Radwańska nie do zatrzymania w Pekinie?

- Chcę wygrać cały turniej - zapowiedziała Agnieszka Radwańska w Pekinie. Jeśli utrzyma formę z ćwierćfinału z Karoliną Woźniacką, to może być nie do zatrzymania.

W ostatnich latach to już tradycja. Gdy po US Open tenisistki przenoszą się za ocean na Asian swing, czyli objazd po Azji, Radwańska łapie drugi oddech. Rywalki męczą się, zaliczają wpadki, a Polka gra jak z nut.

Z Woźniacką zagrała fantastyczne spotkanie, jedno ze swoich najlepszych w tym roku. Wygrała 6:3, 6:1. Z wcześniejszych 14 z Dunką wygrała tylko pięć. Jeszcze nigdy nie oddała jej tak mało gemów, chociaż mecz wcale nie był tak jednostronny, jak wskazuje wynik. To było spotkanie bardzo nietypowe, biorąc pod uwagę styl obu zawodniczek.

Woźniacka i Radwańska opierają swoją grę na defensywie. Dla obu podstawą jest przebijanie każdej piłki na drugą stronę kortu i popełnianie jak najmniejszej liczby błędów. - Nasze mecze są zazwyczaj długie i zacięte - zwykły mówić obie, a przez ostatnie tygodnie miały okazję powtarzać ten tekst jak mantrę. Ich mecz w Pekinie był bowiem trzecim w ciągu 13 dni. - Nigdy nie zdarzyło mi się grać z kimś w trzech kolejnych turniejach. Dobrze, że w kolejnym tygodniu wybrałyśmy starty w innych miastach - uśmiechnęła się Radwańska po meczu w Pekinie.

Zaczęło się od półfinału w Tokio i blisko trzygodzinnej walki wygranej przez Woźniacką. Polka zrewanżowała się w III rundzie w Wuhan (6:4, 6:2), ale tam Dunka była zmęczona, bo przez napięty grafik azjatyckich turniejów grała szósty dzień z rzędu. Tym razem obie były wypoczęte. Plan gier w Pekinie skomplikował deszcz i w efekcie Radwańska nie grała od poniedziałku, a Woźniacka od wtorku.

- Agnieszka musi zagrać agresywnie, a to nie do końca leży w jej naturze. Musi trochę więcej chodzić do siatki, starać się kończyć akcje atakami. Ważna będzie też skuteczność pierwszego podania, bo każdy drugi serwis Radwańskiej będzie atakowany przez Karolinę - mówiła przed meczem Klaudia Jans-Ignacik, która 1 września zakończyła karierę na korcie, ale wciąż jest kapitanem reprezentacji Polski w Fed Cupie. I Radwańska faktycznie grała agresywnie, a Woźniacka poszła na wymianę ognia.

Zyskali na tym kibice, bo zobaczyli pasjonujący, dynamiczny mecz. Obie zawodniczki grały ryzykownie, po kilkanaście razy punktowały przy siatce. Radwańska zagrała kilka świetnych returnów, trafiała w linie, potrafiła ośmieszyć Woźniacką lobem. Dunka świetnie wypracowywała sobie ataki, kończąc smeczami. To do niej należał początek. Wygrała pierwsze dwa gemy i była o jedną piłkę od wygrania trzeciego, ale wówczas przebudziła się Radwańska. - To była jedna z najważniejszych piłek w secie, powrót od 0:3 nie byłby tak łatwy - komentowała.

Od stanu 4:2 Polka nawet na moment nie straciła kontroli nad meczem. Woźniacka nie odpuszczała, przyciskała, ale w ważnych momentach lepsza była Radwańska. Znacznie rzadziej się myliła. Obie zagrały po 18 kończących uderzeń, ale Polka miała dziewięć niewymuszonych błędów, a Dunka aż 21.

- Mecze z Karoliną to dla mnie zawsze wyzwanie. Znamy się od 17 lat, trenujemy razem niemal na każdym turnieju. Wiemy o sobie wszystko, ale każdy mecz to inna historia. Pokazujemy to już kolejny tydzień - mówiła uśmiechnięta Radwańska na konferencji prasowej.

Przed rokiem doszła w Pekinie do półfinału, w którym przegrała z późniejszą triumfatorką Garbine Muguruzą. Teraz Hiszpanki w turnieju już nie ma, podobnie jak najwyżej rozstawionej Angelique Kerber. Niemka przegrała w czwartek w dwóch setach z Eliną Switoliną. Rozstawiona z numerem 16. Ukrainka to ostatnia zawodniczka z czołowej dwudziestki na świecie, która została na drodze Radwańskiej do finału. W ćwierćfinale Polka zmierzy się z Francuzką Alizé Cornet (WTA 58) lub Kazaszką Jarosławą Szwiedową (WTA 39). Ich mecz III rundy został przełożony, a to znaczy, że spotkanie z Radwańską będzie dla zwyciężczyni drugim piątkowym meczem.

Po meczu z Woźniacką zaskoczona Radwańska odebrała na korcie nagrodę w kształcie małej wazy, którą przyznaje się najbardziej dynamicznej zawodniczce turnieju. - Zawsze miło jest dodać kolejne trofeum do kolekcji - powiedziała. Na tym jej ambicje w Pekinie się nie kończą. Polka od wtorku jest pewna udziału w kończącym sezon WTA Finals w Singapurze (23-30 października). Zagra tam osiem najlepszych tenisistek sezonu, a do podziału będzie siedem milionów dolarów, w tym ponad dwa dla zwyciężczyni. Przed rokiem była nią Radwańska, choć zakwalifikowała się w ostatniej chwili na niewielkim turnieju w Tiencin, a w Singapurze zaczęła od dwóch porażek. - Cieszę się, że tym razem zakwalifikowałam się wcześniej, ale to nic nie zmienia. Może nie mam presji związanej ze zbieraniem punktów, ale wciąż chcę tu wygrać cały turniej - zapowiedziała.

Do tej pory udało jej się to raz. W 2011 roku w finale pokonała Niemkę Andreę Petković, zdobywając 1000 punktów do rankingu i 775,5 tys. dol. Przez pięć lat ranga turnieju w Pekinie się nie zmieniła, ale znacznie wzrosła pula nagród. Teraz na zwyciężczynię czeka blisko 1,1 mln dol. Dla Radwańskiej byłby to drugi najwyższy czek w karierze. Więcej, ponad dwa miliony, wywalczyła tylko przed rokiem w Singapurze. Dla porównania, za finał Wimbledonu w 2012 r. dostała 1400 punktów, ale "tylko" 893,5 tys. dol.

Bezpośrednio z turnieju w Pekinie Radwańska znów wybiera się do Tiencin, jako jedyna zawodniczka z pierwszej dziesiątki obok Swietłany Kuzniecowej. - Po zakwalifikowaniu się do Singapuru ten start nie ma większego sensu, ale decyzja będzie należała do Agnieszki. Wygrała tam rok temu, więc może chcieć pojechać i pokazać się publiczności - komentuje Jans-Ignacik.

Tenisistki pięknieją przy samochodach? Są na to dowody [ZDJĘCIA]

Więcej o: