Kowalczyk Justyna mobilna dziewczyna

Tak długo nic nie robiła, że teraz ma zakwasy nawet od chodzenia. - Trzeba przerwać leniuchowanie - mówi trener Aleksander Wierietielny. Polacy będą na majówce, kiedy najlepsza polska biegaczka narciarska wyruszy na zgrupowanie na lodowcu Dachstein w Austrii

Tak się kibicuje! Trybuna Kibica otwarta dla wszystkich

Sześć tygodni temu Justyna Kowalczyk przeszła operację kolana. W warszawskiej klinice spędziła trzy tygodnie. Później pojechała do domu na Wielkanoc, następnie do sanatorium w litewskich Druskiennikach.

- W pewnym momencie Justyna powiedziała: "Jeszcze dziesięć dni w klinice i nie będzie mi się chciało wracać do ciężkiego trenowania" - mówi trener Wierietielny. - A w przyszłym roku są MŚ w Val di Fiemme, w 2014 roku igrzyska olimpijskie w Soczi.

Dlatego nasza biegaczka 2 maja wraca do treningów.

- Znam ją i wiem, że potrafi szybko zmienić się z leniucha na pracusia. To mobilna dziewczyna, ale jesteśmy ostrożni. Nie spieszymy się, jedziemy na śnieg, żeby nie zepsuć tego, co naprawił doktor Robert Śmigielski - mówi Wierietielny. - Bieganie na nartach jest bezpieczniejsze niż chodzenie po asfalcie czy chodniku. Przygotowaliśmy ćwiczenia, które nie obciążą kolana. Kolano się goi, powikłań nie ma, ale rana się nie zabliźniła. Justyna jest cierpliwa, w klinice spotykała sportowców, którzy zaniedbali rehabilitację pooperacyjną, przyspieszyli powrót do treningów i jeszcze szybciej wrócili na kolejne zabiegi.

W planie przygotowań nie ma zmian w porównaniu z poprzednim sezonem, po Dachsteinie będzie Zakopane, w środku lata wyjazd do Nowej Zelandii na treningi na śniegu. Później obóz w hiszpańskim Sierra Nevada na wysokości 3000 m n.p.m. Do Austrii pojedzie nowy fizjoterapeuta ekipy. - Nie znamy go. Wiem, że jest z okolic Białegostoku. Zabieramy go na testy - mówi z uśmiechem Wierietielny.

- Zobaczymy, czy się przyjmie. Na pewno nie możemy dopuścić, by w trakcie sezonu brakowało fizjoterapeuty - dodaje Justyna Kowalczyk. - Cały czas jestem pod troskliwą opieką. W Druskiennikach był ze mną rehabilitant od doktora Śmigielskiego. Z Litwy przyjechałam do Warszawy na rezonans magnetyczny, przed wyjazdem do Austrii i po powrocie też będę miała rezonans. Pod większą kontrolą nie da się być. Jestem ciekawa, jak zachowa się moje ciało po sześciu tygodniach bez wysiłku. Kolano bolało mnie nieraz, ale trwającej półtora miesiąca przerwy w wysiłku nie miałam. Stęskniłam się za tym. Jestem gotowa do pracy - zapowiada.

Energii i motywacji nie powinno też zabraknąć innym polskim biegaczkom. Do kadry, po dwuletniej dyskwalifikacji za doping, wróciła Kornelia Marek. Po kontuzji i operacji barku z pełnym obciążeniem ma już trenować Sylwia Jaśkowiec. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner marzy o silnej sztafecie i wysokim miejscu na igrzyskach, dlatego trenerem pozostałych biegaczek i biegaczy został Ivan Hudacz. 41-letni Słowak to były trener i obecny partner życiowy słynnej słoweńskiej narciarki Petry Majdić.

- To świetny fachowiec, ma niesamowity warsztat, co można ocenić po wynikach, które osiągał z Petrą. Mam nadzieję, że dziewczynom będzie chciało się pracować i wykorzystają szansę, którą dostają - ocenia Kowalczyk.

- Hudacz zdobywał z Majdić medale MŚ i igrzysk olimpijskich, doprowadził ją do podium PŚ i Kryształowej Kuli w sprintach, więc nie jest przypadkowym szkoleniowcem - dodaje trener Wierietielny.

- Hudacz jest na wakacjach, do Polski przyjedzie w połowie maja - mówi Grzegorz Mikuła, sekretarz generalny PZN. - Ma wolną rękę w doborze współpracowników, ale jako asystenta chciał Polaka, który zna realia. Został nim Janusz Krężelok. Hudacz tani nie jest, zarobki stawiają go w pierwszej trójce związku. Pieniądze będziemy mieć z ministerstwa i od sponsorów. Warto, bo to jeden z lepszych fachowców w Europie.

Zobacz wideo
Więcej o: