Roland Garros. Radwańska po porażce: To nie ja grałam słabo, tylko rywalka bardzo dobrze

Oglądając pojedynek Agnieszki Radwańskiej ze Swietłaną Kuzniecową można było doznać wrażenia, że zostaliśmy przeniesieni w czasie do 2009 lub 2010 roku, gdy Polka seryjnie przegrywała z Rosjanką.

To co wydarzyło się na korcie Philippe Chartiera w piątkowe popołudnie zdumiało i zaskoczyło wszystkich. Najbardziej chyba samą Agnieszkę Radwańską.

- Rywalka zaczęła bardzo dobrze i po kilkunastu minutach przegrywałam 0:5. Miała praktycznie odpowiedź na każde moje zagranie - mówiła Polka na pomeczowej konferencji.

Trzecia rakieta świata zdawała się być kompletnie zaskoczona postawą starszej o cztery lata Rosjanki. Jakby nie znała jej potężnych forhendów, nie wiedziała, że Kuzniecowa świetnie biega po czerwonej mączce i do tego umie od czasu do czasu zagrać wygrywającego woleja przy siatce.

Pierwsze 20 minut meczu wyglądało w wykonaniu Polki dramatycznie źle. Nie była w stanie wygrać żadnej dłuższej wymiany, oddała praktycznie bez walki trzy swoje gemy serwisowe (w całym meczu przegrała siedem z ośmiu) i nie zobaczyliśmy ani jednej kombinacyjnej akcji w jej wykonaniu. Polka zdawała się być bez pomysłu na grę.

- To nie ja grałam słabo, to ona bardzo dobrze - broniła się Radwańska po meczu, ale patrząc na jej minę trudno było w to uwierzyć.

Rosjanka rzeczywiście grała jak za swoich najlepszych chwil, gdy osiągnęła drugą pozycję w rankingu WTA i wygrywała turniej paryski.

- Jest może tylko odrobinę wolniejsza niż wtedy gdy w 2009 tu wygrywała - mówili zaraz po meczu rosyjscy dziennikarze i dodawali, że Agnieszka "nie była do siebie podobna dzisiaj".

Gdy wydawało się, że dzięki postawie od początku sezonu Polka zrobiła krok do przodu, gdy spektakularnie ograła w poprzedniej rundzie Venus Williams i tylko kwestią czasu jest jej zwycięstwo z Viktorią Azarenką przyszło przykre doświadczenie pojedynku z Kuzniecową, który po raz kolejny pokazał, że Radwańska nie radzi sobie z tenisistkami grającymi siłowo.

W piątek obie tenisistki wyglądały jakby przeniesione ponad dwa lata w przeszłość. Tyle tylko, że dla Swietłany oznacza to krok do przodu, a dla Polki wyraźny krok wstecz.

- Może zabrakło trochę lepszego serwisu - zastanawiała się Polka, ale na konferencji widać było, że o fatalnym występie w Paryżu chciałaby zapomnieć jak najszybciej.

Przegrany mecz z Kuzniecową będzie kosztował Radwańską nie tylko sporo punktów do rankingu WTA (rok temu przegrała w czwartej rundzie), ale może odbić się też na pewności jej gry. Zapobiec temu ma powrót do Krakowa, gdzie Agnieszka będzie przez tydzień trenować, by potem wystąpić na trawie w Eastbourne.

Zobacz wideo
Więcej o: