Puchar Świata. Lahti bardzo pechowe, Bjorgen uciekła Kowalczyk

Ósma i trzecia była Justyna Kowalczyk w Lahti. Marit Bjorgen dwa razy wyprzedziła Polkę i w klasyfikacji generalnej PŚ Norweżka ma już o 78 punktów więcej.

Do końca rywalizacji zostało sześć biegów, do zdobycia jest jeszcze 610 punktów. Ale Polce, choć na pewno się nie podda, będzie ciężko odrobić stratę.

Nieszczęścia w Lahti przyszły parami, pech nie opuścił Polki ani w sobotę, ani w niedzielę. Bieg łączony zaczęła rewelacyjnie. Wyrwała do przodu razem z Norweżką Therese Johaug. Powiększały przewagę nad rywalkami, nie oglądając się za siebie. Bjorgen, biegła ciężko, licząc, że straty w klasyku spróbuje nadrobić techniką łyżwową.

Kowalczyk z Johaug dojeżdżały do ostatniego przed metą, ostrego zawijasa. Polka straciła równowagę i runęła na śnieg, choć w piątek trenowała ten zjazd. Uciekły sekundy choć szybko się pozbierała, by dotrzeć do strefy zmian nart i kijków. Bjorgen była już tuż za nią.

W strefie zmian stanowisko Polki znajdowało się najdalej. Kiedy do niego dojeżdżała już krokiem łyżwowym, wbity w śnieg kij złamał się i Kowalczyk znowu upadła. Liderka PŚ mocno się poobcierała, z łokci płynęła krew. Wieczorem rozbolało ją kolano. W przeszłości Kowalczyk zdarzały się wywrotki, ale w tym sezonie Polka jeździła fantastycznie, pewnie i rozważnie. W Lahti w jednym biegu leżała dwa razy. Straciła sekundy, energię i mnóstwo nerwów. Johaug szybko znalazła się poza zasięgiem. Potem zmęczonej i wyczerpanej Polce odjechały trzy Norweżki - w tym Bjorgen, z którą koleżanki solidarnie współpracowały powiększając przewagę nad Kowalczyk.

Polce nie udało się obronić nawet piątego miejsca, na metę dojechała ósma i musiała oddać Bjorgen żółty plastron liderki PŚ, który odzyskała ledwie dwa tygodnie temu w Jakuszycach. W niedzielę kolejnej wymiany nie było, choć do połowy finału Kowalczyk biegła świetnie. W eliminacjach uzyskała drugi czas, lepsza było tylko Bjorgen i było jasne, że obie spotkają się w finale. Awansowały do niego z łatwością, w ćwierćfinale i półfinale Kowalczyk biegała kapitalnie. Ruszała jak wystrzelona z katapulty, szybko zyskiwała przewagę i na finiszu mogła sobie pozwolić na oddech.

W finale wydawało się, że scenariusz będzie identyczny. Ruszyła znakomicie. Bjorgen najszybciej jak mogła wskoczyła w tory, po których jechała Polka, i trzymała się najgroźniejszej rywalki bliżej niż cień. Kowalczyk nie oglądała się, razem z Rosjanką Julią Iwanową narzuciły ostre tempo, ale Bjorgen nie odjechały. Na podbiegach prowadziła Polka, ale w końcu przyszedł pierwszy z dwóch niebezpiecznych zjazdów. Kowalczyk pojechała asekuracyjnie, trochę za bardzo zwolniła i Bjorgen się z nią zrównała. Na podbiegu walka była bark w bark. Aż w jednej chwili Norweżka wepchnęła się przed Polkę. Zrobiła to tak, że Kowalczyk na moment wyprostowała się, straciła rytm i prędkość. Na finiszu Bjorgen nie dała szans Iwanowej. Polka skończyła trzecia.

Bjorgen jest w stabilnej formie i to Norweżka jest faworytką do zdobycia Kryształowej Kuli. Biega równo. W całym sezonie tylko dwukrotnie nie stanęła na podium - w sprintach łyżwą w szwajcarskim Davos (siódma) i Jakuszycach (22.). Opuściła cztery starty - o dwa więcej niż Justyna, która wciąż walczy o czwarty z rzędu triumf w klasyfikacji generalnej PŚ. W historii tej dyscypliny nie udało się to nikomu - tak u kobiet jaki i mężczyzn. Od grudnia Kowalczyk startowała w 21 biegach i cztery razy nie stanęła na podium - dwukrotnie w sprintach techniką dowolną, w biegu na 10 km łyżwą oraz w sobotnim biegu łączonym.

Lahti okazało się dla Polki nieszczęśliwe, strata jest duża, ale Bjorgen jeszcze nie może mrozić szampana. Na razie 31-letnia biegaczka odebrała Polce rekord punktów zdobytych w PŚ. Kowalczyk jako pierwsza zawodniczka w historii przekroczyła barierę dwóch tysięcy. Za dwa tygodnie w Falun obie mogą mieć więcej niż 2,5 tys. pkt.

Więcej o: