WTA w Pekinie. Celt: Radwańska ma głowę mistrzyni

- Minus za to, że prowadząc 5:1, czekała, aż set sam się wygra. Ale kiedy znalazła się w piachu, to wygrzebała się z niego, pokazując, że ma głowę wielkiej mistrzyni - mówi Dawid Celt, sparingpartner Agnieszki Radwańskiej, po jej meczu z Andżeliką Kerber w ćwierćfinale turnieju w Pekinie. Polka wygrała 7:6, 6:4 i w półfinale imprezy z pulą nagród 5,185 mln dolarów zagra z Sereną Williams. - Nie będę się wygłupiał i mówił, że Radwańska wygra, ale po cichu na to liczę - mówi komentator Eurosportu. Radwańska - Williams w sobotę o godz. 10.30. Relacja na żywo w Sport.pl

Łukasz Jachimiak: Jak szybko ochłonął pan po meczu Agnieszki Radwańskiej z Andżeliką Kerber?

Dawid Celt: Co ja mam powiedzieć? Kobieta zmienną jest, obie dziewczyny pokazały, że w kobiecym tenisie nie ma nic pewnego. Mieliśmy niesamowite zwroty akcji, bo przecież wydawało się, że prowadząc 5:1 i 40-15, Agnieszka przegrać nie może, a później, że Kerber, wygrywając w tie-breaku 6:2, tym bardziej nie da sobie zrobić krzywdy. Dobrze, że po zmarnowaniu swojej wielkiej szansy na wygranie seta Agnieszka zabrała wielką szansę Andżelice. Kiedy sytuacja się odwróciła, Kerber nie wytrzymała, zaczęła robić podwójne błędy serwisowe, pękła. Zawsze podkreślam, że Agnieszka nie odpuszcza, swoim charakterem wyszła z bardzo trudnej sytuacji, bo to najgorsze, co się może zdarzyć, kiedy przy pewnym prowadzeniu wszystko nagle się rozpływa.

Dlaczego się rozpłynęło?

- Tu trzeba powiedzieć, że Agnieszka sama sobie była winna. W sumie zagrała dobry mecz, ale za to, co zrobiła, mając trzy piłki setowe przy stanie 5:1, trzeba dać jej minusa. Wtedy nie docisnęła rywalki i nagle znalazła się w piachu. Ale, jak już powiedziałem, wielkie brawa dla niej za to, że się wygrzebała.

Zagrała lepiej niż osiem dni temu w Tokio, kiedy przegrała z Kerber w ćwierćfinale, czy to Niemka tym razem nie zaprezentowała się tak dobrze jak wtedy?

- Agnieszka się zmobilizowała, chciała udowodnić, że nie jest gorsza. I wygrała ważniejszy mecz - o więcej punktów i o większą kasę, bo to większy turniej. A dzięki temu też zwycięstwo było bardziej prestiżowe. Tokio było grane zaraz po Seulu, który Agnieszka wygrała, była więc zmęczona. Tutaj miała trochę szczęścia, po pierwszym meczu trafiły jej się trzy dni wolnego, to jej pomogło. Ale Kerber nie była bardziej zmęczona, bo przecież nie musiała grać w pierwszej rundzie. Tutaj mieliśmy wojnę, mentalnie Agnieszka była mocniejsza, Kerber zjadła presja w tie-breaku, a Radwańska pokazała, że ma głowę typową dla największych mistrzów. Fajnie, że wygrała mecz z historią, który przez kibiców będzie długo wspominany.

Takie zwroty akcji dla kobiecego tenisa są typowe, bo zawodniczki nie są tak odporne psychicznie jak zawodnicy?

- U kobiet łatwiej odrobić straty, bo podanie nie ma takiego znaczenia jak u mężczyzn. U facetów bardzo rzadko zdarza się, że prowadząc 5:1, zawodnik nie wygrywa seta. On po prostu musi wykorzystać któryś ze swoich gemów serwisowych. U kobiet, szczególnie takich jak Radwańska i Kerber, serwis nie jest tak mocny, a więc nie odgrywa kluczowej roli. Zawsze trzeba grać do końca, nawet przy 5:1 nic się samo nie wygra. Agnieszka pozwoliła się rywalce wgrać i zaczęły się problemy. Nie zadała decydującego ciosu, to na pewno sobie z Tomkiem Wiktorowskim przeanalizują. Bo to nie pierwsza taka historia. Na US Open zaczęła od 4:0 z Jekatieriną Makarową i nagle stanęła. Trzeba było nie czekać, że samo się wszystko wygra. Na szczęście tym razem dobrze się skończyło, ale Agnieszka musi zacząć sama prowadzić grę w takich końcówkach. Zwłaszcza że przy takiej przewadze nie ma wielkiej presji, można sobie pozwolić na troszkę ryzyka. Inna sprawa, że Agnieszka nie czuje się najlepiej, kiedy ma przyspieszać grę. Ona się broni, świetnie kontruje, pewnie dlatego nie rusza do ataku, nawet mając dużą, wydawałoby się, bezpieczną przewagę. Pewnie to poprawi, a teraz ma prawo się cieszyć, że znów utarła niektórym nosa. Jak zwykle nie brakowało takich, którzy stawiali na nią krzyżyk, twierdzili, że jest już tak zmęczona sezonem, że w Pekinie nic nie ugra. A tu proszę, jest kolejny półfinał wielkiego turnieju.

I na tym pewnie koniec, bo trudno wierzyć w zwycięstwo nad Sereną Williams.

- Wiadomo, że Serena będzie zdecydowaną faworytką sobotniego meczu, ale trzeba powiedzieć, że ona w jakiejś niesamowitej formie nie jest. U Agnieszki nie będzie presji, wyjdzie sobie spokojnie na kort, zagra tak dobrze, jak tylko będzie w stanie, i zobaczymy, co to da. Miejmy nadzieję, że Williams nie będzie strzelać jak z armaty i że nie wszystko będzie trafiać. Jeśli jej celownik nie będzie nastawiony idealnie, to Agnieszka może się podłączyć i pokazać dobrą grę.

Ostatnio Radwańska z Williams grała w sierpniu, w półfinale w Toronto. Przegrała 6:7, 4:6, ale to był chyba jej najlepszy występ przeciwko Amerykance?

- Grała bardzo dobrze, z ich sześciu meczów może pozytywnie wspominać właśnie ten i może jeszcze finał Wimbledonu z 2012 roku, kiedy urwała Serenie jedynego seta. Niestety, jeżeli Williams ma swój wielki dzień, to w tej chwili nie ma na nią mocnych. Agnieszka walczyła świetnie, decydowało kilka piłek w końcówkach setów i jednak kluczowa była siła fizyczna rywalki. Ona ma niesamowity serwis, kiedy trzeba to potężnym uderzeniem kończy wymianę, ale ostatnio aż tak bardzo swoich przeciwniczek nie wgniata w kort. Agnieszka na pewno dała z siebie dużo w meczu z Kerber, pewnie będzie zmęczona, ale też nie ma nic do stracenia. Na pewno wie, że teraz już nie jest pod presją, że z Sereną może sobie pozwolić na luz. A z takim nastawieniem można zagrać najlepszy tenis i szukać swojej szansy.

Po meczu w Toronto Williams mówiła, że nie lubi grać z Radwańską. Kurtuazja czy naprawdę Polka, która nigdy jej nie pokonała, nie jest dla niej łatwą rywalką?

- Ona często mówi kurtuazyjnie, bo jak jest w formie, to nie ma żadnego "lubi, nie lubi". Ale w grze Agnieszki przeszkadza jej niski kozioł piłki. Sam mogę potwierdzić, że Agnieszka gra bardzo płaską piłkę, która po koźle odbija się bardzo nisko i trzeba mocno pracować na nogach, nisko schodzić, dobrze się ustawiać, żeby te piłki odbierać. Szczególnie dużą krzywdę one robią na trawie, dlatego Radwańskiej tak dobrze gra się na Wimbledonie. Williams jest duża, z biegiem czasu coraz bardziej odczuwa zmęczenie, grając z Agnieszką. Inne dziewczyny grają tak, że piłka odbija się wyżej, łatwiej jest na nią wchodzić klasycznym ruchem z góry na dół. Ale na pewno wszystko będzie zależało od Sereny, bo ona umie sobie z tym poradzić. Cóż, jak się to nie skończy, już jest dobry wynik, a po występie w Pekinie Agnieszka nabierze jeszcze więcej pewności siebie przed Mastersem i tam już pójdzie, aż do spodu po dobry wynik.

Zabrzmiało, jakby pan uważał, że Radwańska z Williams jednak nie ma szans. Nie wierzy pan, że kiedyś z nią wygra?

- Bardzo bym chciał, ale nie będę się wygłupiał i mówił, że Radwańska wygra. Z drugiej strony kiedyś ten moment musi przyjść, choćby dlatego, że Williams już ma z Radwańską bilans 6:0, a każda seria kiedyś się kończy. Poza tym naszą tenisistkę stać na takie zwycięstwo. O tym jestem przekonany. Jak zagra na swoim najwyższym poziomie, a Williams nie, to może się Amerykance dobrać do skóry. Sroce spod ogona nie wypadła, od dawna jest w światowej czołówce. Ale nie twórzmy presji, cieszmy się, że będziemy oglądać znakomicie zapowiadający się mecz, że znów mamy fantastyczny występ Polki. Nie przesadzam. Patrząc na koszykarzy, siatkarzy, piłkarzy, naprawdę musimy docenić to, co ona robi. Nie chcę nikogo urazić, mamy dobrych lekkoatletów, fajnie walczą Anita Włodarczyk, Piotr Małachowski czy Paweł Fajdek, ale to w tenisie mamy dziewczynę, która cały czas daje nam emocje i jest dumą polskiego sportu. Zna ją cały świat, ona niezmiennie prezentuje wysoki poziom, jest wielka, bo jest systematyczna. A po cichu liczę, że wygra z Williams, co byłoby dla niej nagrodą za to wszystko. Jednak nie chcę robić z siebie wariata i zapowiadać, że tak będzie.

Więcej o: