PŚ w biegach narciarskich. Justyna Kowalczyk skazana na sukces

W Kuusamo Justyna Kowalczyk po raz 50. w swej karierze stanęła na podium zawodów Pucharu Świata. W Canmore powalczy o pierwsze zwycięstwo w bieżącym sezonie. - To jedno z moich ulubionych miejsc, trasy mi odpowiadają, mam na nich taką statystykę jak na żadnych innych, bo na sześć startów pięć razy byłam na podium - mówi nasza mistrzyni, która w czwartek będzie faworytką biegu na 10 km ze startu wspólnego. - Jeśli nie zdarzy się nic przypadkowego, to Justyna powinna wygrać - ocenia prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner. Transmisja: TVP 2 i Eurosport, relacja na żywo w Sport.pl od godz. 19.

Nie przegap biegów Kowalczyk! Ściągnij aplikację Sport.pl LIVE na Androida

Aż siedem ze swych 21 zwycięstw w Pucharze Świata Kowalczyk odniosła w biegach na 10 km stylem klasycznym. W tej specjalności Polka jest najgroźniejsza dla bodaj najbardziej utytułowanej w historii dyscypliny Norweżki Marit Bjoergen i dla jej rodaczki Theresy Johaug. A w Canmore obu największych rywalek Kowalczyk zabraknie, ponieważ postanowiły wyjechać we włoskie Alpy, by tam przygotowywać się do zaplanowanego na przełom grudnia i stycznia Tour de Ski.

- Wszyscy wiemy, że i z Bjoergen, i z Johaug Justyna szczególnie skutecznie walczy właśnie na 10 km "klasykiem". Skoro nie ma ich w Kanadzie, to nasza zawodniczka tym bardziej jest główną faworytką biegu - mówi Apoloniusz Tajner.

Z prezesem PZN zgadza się były trener kadry Szymon Krasicki.

- Justyna i jej trener Aleksander Wierietielny podjęli świetną decyzję, omijając Quebec, gdzie kilka dni temu odbyły się sprinty, i koncentrując się w tym czasie na spokojnych, wysokogórskich treningach w Canmore. Oni doskonale wiedzą, co robią, dlatego możemy być spokojni, że praca, jaką tam wykonali, zaprocentuje. A widać ją będzie już w trzech startach, które odbędą się w tym ośrodku - uważa profesor krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego.

Dla Kowalczyk z trzech biegów zaplanowanych w Canmore szczególnie atrakcyjne są dwa - czwartkowy i niedzielny, łączony na 15 km (7,5 km "klasykiem + 7,5 km "łyżwą"). W sobotę w sprincie stylem dowolnym Justynie o wysoką pozycję może być trudniej, choć sama zawodniczka wierzy, że i w tej konkurencji zaliczy udany start.

- W Canmore zawsze dobrze biegam, a jeszcze lepiej spisuję się po pobycie w tym miejscu. Tam przygotowywałam się do igrzysk olimpijskich w Vancouver, tamtejsze trasy bardzo mi odpowiadają, mam na nich taką statystykę jak na żadnych innych, bo na sześć startów pięć razy byłam na podium - mówi Kowalczyk.

W miejscu, w którym w 1988 roku najlepsi narciarze walczyli o medale igrzysk olimpijskich w Calgary, Justyna wygrała bieg łączony na 15 km w 2008 roku i sprint stylem klasycznym dwa lata później. Dwa zwycięstwa w trzech tegorocznych biegach w Canmore mogłyby jej dać nawet pozycję liderki Pucharu Świata, bo w ten sposób zarobiłaby 200 punktów do klasyfikacji generalnej, w której obecnie jest czwarta, ze stratą 190 punktów do prowadzącej Bjoergen.

Najgroźniejszą rywalką Justyny w Kanadzie będzie druga w PŚ Kikkan Randall. Amerykanka, która wygrała sprint w Quebecu, jest lepsza o 65 punktów, ale na dłuższych dystansach raczej nie będzie w stanie dotrzymać kroku Polce.

- Wszystko wskazuje na to, że już w czwartek Justyna odniesie swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Moim zdaniem przeszkodzić jej może tylko pech. W biegach ze startu wspólnego trzeba uważać, żeby nie paść ofiarą jakiegoś przypadkowego zdarzenia, żeby się gdzieś nie przewrócić. Jeśli Justyna uniknie takiej sytuacji, to będzie dobrze, bo poza rosnącą formą jej atutem jest też to, że w Canmore przebywa już od tygodnia, miała więc czas, żeby przypomnieć sobie trasy, przyzwyczaić się do amerykańskich śniegów, które mają trochę inną konsystencję i żeby zgrać z nimi smarowanie nart - analizuje Tajner. - Przed tymi biegami możemy być naprawdę dobrej myśli - podsumowuje prezes PZN.

Wszyscy kibicujemy Justynie Kowalczyk

Więcej o: