Doktor Śmigielski: We wtorek operacja, w środę trening

Justyna zdecydowała się na ten zabieg, żeby znowu pracować na najwyższych obrotach i z największymi obciążeniami. Za rok MŚ w Val di Fiemme, za dwa igrzyska w Soczi - mówi doktor, który wykonywał zabieg czyszczenia prawego kolana czołowej biegaczki świata

Redaktor to dopiero jest kibic! Poznaj nas na profilu Facebook/Sportpl ?

Jeszcze w poniedziałek wieczorem Kowalczyk, druga zawodniczka tegorocznego Pucharu Świata i triumfatorka Tour de Ski, wracała samolotem z finału Pucharu Świata w szwedzkim Falun, a już we wtorek o dziewiątej rano leżała na stole zabiegowym w jednej z warszawskich klinik.

Robert Błoński, Radosław Leniarski: Jak przebiegał zabieg?

Dr. Robert Śmigielski: Wszystko poszło super. To co zaplanowaliśmy, zostało zrobione sprawnie. Zabieg trwał 55 minut, nie było żadnych niespodzianek. Dostała znieczulenie dolędźwiowe czyli od pasa w dół. Mogła, ale nie chciała oglądać zabieg na monitorze. Zabieg był robiony w niedokrwieniu miejscowym, do kolana włożyliśmy kamerę o średnicy 4 mm i na ekranie monitora można było kontrolować każdy element kolana. Żeby oraz był klarowny, zakłada się opaskę i krew nie dopływa. Nie było to nic skomplikowanego, choć wymagał decyzji czy wycinamy, czy szyjemy, bo wszystko ma swoje konsekwencje.

Justyna dostała, dodatkowo, stymulację szybszego gojenia czyli komórki macierzyste w miejsce, gdzie był przeprowadzany zabieg. To gwarantuje szybsze i lepsze gojenie. Od środy zacznie się ruszać, za parę dni stanie na nodze. Rehabilitacja potrwa kilka tygodni, u nas będzie około dziesięciu dni. Chcemy, by w klinice była pod opieką od rana do wieczora. Dwa razy dziennie będzie miała rehabilitację, do tego zaraz dojdzie trening wydolnościowy. Będziemy nadzorować nie tylko kolano, ale cały organizm.

Na czym dokładnie polegał zabieg?

- Justyna miała dwa problemy: niewielkie czyli płytkie, powierzchowne zmiany chrząstki na powierzchni rzepki. Oraz uszkodzoną łąkotkę przyśrodkową w części tylnej, która została zaopatrzona.

Jak ta operacja wpłynie na przygotowania do kolejnego sezonu i ewentualne starty?

- Kolano monitorowaliśmy od początku minionego sezonu. Wiedzieliśmy, że ono jest częściowo uszkodzone i wiedzieliśmy, co jest uszkodzone. Raz na jakiś czas robiliśmy badania i patrzyliśmy, czy uraz się nie pogarsza. Od tego były uzależnione kolejne starty. Wspólnie doszliśmy jednak do wniosku, że bez szkody dla kolana skończy sezon. To, co miała w nim na początku, miała również na koniec. Teraz jest kwestia tego, by się zagoiło. Patrząc na to, jaki ma organizm, nie powinno być z tym problemów.

Kiedy może wznowić treningi?

- Teraz określę konkretnych dat. Justyna będzie dokładnie monitorowana. Raz na jakiś czas będzie miała robiony rezonans magnetyczny, jest bardziej wiarygodny od USG. Jeśli zobaczymy, że tkanki na tyle się zagoiły, że kolano może być obciążane, to wróci do zajęć. Kiedyś myślano kategoriami tygodni. W przypadku Justyny to może być 21 dni albo półtora miesiąca. Ja wiem, że ona nie ma czasu. Ale też nie ma czasu, żeby się nie wygoiło. Priorytetem jest wyleczenie urazu, przed nią dwie wielkie imprezy.

Czy to kolano mogło być przyczyną aż czterech upadków w pięciu marcowych biegach PŚ?

- Jeszcze na bloku operacyjnym mówiła, że przez cały sezon czuła to kolano. Noga była "inna". Mogło być tak, że nie czuła się stabilnie i pewnie na tej nodze. Coś jej przeszkadzało. Nie miała nad nią kontroli. A tak się dzieje w wypadkach, gdy w kolanie pojawia się wysięk. A ona je miała. W takich przypadkach noga może nie "trzymać". Tak się czuła pod koniec sezonu. "Uciekanie" nogi bywa spowodowane wysiękiem.

Justyna to bardzo energiczny sportowiec. Wytrzyma w łóżku tyle dni?

- Jeśli będzie trzeba, zakujemy ją w gips. To na tyle rozsądny sportowiec, że zna wagę tego, co się dzieje. Ona ma jasno wyznaczone cele i potrafi do nich bezwzględnie dążyć. Nie zlekceważy żadnych objawów. Jeśli wie, że kolano musi się wygoić, to poczeka aż się wygoi. Nie będzie się wyrywać z łóżka. Jej całe życie jest podporządkowane temu, co robi. Kontuzja też była prowadzona i monitorowana, aż niewiarygodne, że tak można. Rozwiązanie problemu nastąpiło wtedy, kiedy można było to zrobić.

Trudność operacji w skali 1-10?

- To nie była trudna operacja, robię ich dużo. Po prostu normalny zabieg artroskopowy. Obiekt operowany był inny, ale gdybym o tym myślał, to poziom stresu byłby wyższy. Inaczej do niego podszedłem, bo Justyna będzie używała nogi inaczej, ma mniej czasu, dlatego użyłem komórek macierzystych, żeby lepiej się goiło. Dostała wszystko, co było możliwe.

Wspominał pan o treningu wytrzymałościowym, skoro Justyna będzie leżała?

- Pacjent nie chodzi, ale zawodnika z dyscypliny wytrzymałościowej nie można na długo odłączyć od treningu i położyć do łóżka, bo może się nie podnieść w takiej formie jak był. Justyna musi mieć zapewniony wysiłek fizyczny, symulujący to, co robiłaby bez operacji, a jednocześnie musi oszczędzać nogę. To jest zadanie dla naszych rehabilitantów. Tak mają jej skomponować pobyt tutaj, żeby codziennie miała sporą dawkę wysiłku fizycznego.

Jakiś przykład?

- Można jechać rowerem nie używając operowanej nogi. Może kręcić rękami na specjalnych rotorach. Musi być poddana wysiłkowi fizycznemu, jej organizm tego potrzebuje tak jak my powietrza. Bez tego by nie funkcjonował. Justyna nie może z wysokiego wysiłku wpaść w zupełną nicość. Dlatego już w środę będzie miała trening. Część ćwiczeń, żeby podnieść tętno, żeby serce pracowało mocniej, może wykonywać w łóżku. Inaczej się nie da. Do leczenia takiego sportowca potrzeba zespołu. Jak w obsłudze bolidu w Formule 1.

Trener Aleksander Wierietielny mówi, że już w kwietniu chciałby wyjechać z Justyną na lodowiec delikatnie pobiegać na nartach.

- Jeśli dobrze będzie się goiło, to nie ma sprawy.

W ubiegłym tygodniu Justyna przebiegła w Pucharze Świata prawie 30 km, normalnie trenowała. Czy to dobrze, że tak szybko poddała się operacji?

- Sportowcy tak lubią, szkoda im każdego dnia.

Przez cały sezon Justyna biegała z obolałym prawym kolanem. Nawet podświadomie, ale jednak trochę je oszczędzała. Nie ma powodów do niepokoju o lewe?

- Nie badaliśmy go na zapas, bo Justyna nie zgłaszała żadnych problemów. W marcu prawe kolano nie szkodziło jej bardziej niż w listopadzie. Od początku sezonu miała świadomość nogi, startowała z poczuciem tego, że nie jest zdrowa. To było celowe i zaplanowane. Ciężko przepracowała okres przygotowawczy i żal jej było iść na zabieg pół roku temu, przed sezonem. Nie wiedziałaby, czy zmiany w sposobie przygotowań dały efekt. Teraz już wie, że dały. Przed nią mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie. Ale nie startowała w pełnym komforcie.

Wie pan, jak ciężko Justyna trenuje latem. Biega na rolkach ciągnąc za sobą oponę od małego fiata. Wróci do takich obciążeń?

- Po właśnie przyszła na ten zabieg, żeby wrócić do najcięższego reżimu treningowego. To jej gwarantuje sukces, po to uprawia sport. Gdyby chciała ćwiczyć lżej, zabieg nie byłby konieczny.

Żegnaj bólu, gehenna się skończyła" Justyna Kowalczyk po operacji ?