Justyna Kowalczyk czyli zmęczenie materiału

Ostatnie upadki to cena, którą płacę za cały sezon. Wolę jednak przez dwa i pół miesiąca biegać na najwyższym poziomie niż przez pięć miesięcy równo, ale przeciętnie - mówi Justyna Kowalczyk przed trzema ostatnimi biegami sezonu 2011/12. Relacja na żywo z piątkowego prologu od godz. 13.15 w Sport.pl

Zero kontrowersji, żartów i luzu? To nie Facebook/Sportpl ?

Do mety zostało 22,5 km: piątkowy prolog techniką dowolną na 2,5 km to najpierw piekielnie ciężki podbieg pod Moerdarbakken czyli Morderczą Górę, a potem zjazd aż do samej mety. W sobotę jest bieg ze startu wspólnego na 10 km techniką klasyczną, a w niedzielę bieg pościgowy na 10 km techniką dowolną.

W klasyfikacji generalnej PŚ Kowalczyk zajmie drugie miejsce, Kryształową Kulę po raz trzeci w karierze zdobędzie Marit Bjoergen. Norweżka ma o 168 punktów od Polki więcej. Do zdobycia zostało 350. - Teoretycznie jest możliwe, żeby Justyna wygrała. Pod warunkiem, że Bjoergen wyjedzie z Falun. Ale to się nie zdarzy i absolutnie jej tego nie życzymy. Niech dziewczyna startuje i wygrywa, zasłużyła na to - mówi Aleksander Wierietielny. W całym sezonie Bjoergen tylko dwa razy nie była na podium PŚ. - Ma fenomenalny zespół, dużą rolę odgrywa także medycyna i przygotowanie sprzętu - dodał trener Kowalczyk, która w tym sezonie wygrała cztery starty w PŚ w których brała udział Norweżka. W tym najbardziej prestiżową imprezę sezonu czyli Tour de Ski. Licząc pojedyncze etapy Touru, Polka była lepsza od Norweżki w ośmiu biegach. Pobiła też swój rekord w PŚ - w poprzednich trzech latach, gdy zdobywała Kryształową Kulę miała mniej punktów niż wywalczyła teraz. Wygrała sześć startów PŚ. Tyle, co dwa lata temu. Wtedy na trasie nie spotykała Bjoergen. Teraz Norweżka nie odpuszczała

- W poprzednim sezonie mocno od Marit dostałam. Dwanaście drugich miejsc to naprawdę nic przyjemnego- powiedziała Kowalczyk. - Dlatego ten sezon jest dla mnie piękny, ale już zaczęłam płacić za niego cenę. Ze zmęczenia nogi mi się plączą nawet na prostej drodze, a co dopiero na trasie wyścigu o Puchar Świata. Od sezonu olimpijskiego brakowało mi pięknych zwycięstw na wielkich imprezach. W tym sezonie wygrałam cztery biegi na 10 km klasykiem. To był mój mocny punkt. Dziś wiem, co robić dalej, żeby w kolejnych latach było dobrze. Jeśli zdrowie pozwoli, dam sobie odpowiednio mocno w kość. Wszystko po to, żeby za rok spokojnie stanąć na starcie mistrzostw świata w Val di Fiemme i pomyśleć "zrobiłaś wszystko, co mogłaś, a teraz to pokaż".

Nim jednak - rozpoczynającym się pierwszego maja zgrupowaniem w Zakopanem Kowalczyk zacznie przygotowania do nowego sezonu - musi skończyć stary.

Zobacz wideo

W czwartek przy fantastycznej, słonecznej, bezwietrznej pogodzie trenowała w Falun. Wbiegała na Morderczą Górę i z niej zjeżdżała. - I znowu się przewróciła, wróciła ze złamanym kijkiem - wzdycha trener Wierietielny. - Kręcę nosem po ostatnich upadkach [w marcu Kowalczyk dwa razy leżała podczas biegu w Lahti, wywróciła się też w Drammen i Sztokholmie - rb]. Pięć biegów cztery upadki. Wychodzi zmęczenie materiału. Ten sezon był piekielnie ciężki psychicznie, w każdym starcie ciągle czegoś od nas wymagano. Gdy są mistrzostwa świata czy igrzyska, to każdy bieg PŚ jest traktowany jak przygotowanie do imprezy głównej. Potem ona przychodzi. Są dwa-trzy tygodnie nerwów, ciężkich przeżyć - obojętnie czy porażki czy zwycięstwa - i już jest koniec. A teraz presja była od samego początku, od porażek w Sjusjoen i Kuusamo, przez lepsze czasy na Tour de Ski, w Otepeaeae i Jakuszycach, aż do teraz. Dlatego nie dziwię się tej utracie formy. Wraz z nią przyszła dekoncentracja, brakuje równowagi, siły i energii.

Trzy dni po sezonie, w środę w Warszawie Kowalczyk przejdzie zabieg czyszczenia prawego kolana. - Wreszcie będę miała czas na remont kolana, zajmę się też sobą. Zimą nie ma na to czasu, dlatego fajnie że już jest wiosna - uśmiechnęła się Polka.

Więcej o: