Biegi narciarskie. Kowalczyk: operacja Kolano

?Trwająca od czerwca gehenna właśnie się dziś skończyła. Przynajmniej mam taką nadzieję. Za parę tygodni będę w pełni sprawna. Żegnajcie, opaski, stabilizatory, opuchlizny. Żegnaj, bólu? - napisała po operacji kolana Justyna Kowalczyk na swoim blogu

"To swego rodzaju cud, że kolano wytrzymało prawie cały okres przygotowawczy i startowy. To mistrzostwo mojego Trenera w doborze obciążeń treningowych. A teraz czekam na rezultaty mistrzostwa dr. Śmigielskiego. Tak sobie myślę, że mam szczęście do ludzi!" - napisała dalej najbardziej utytułowana polska narciarka.

Mistrzyni olimpijska, trzykrotna zdobywczyni Pucharu Świata zmyliła trop, wysłała ekipę promem, sama wsiadła w niedzielę do samolotu w Sztokholmie i poddała się zabiegowi w Carolina Medical Center o dzień wcześniej, niż deklarowała. W CMC, warszawskiej klinice specjalizującej się w leczeniu urazów sportowców, Kowalczyk przeszła we wtorek zabieg artroskopii prawego kolana. Dr Robert Śmigielski w 55 minut "zaopatrzył" uraz łąkotki przyśrodkowej oraz przeprowadził kosmetyczny szlif chrząstki rzepki. - Wszystko poszło super - powiedział lekarz. Po operacji Kowalczyk otrzymała jeszcze dawkę tzw. komórek macierzystych, które wspomagają proces gojenia.

Zapytaliśmy go, jaka była skala trudności operacji: - Zabieg jak zabieg. Tylko obiekt się zmienia. Gdybym myślał, kogo operuję, stres byłby większy - stwierdził dr Śmigielski.

Już w środę 29-letnia biegaczka przeprowadzi pierwsze ćwiczenia, które dr Śmigielski żartobliwie nazwał "pierwszym treningiem pozabiegowym, jeszcze w łóżku". - Zawodnika z dyscypliny wytrzymałościowej nie można na długo odłączyć od treningu i położyć do łóżka, bo może się nie podnieść. Justyna musi być poddana wysiłkowi fizycznemu, jej organizm tego potrzebuje tak jak my powietrza - powiedział chirurg ortopeda.

Przez mniej więcej 10 dni Kowalczyk zostanie w klinice, a potem przez kilka tygodni będzie ćwiczyć dwa razy dziennie pod okiem rehabilitantów CMC. Będzie używać ręcznych ergometrów, pedałować na stacjonarnym rowerze jedną nogą.

Nie wiadomo, kiedy zdoła wyruszyć na narty. Długość procesu rehabilitacyjnego zależy w dużej mierze od cech indywidualnych sportowca. Jednej osobie dojście do pełnej sprawności sprzed urazu zajmie trzy tygodnie, innej - trzy miesiące. - W jej konkretnym przypadku to przedział od trzech tygodni do półtora miesiąca - powiedział dr Śmigielski.

Narciarka i trener Aleksander Wierietielny planowali pierwszy wyjazd - na lodowiec - w połowie kwietnia. Myślą już o przyszłorocznych mistrzostwach świata w Val di Fiemme i igrzyskach olimpijskich w Soczi w 2014 r. 1 maja w Zakopanem planują początek zgrupowania przygotowującego zawodniczkę do sezonu 2012/13.

- Justyna już w listopadzie wiedziała, że ma kłopoty z kolanem. Wiedzieliśmy, że jest częściowo uszkodzone, i wiedzieliśmy, co jest uszkodzone. Po trudnym poprzednim sezonie, w którym aż 12 razy była druga, za Marit Bjoergen, szaleńczo przepracowała lato, aby nawiązać walkę z Norweżką. Dlatego zdecydowała się zaryzykować i odwlec zabieg aż do końca sezonu. Chciała się przekonać, czy zmiany, które zrobiła w trakcie przygotowań, dały efekt na trasach. Dały. Wygrała z Bjoergen dziewięć startów, w tym najważniejszą imprezę sezonu, czyli Tour de Ski. Raz na jakiś czas robiliśmy badania kolana i patrzyliśmy, czy uraz się nie pogarsza. Od tego były uzależnione kolejne starty. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że bez szkody dla kolana może dokończyć sezon. To ma ogromne znaczenie na przyszłość, bo teraz Justyna wie, że sposób przygotowania, który wybrała, jest dobry. Gdyby operowała się w listopadzie, opuściłaby sezon i nie miałaby tej wiedzy - stwierdził lekarz, który był w ekipie olimpijskiej na igrzyskach w Turynie w 2006 r., gdy Justyna zdobyła pierwszy olimpijski medal.

- Znam Justynę od wielu lat i wiem, jak ciężko pracuje. Nieraz widziałem na zgrupowaniach te legendarne biegi na nartorolkach z oponą samochodową za plecami. Justyna będzie mogła trenować równie ciężko. Po to właśnie zdecydowała się na operację - powiedział lekarz.

I wyjaśnił, że cztery upadki Kowalczyk w pięciu startach najprawdopodobniej miały związek właśnie z urazem kolana. - Mogło być tak, że nie czuła się na nodze stabilnie i pewnie. Coś jej przeszkadzało. Nie miała nad nią kontroli. Tak się dzieje, gdy w kolanie pojawia się wysięk, tak jak u Justyny. W takich przypadkach noga może nie "trzymać" narty - podkreślił dr Śmigielski.

Justyna to bardzo energiczny człowiek. Wytrzyma w łóżku tyle dni? - zapytaliśmy.

- Jest rozsądnym sportowcem, zna wagę tego, co się dzieje. Ma jasno wyznaczone cele i potrafi do nich bezwzględnie dążyć. Nie zlekceważy żadnych objawów. Jeśli wie, że kolano musi się wygoić, to poczeka, aż się wygoi. Nie będzie się wyrywać z łóżka. Jej całe życie jest podporządkowane temu, co robi. A jeśli będzie trzeba, zakujemy ją w gips - zakończył lekarz.

Więcej o: