Biegi narciarskie. Kolejne odwołanie Kowalczyk

Justyna Kowalczyk, której odwołania od decyzji sędziów po sprincie w szwajcarskim Davos, zostały już dwukrotnie odrzucone, nie rezygnuje. Tym razem Polka będzie dochodzić swoich racji w sądzie FIS.

- Zapis wideo w oczywisty sposób pokazuje, że zawodniczka z numerem 18 (Justyna Kowalczyk) przy dojeżdżaniu do korytarza finiszowego najpierw zmierza do środkowego za zawodniczką z numerem 1 (Marit Bjoeregen). Biegaczka nr 8 (Kikkan Randall) przyspiesza i wchodzi w korytarz po prawej stronie. "18" zmieniła zdanie i zdecydowała się również zjechać na prawo korzystając z najlepszej linii. Po wejściu w tor "18" kontynuowała jazdę w prawo zamykając drogę i wybijając z rytmu biegaczkę z numerem 8, która zmuszona była zmniejszyć prędkość i zmienić tor na drugi po prawej stronie, za zawodniczką nr 1 - napisano w uzasadnieniu komisji odwoławczej FIS, która odrzuciła ostatnio odwołanie Polskiego Związku Narciarskiego. Wcześniej nie uwzględniono wniosku samej zawodniczki.

Kowalczyk nie zamierza jednak rezygnować. Nadal twierdzi, że wina nie leży po jej stronie, a dyskwalifikacja nie była słuszna. Wtóruje jej trener Wierietielny. Oboje przyznają, że w całym zamieszaniu nie chodzi tylko o 20 punktów, jakie Polka straciła. Chodzi o nierówną grę i faworyzowanie przeciwniczek.

- W FIS rządzą sami Skandynawowie. To jedna klika. Nie interesuje mnie to, czy za tę wypowiedź ktoś mnie zdyskwalifikuje. Trzeba odważnego człowieka, który w końcu powie, co tam się dzieje. A idzie przekręt za przekrętem - mówił dziennikarzom białoruski trener.

Trener i zawodniczka czują się oszukani. Decyzję sędziów traktują jako przejaw nierównej walki z Marit Bjoergen, która była atakowana przez polski obóz za używanie środków wspomagających na astmę. FIS skupia się na przeszkadzaniu w rywalizacji Kowalczyk.

Mimo iż sprawa kosztowała polską zawodniczka sporo zdrowia (kilka nocy nie spała, rozchorowała się), do sądu FIS został złożony kolejny protest. Złożył go kolejny raz Polski Związek Narciarski, po konsultacjach z prawnikami. Najpierw będzie musiał zostać powołany specjalny skład sędziowski, dlatego na decyzję trzeba będzie poczekać.

Bode Miller w Zakopanem

Więcej o: