PŚ w Lillehammer. Łączony weekend Justyny Kowalczyk

W biegach łączonych Justyna Kowalczyk zdobywała złoto i srebro mistrzostw świata oraz brąz igrzysk olimpijskich. W sobotę taki start czeka ją w Lillehammer, a jeszcze większym wyzwaniem będzie połączenie go z niedzielnym maratonem we Włoszech. Relacja na żywo w Sport.pl o godz. 10

Trzy medale wielkich imprez, pięć zwycięstw i osiem podiów w Pucharze Świata, trzy podia w etapach zawodów zaliczanych do klasyfikacji PŚ - to najlepsze osiągnięcia Kowalczyk w biegach, w których pierwszą połowę dystansu pokonuje się techniką klasyczną, a drugą stylem dowolnym. Kibice najczęściej wspominają pewnie dwa z tych świetnych startów Polki.

Niezapomniany, złoty Liberec

Na mistrzostwach świata w Libercu Kowalczyk zdobyła dwa medale złote i jeden brązowy. Zaczęła od trzeciego miejsca na 10 km "klasykiem" i choć był to pierwszy dla naszego kraju medal w biegach narciarskich od 1978 roku (Józef Łuszczek zdobył wtedy złoto i brąz na MŚ w Lahti), to czuliśmy niedosyt. Pięć dni przed tym biegiem podopieczna Aleksandra Wierietielnego nie miała sobie równych w dokładnie takim samym starcie w Pucharze Świata w Valdidentro. Wtedy drugą Mariannę Longę wyprzedziła o 12,4 s, a siódma Aino-Kaisa Saarinen straciła do Polki aż 49 sekund. Kowalczyk w cuglach wygrała też przedostatnią próbę przed MŚ w tej konkurencji. Na niecały miesiąc przed Libercem w Otepie wyprzedziła drugą Saarinen aż o 26,2 s. Za sprawą takich wyników widzieliśmy w Kowalczyk specjalistkę od 10 km stylem klasycznym i marzyliśmy o złotym medalu dla niej. W mistrzowskim wyścigu Kowalczyk straciła do najlepszej Saarinen 11,5 sekundy, a do drugiej Longi - 7,3 s.

Już dwa dni po brązowym medalu Polka wywalczyła złoty. Bieg łączony rozegrała znakomicie taktycznie. Po pierwszej, "klasycznej", połowie była w czołowej "piątce" z Saarinen, Longą, Petrą Majdić i Kristin Stoermer Steirą. Ta grupa miała pół minuty przewagi nad resztą stawki, było więc jasne, że walkę o medale rozegra we własnym gronie. Kowalczyk mądrze biegła za dyktującą tempo bardziej wówczas doświadczoną i bardziej utytułowaną Steirą, a gdy odpadły pozostałe rywalki, tuż przed finiszem zaatakowała Norweżkę. Dumny ze swej podopiecznej mógł być trener, a obecny w studiu TVP Łuszczek podekscytowany opowiadał, że kiedy Kowalczyk wyprzedzała Steirę, z radości omal nie wyskoczył ze studia przez szklaną ścianę.

Dla Justyny był to pierwszy medal wielkiej imprezy wywalczony w biegu łączonym. W następnych latach zdobyła w nim jeszcze brąz igrzysk olimpijskich w Vancouver w 2010 roku i srebro MŚ w Oslo w 2011 roku.

Znowu Steira, decydował fotofinisz

Szczególnie wart przypomnienia jest bieg łączony z Vancouver. Tam znów z Kowalczyk przegrała Steira. I ta porażka była dla Norweżki chyba jeszcze bardziej bolesna. Obie panie po części "klasycznej" utrzymywały się w czołowej "siódemce", obie były bezradne wobec ataku Marit Bjoergen na trzy kilometry przed metą. Odpowiedzieć na ucieczkę nie potrafiła też Anna Haag i właśnie ta trójka do ostatnich metrów walczyła o srebrny i brązowy medal. Kowalczyk długo prowadziła grupkę, Haag zaatakowała z tyłu, pewnie wygrywając finisz, a Justyna i Steira przecięły linię mety niemal równocześnie. Musiało minąć kilkadziesiąt sekund, zanim ogłoszono, że to Polka była o 0,1 s szybsza. Norweski obóz nie chcąc pogodzić się z czwartym miejscem Steiry domagał się dyskwalifikacji Kowalczyk za to, że Polka wykonała kilka kroków łyżwowych tam, gdzie obowiązywał jeszcze styl klasyczny. Protest odrzucono, a naszą zawodniczkę rywale dodatkowo zmobilizowali przed biegiem na 30 km "klasykiem", który - co doskonale pamiętamy - skończył się pasjonującą walką Kowalczyk z Bjoergen zakończoną zwycięstwem i złotym medalem Polki.

Po zabiegu trzy kraje w dwa dni

Na podobne emocje nie powinniśmy liczyć w Lillehammer. Kowalczyk nie jest już specjalistką od "łyżwy", dlatego sprawdzić będzie się chciała przede wszystkich w pierwszej, "klasycznej" części. - Bieg łączony jest dla mnie ważny, ale bez przesady z oczekiwaniami. Kiedy ja ostatni raz miałam dobry bieg łączony? Chyba na igrzyskach w Soczi, a i tak niektórzy byli niezadowoleni z tego szóstego miejsca. Będę miała w Lillehammer swoje cele: powalczyć na części klasycznej, a na łyżwowej utrzymać się blisko czołówki najdłużej jak się da. Prędzej czy później i tak mi uciekną. Kiedyś ja uciekałam, teraz mi uciekają - mówiła kilka dni temu w rozmowie z Pawłem Wilkowiczem.

Dla Kowalczyk łączony jest cały weekend. Po sobotnim starcie Polka poleci z Norwegii (w niedzielę rywalizacja sztafet, bez Polski) do Zurychu, skąd samochodem przejedzie do Włoch, by w niedzielę wystartować w maratonie La Sgambeda. I choć z powodu problemów ze śniegiem położoną na prawie dwóch tysiącach metrów trasę skrócono z 35 do 24 kilometrów, Justynę czeka bardzo trudny weekend.

Na szczęście poprawia się stan zdrowotny mistrzyni. Po startach w Kuusamo Kowalczyk narzekała nie tylko na przeziębienie, ale też na ból kolana, które wiosną zostało poddane artroskopii. Po powrocie z Finlandii Justyna odwiedziła doktora Roberta Śmigielskiego, z którym współpracuje od lat, a lekarz ściągnął z kolana płyn i wstrzyknął w nie komórki macierzyste. "Można nogę zginać w końcu" - cieszyła się Kowalczyk w środę, publikując na Facebooku swoje zdjęcie z - jak napisała - pierwszego od miesiąca treningu na rowerze.

Obserwuj @LukaszJachimiak

Czy dobrze przygotowałeś się do sezonu z Justyną Kowalczyk? [QUIZ]

Więcej o: