Kryształowa Justyna: Nie "gwiazduję", tylko robię, co do mnie należy

Perełka naszych sportów zimowych - mówi o Justynie Kowalczyk jej trener Aleksander Wierietielny. Trzykrotna medalistka igrzysk w Vancouver zajęła w sobotę drugie miejsce w biegu łączonym w Lahti i obroniła Kryształową Kulę za Puchar Świata w biegach narciarskich.

Polka jest przeziębiona. Nie wiadomo, czy i w których kolejnych biegach wystartuje. Sobotni wygrała Norweżka Marit Bjoergen. Żadna z rywalek nie ma szans, by Polkę wyprzedzić w PŚ. Do końca sezonu można zdobyć maksymalnie 745 punktów, a przewaga Justyny nad trzecią w klasyfikacji Aino-Kaisą Saarinen wynosi 786 punktów. Zajmująca drugie miejsce Słowenka Petra Majdić złamała pięć żeber podczas igrzysk i w tym sezonie na trasy już nie wróci.

Rozmowa z Justyną Kowalczyk

Robert Błoński: Trener nazwał panią "perełką polskich sportów zimowych". Właśnie zapewniła sobie pani Kryształową Kulę za Puchar Świata.

Justyna Kowalczyk: To nagroda za miesiące jeżdżenia po całym świecie. Teraz już mogę sobie nawet spokojnie zachorować. Oczywiście nie chcę być przeziębiona, ale choróbsko samo się przybłąkało. Zrobiliśmy wszystko, co chcieliśmy. Mam złoto olimpijskie na ulubionym dystansie, wygrałam Tour de Ski, obroniłam Puchar Świata. Jestem bardzo zadowolona z pracy, którą wykonaliśmy. Dziękuję całej drużynie, byli ze mną i wspierali mnie na igrzyskach. Spisali się rewelacyjnie, nie wiedziałam nawet, że aż tak bardzo są za mną.

Trener mówi, że wszystkie sukcesy to wyłącznie pani zasługa.

- Przesadza. Współpraca jest znakomita, choć spięć nie brakuje. Ostatnio słyszeliśmy, kto to czego ze mną nie robił. Ojców sukcesu jest mnóstwo, zobaczymy, co będzie jak zajmę 15. miejsce. Kto się wtedy będzie do mnie przyznawał? Te 15. lokaty mogą przyjść szybko. Wielka Marit Bjoergen miała cztery lata kryzysu po igrzyskach Turynie. Ale na razie nie ma co o tym myśleć, tylko się cieszyć. Mam doskonały kontakt z trenerem, jest spokojnie, nartki jadą cudownie. Wyniki są świetne. Nie mam na co narzekać, zdarzyły się słabe dni i słabsze biegi, ale większość była super.

Lepszego sezonu chyba nie mogła sobie pani wyobrazić?

- To prawda. Mogłabym się teraz zastanawiać, ile i jakich medali mogłabym zdobyć, gdyby igrzyska były gdzieś indziej. Ale nie były, więc cieszę się tym, co mam. Finka Virpi Kuitunen odnosiła większe sukcesy niż ja, a indywidualnego medalu igrzysk nie ma żadnego. Czasem podchodzę do trenera mówię: "Jestem olimpijską czempionką", i się śmieję. Doceniają mnie sportowcy z innych ekip, widzę wielkie uznanie ludzi, którzy męczą się tak jak ja. Dla których biegi to chleb powszedni. Oni nie mogą się nadziwić, jakim cudem jestem tak stabilna. Pytali się mnie o to zagraniczni dziennikarze podczas konferencji w sobotę. Jak to jest, że ciągle jestem w trójce. Odpowiedziałam, że to zasługa ciężkiej pracy. Kiedy spytali, czy bolało, mówiłam, że czasem nawet bardziej, niż bolało. Teraz tego bólu już nie pamiętam, bo mam świetne wyniki.

Z żadnych zawodów się nie wycofałam. Pojechałam nawet do Rybińska, gdzie nie startowały największe rywalki. Ktoś mówił, że tamte zawody były kiepsko obsadzone. Bzdura. Nie były, bo ja biegałam. Byłam liderką PŚ. Marit Bjoergen, gdyby była liderką, to w identycznych okolicznościach by tam nie wystartowała. To nie było dla mnie łatwe, ale za to mnie właśnie cenią. Że nie "gwiazduję", tylko robię, co do mnie należy. Tak z nami, sportowcami, jest - najpierw musi boleć, żeby później było się z czego cieszyć. Sezon zaczął się od kilku wywrotek na trasie. Wciąż nie wiem, skąd ten brak równowagi i koordynacji? To jednak były złe miłego początki. Teraz chcę spokojnie skończyć sezon. Pobiec, na ile się da, ale na luzie, bez presji. Jak w sobotę. Biegłam z radością i lekkością. Nie powiem, że nie chciałam wygrać, ale Marit jest w tym momencie bardzo mocna. Pobiegłam mocno i dobrze, bez przygotowania fizycznego i psychicznego. Mało trenowałam, trochę tylko pochodziłam na nartach po trasie. Myślami jestem zupełnie gdzie indziej. Z taką radością chcę skończyć sezon. Po to ciężko trenowałam, żeby teraz mieć luz. Niech inni się męczą.

Ta Kryształowa Kula w porównaniu ze zdobytą rok temu...

- ...została wywalczona wcześniej. W tamtym roku nie byłam liderką PŚ ani przez moment. Żółtą koszulkę dostałam dopiero po ostatnim wyścigu. W tym, od Tour de Ski, było jasne, że jeśli nie stanie się nic złego, to Puchar będzie mój. Na placu boju zostałam tylko ja i Petra Majdić. Żałuję, że miała wypadek. Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia i startów. Wywalczenie tej kuli dużo mnie kosztowało. Wiele osób pukało się w głowę, że po Tour de Ski jadę do Otepaeae, potem Rybińska czy Canmore. Wytrzymałam spokojnie, to było świetne przygotowanie do igrzysk. A przy okazji zbierałam punkty.

Słyszę, że jest pani chora.

- Rzuciło mi się na gardło i struny głosowe, mam nadzieję, że niżej nie pójdzie. Bo wtedy będzie źle. Jeśli okaże się, że konieczne będą antybiotyki, odpuszczę starty. Zdrowie mam jedno. Już tyle razy nadwyrężałam się, startowałam mimo chorób czy kontuzji, że teraz mogę coś odpuścić. Na razie żadne decyzje nie zapadły. Mam trochę leków homeopatycznych, stosuję babcine metody i się kuruję. Mam nadzieję, że to coś da.

Babcine sposoby?

- Mleko z miodem, czosnek, cebula, miodek, wygrzać się, moczyć nogi w gorącej wodzie. Takie moje ostatnie deski ratunku. Do wódki z pieprzem się nie przyznam ( śmiech ).

Przyjazdu do Falun nie odpuścisz?

- Po kulki na pewno przyjedziemy, ale jeszcze nie wiem skąd.

Motywacja na następny sezon?

- Nie mam wstrętu do nart. Cieszą mnie nawet bardziej niż w tamtym roku o tej porze. Fajnie jest iść i sobie pobiegać na nartkach. Ja to po prostu kocham. Jeśli chodzi o motywację, to jedna taka norweska biegaczka jest w tym momencie lepsza ode mnie. A ja nie lubię być druga ( śmiech ). Żeby z nią wygrywać, trzeba będzie ciężko pracować i sporo w swoim bieganiu poprawić. Tym bardziej że w przyszłym roku mistrzostwa świata są w Oslo.

Starty w sezonie 09/10

11 marca (Drammen, Norwegia): sprint na 1 km techniką klasyczną

13 marca (Oslo): 30 km techniką dowolną ze startu wspólnego (trzy lotne finisze z punktami bonusowymi 15, 10 i 5 dla czołowej trójki)

14 marca (Oslo): sprint na 1 km techniką dowolną

Finał PŚ (za każdy bieg po 50 pkt + 200 pkt za triumf w finale PŚ)

17 marca (Sztokholm): sprint na 1,1 km techniką klasyczną (bonifikaty czasowe dla czołowej "30" zaliczane do klasyfikacji finału PŚ)

19 marca (Falun): bieg 2,5 km techniką klasyczną (bonifikaty czasowe 15, 10 i 5 s dla czołowej trójki zaliczane do klasyfikacji finału PŚ)

20 marca (Falun): bieg łączony 2x5 km ze startu wspólnego (dwa lotne finisze z bonifikatami czasowymi 15, 10 i 5 s dla czołowych trójek zaliczane do klasyfikacji finału PŚ)

21 marca (Falun): bieg na dochodzenie na 10 km techniką dowolną (pierwsze miejsce na mecie oznacza triumf w finale PŚ).