Wimbledon. Trójka polskich bohaterów jest w II rundzie

Agnieszka Radwańska i Łukasz Kubot pewnie, Jerzy Janowicz po pięciosetowej męczarni - trójka zeszłorocznych bohaterów Wimbledonu jest w II rundzie

Janowicz wciąż budzi największe emocje. Na jego konferencję prasową po zwycięstwie 4:6, 6:3, 6:3, 3:6, 6:3 z Somdevem Devvarmanem z Indii (ATP 125) przyszło kilku zagranicznych dziennikarzy. Na Radwańską - tylko Polacy.

Korespondent "NY Timesa" zapytał Janowicza o ciężki rok, jaki minął od półfinału z Andym Murrayem. Co było najtrudniejsze? - Że spadł mi ranking w grze "Battlefield", miałem kiedyś wyższe "killing ratio" - wzruszył ramionami Polak.

Na merytoryczną dyskusję o swoim tenisie namówić się nie dał, choć mecz z Devvarmanem w jego wykonaniu był przeciętny, pasujący do tego, co prezentował w poprzednich miesiącach. Zobaczyliśmy tylko osiem asów (rywal, niższy o głowę, posłał 14), aż 19 (!) podwójnych błędów serwisowych, dużo niepewności i prostych pomyłek. - Pobiegałem pięć setów po trawie, dobrze mi to zrobi. Nie mam siły analizować meczu, trzeba się trochę wyluzować, a nie ciągle rozmyślać. Na pewno podwójnych błędów musi być mniej - powiedział mierzący 204 cm Polak.

W II rundzie rozstawiony z nr. 15 Janowicz zmierzy się z Lleytonem Hewittem (ATP 48), mistrzem Wimbledonu sprzed 12 lat. Australijski weteran, który w lutym skończył 33 lata, wczoraj dał lekcję solidności Michałowi Przysiężnemu, zwyciężając 6:2, 6:7 (14-16), 6:1, 6:4. Dla Polaka (ATP 120) to 15. porażka w 16 ostatnich meczach. - Miałem kontuzje, forma uleciała, ciągle jej szukam - wzdychał Przysiężny.

- Hewitt to bardzo solidny gracz, serwuje precyzyjnie, ma świetny return i bekhend - mówił z respektem o Australijczyku Janowicz. Rywal odwdzięczył się tym samym. - Janowicz potrafi świetnie grać, czeka mnie ciężki mecz. Ale będę miał swoje szanse. Polak gra falami, ma słabsze momenty. Muszę się w nie wstrzelić - powiedział Australijczyk.

Bez najmniejszych problemów do II rundy awansowała Agnieszka Radwańska. Rozstawiona z czwórką Polka pokonała 6:2, 6:1 Rumunkę Andreę Mitu (WTA 213). Spotkanie rozpoczęło się w poniedziałek, ale wieczorem przy stanie 4:2 dla Radwańskiej przerwał je deszcz. - I dobrze. To był pochmurny dzień i było już strasznie ciemno. Sędzia powiedział nawet, że nie mogą uruchomić systemu Hawk Eye do elektronicznych powtórek wideo, bo światła jest za mało. A ja na to: "Jak to?! Dla komputera jest za ciemno, a nam każecie grać?" - opowiadała Radwańska. - We wtorek warunki do gry były już normalne, i moja gra też - dodała z uśmiechem finalistka z 2012 r., która po wznowieniu gry oddała rywalce jednego gema. W II rundzie Polka zmierzy się z Australijką Casey Dellacquą (36). - Nie grałam z nią jeszcze, ale dobrze ją znam. Podstawowa trudność: jest leworęczna - stwierdziła Radwańska.

Pewnie wygrał też Kubot (ATP 72), zeszłoroczny ćwierćfinalista, który pokonał 7:6 (8-6), 6:4, 6:4 Niemca Jana-Lennarda Struffa (66). - Świetnie dziś serwowałem, to był klucz do sukcesu - podsumował Polak.

Niespodzianki nie udało się sprawić Katarzynie Piter (WTA 101) - przegrała 1:6, 4:6 z Niemką Andreą Petković (20). - Chyba jednak za bardzo się denerwowałam - mówiła Piter, która pod koniec poprzedniego roku przebiła się do czołowej setki rankingu WTA i w tym sezonie po raz pierwszy grała w Australian Open, Rolandzie Garrosie, a teraz - Wimbledonie. Za każdym razem miała jednak pecha w losowaniu - w Melbourne trafiła na Simonę Halep, w Paryżu - na Angelique Kerber, teraz - Petković. - Dopiero zaczęłam przygodę z poważnym tenisem. Nie tracę wiary w siebie - zaznaczyła.

Nie powiodło się Urszuli Radwańskiej (WTA 103). Młodsza z sióstr, zmagająca się z kontuzjami, ostatnio zupełnie bez formy, przegrała z rozstawioną z nr. 9 Angelique Kerber 2:6, 4:6.

Czołowe tenisistki w efektownych kreacjach na imprezie przed Wimbledonem [ZDJĘCIA]

Więcej o: