Radwańska z Navratilovą po Szlema. Wiktorowski: Tego nikt jeszcze nie robił

- Martina Navrátilová ma silny charakter. I właśnie dlatego ją wybraliśmy. Inne kandydatury odpadły, bo Agnieszka ?zjadłaby? je na pierwszym treningu - mówi trener Tomasz Wiktorowski, trener Agnieszki Radwańskiej.

Kiedy narodził się pomysł, żeby do sztabu Agnieszki Radwańskiej dołączyć Navrátilovą w roli doradcy?

- O tym, że w naszym teamie przydałby się ktoś taki, rozmawialiśmy już w styczniu. Pomysł nie jest zresztą nasz, ale Andy'ego Murraya. On pierwszy w męskim tenisie pokazał, jak wartościowe może być dodanie do zespołu legendy sprzed lat. U boku Ivana Lendla wygrał Wimbledon i igrzyska w Londynie. To nas zainspirowało. Uznaliśmy, że to droga, którą warto sprawdzić także w kobiecym tenisie. Nikt tego jeszcze nie robił, ale nas to nie zrażało.

Od razu pomyśleliście o Navrátilovej?

- Tak, choć się nie spodziewaliśmy, że się zgodzi. W końcu mówimy o największej legendzie kobiecego tenisa, która wciąż jest czynna w sporcie, bo np. Steffi Graf zajmuje się rodziną i trzyma się na uboczu. Wiedzieliśmy, że rok czy dwa lata temu odmawiała różnym osobom, m.in. Karolinie Woźniackiej. Dlatego mieliśmy plan B i C, ale dziś to nieważne, bo Martina się zgodziła. Podczas Wimbledonu udzieliła wywiadu, że chciałaby spróbować pracy z zawodniczką. To przyśpieszyło bieg wypadków. Jesienią już rozmawiała z nami o szczegółach. Kluczowa była telefoniczna konwersacja Agnieszki z Martiną. Myślę, że merytoryczna, bo przecież znają się od dawna. Rozmawiały wielokrotnie na szlemach, gdzie Martina była ekspertką telewizyjną i występuje w turniejach gwiazd sprzed lat.

Jak ją pamiętasz z kortów? Byłeś juniorem, gdy ona jeszcze wygrywała Wimbledon.

- Genialny wolej i niesamowite przejście z obrony do ataku. To niesamowite, jak ona potrafiła tą drewnianą rakietą zagrać delikatnego slajsika, a potem momentalnie wystrzelić do przodu. Pamiętam też mądre serwowanie. Była jedną z pierwszych tenisistek, które dobrze wiedziały, co zrobią w kolejnej akcji. Grała ofensywny, atletyczny tenis, ale z dużą dawką taktyki.

Kiedy i jak zaczynacie współpracę?

- We wtorek rozmawiałem z Martiną przez telefon, bardzo długo dopinając wstępny plan na pół roku. Zaczynamy 26 grudnia w Miami, gdzie przez pięć dni potrenujemy, żeby lepiej się poznać. Będziemy ćwiczyć trochę na prywatnych kortach niedaleko jej domu, a trochę w Crandon Park, czyli tam, gdzie odbywa się turniej w Key Biscayne. Sezon Agnieszka zacznie w Perth w Australii od Pucharu Hopmana 4 stycznia. Tam Martiny nie będzie, ale dołączy do nas w Sydney, żeby popracować wspólnie przed Australian Open. Po Melbourne znów pojawi się w Miami i Indian Wells, a potem na Rolandzie Garrosie, w Eastbourne i Wimbledonie. Być może dołożymy jeszcze jeden turniej na kortach ziemnych. Dalej na razie nie wybiegamy, umówiliśmy się do lata na okres próbny, zobaczymy, jak współpraca się ułoży. Osobiście na 99,9 procent zakładam, że będziemy ją kontynuować. Jestem przekonany, że do Wimbledonu u Agnieszki będą już widocznie postępy.

Czego dokładnie oczekujecie? W czym Navrátilová ma pomóc?

- Dojść tam, gdzie sama była wiele razy, a Agnieszka jeszcze nie, czyli przede wszystkim po triumf w Wielkim Szlemie. Myślę, że Martina też traktuje to jak wyzwanie. Jeśli się podjęła współpracy, to znaczy, że widzi w Agnieszce możliwości poprawy. Wierzy, że może sprawić, by grała lepiej. Martina to chodząca encyklopedia wiedzy o tenisie. Trudno wskazać jedno pole, na którym może pomóc. Ma ogromne doświadczenie w przeżywaniu momentów, które dla Agnieszki są jeszcze nieosiągalne. Jak zachować się w półfinale szlema, jak zachować się przed finałem, co robić, żeby szybko ostudzić głowę. Co robić na korcie w decydujących momentach meczów. Liczymy na dużą dawkę doświadczenia, motywacji, ale też rady dotyczące taktyki, tego, jak dawkować różne strategie.

Stuart Duguid, menedżer Agnieszki, powiedział, że Martina na szlemach wciąż będzie łączyć pracę w amerykańskiej telewizji Tennis Channel z pracą z wami. To wam nie przeszkodzi?

- Wręcz przeciwnie. Martina dzięki pracy w telewizji jest z tenisem na bieżąco, zna zawodniczki, wyłapuje ich słabe punkty, śledzi wszystkie trendy. Z nami spędzi kilka godzin w ciągu dnia, a wieczorem skomentuje mecz w telewizji. To się da pogodzić. Bez trudu.

Agnieszka w trudnych momentach gra zbyt pasywnie, brakuje jej przyśpieszenia, ostrzejszej gry. Navrátilová była prekursorką mocnego uderzenia. To sygnał, w którą stronę idziecie?

- Mówiłem niedawno, że Agnieszka tej zimy postawi mocniej na przygotowanie fizyczne m.in. właśnie dlatego, żeby móc jak najlepiej wykorzystać nadchodzący rok. Martina nie rozpisze może Agnieszce dodatkowych ćwiczeń na siłowni, ale już doradzić, jak skuteczniej przechodzić z obrony do ataku, będzie na pewno umiała. To ma być dla Agnieszki inspiracja, że można pójść trochę inną drogą niż zazwyczaj.

Nie boisz się starcia charakterów? Martina ma bardzo silną osobowość, Agnieszka też zawsze lubi stawiać na swoim.

- I właśnie dlatego wybraliśmy Martinę. Nie wyobrażam sobie, żeby do Agnieszki miał przyjść ktoś ze słabym charakterem. Większość kandydatów zostałaby "zjedzona" na pierwszym treningu. To nie mógł być nikt miękki czy ktoś bez ogromnego autorytetu. Martina wygrała 18 szlemów, w tym dziewięć Wimbledonów, Agnieszka na pewno będzie liczyć się z jej zdaniem.

Navrátilová w sztabie trenerskim - to musiało kosztować kilkaset tysięcy dolarów, ale to inwestycja we własną karierę, która może się zwrócić.

- Oczywiście, że tak, ale o pieniądzach nie rozmawiam. Kontrakt negocjowała agencja Lagardere, a jego szczegóły w naszym gronie zna tylko Agnieszka.

Zobacz wideo

Zobacz najlepsze sportowe zdjęcia roku! [2014]

Czy z pomocą Navratilovej Radwańska wygra w przyszłym roku swój pierwszy wielkoszlemowy turniej?
Więcej o: