowski idzie w jego ślady. Dlatego właściwie nigdy, jak wspomnianego Ronaldo, nie rozkłada go kontuzja - pomimo niebezpiecznego dla zdrowia stylu gry, wdawania się w brutalną szarpaninę z rywalami, którzy kopią, podkładają nogę, uderzają łokciami i głową. Dlatego właściwie nigdy, w przeciwieństwie do mnóstwa wybitnych graczy, nie potrzebuje ominąć meczu, by odetchnąć. Gra zawsze i wszędzie. Od lata ubiegłego roku, gdy przybył do Monachium, częściej od niego w Bayernie na boisko wybiegał tylko Manuel Neuer. Ale to bramkarz, on nie wypruwa z siebie żył.

Polak wyrzeźbił sylwetkę gladiatora, wytrenowując zarazem gibkość akrobaty. Najefektowniejszego gola strzelił Wolfsburgowi w locie, z półobrotu. Więcej w tej ekwilibrystyce było umiejętności gimnastycznych niż piłkarskich. To efekt ćwiczeń z dzieciństwa, gdy uprawiał biegi przełajowe, tenis stołowy i ziemny, judo, zdobywał medale ze szkolnymi drużynami siatkówki, koszykówki i piłki ręcznej. Oraz wykonywanej już dzisiaj, przemyślanej pracy nad wszystkimi partiami mięśni - nie mogą być zbyt rozbudowane, bo spalają za dużo energii, odebrałyby mu dynamikę - dzięki której już koledzy z Dortmundu wołali na Lewandowskiego "The Body". A magazyn "Focus" piał o ciele antycznego boga i wypytywał o jego tajemnicę uniwersyteckich ekspertów od medycyny sportowej.

Wszechstronna sprawność wielokrotnie Lewandowskiego ratowała. Wiosną został staranowany przez bramkarza Borussii Dortmund. Długo nie podnosił się z murawy, zszedł z lekarzami za bramkę. Po powrocie na boisko widać było, że nie jest w pełni sił, wydawał się wręcz zamroczony, lecz trener Pep Guardiola wcześniej wprowadził wszystkich trzech rezerwowych. Gdy potem Polak jechał karetką do szpitala, nie pamiętał ani ostatnich minut meczu, ani tego, że strzelił w nim gola. Jego żona wpadła w panikę, a agent Cezary Kucharski martwił się na Twitterze, że "nie jest dobrze".

Badania wykazały, że Lewandowski ma wstrząśnienie mózgu, złamane kości nosa i szczęki. Adam Nawałka powiedział wtedy, że Robert nie doznał poważniejszego urazu tylko dzięki zwinności i atletyczności. - Wielu zawodnikom po takim zderzeniu groziłoby zakończenie kariery - mówił selekcjoner reprezentacji Polski.

A Lewandowski tydzień po wypadku założył ochraniającą twarz maskę i zagrał w półfinałach Ligi Mistrzów z Barceloną. I to jak zagrał! Strzelił gola, wyczarował też najbardziej wirtuozerskie zagranie wieczoru. W plastikowej uprzęży wyglądał nie jak obolały pacjent, lecz jak komiksowy superbohater, któremu skrywający tożsamość strój dodaje mocy.

Materiał pochodzi z Magazynu Świątecznego Gazety Wyborczej, całość dostępna TUTAJ >>

Robert Lewandowski miał okazję pośmigać sportowymi autami na torze [ZDJĘCIA]

Czy Robert Lewandowski to najlepszy polski piłkarz w historii?
Więcej o: