Tenis. Wiktoria Azarenka bije mocno, ale koneserów nie zachwyca

Białorusinka rozbiła Agnieszkę Radwańską, ale zrobiła to na pustawym stadionie, wśród znużonych fanów, którym bardziej podobało się kilka zagrań pokonanej Polki, niż jej efektowna demolka - pisze amerykański dziennikarz Steve Tignor.

Azarenka, czyli liderka rankingu WTA, rozgromiła w środę rozstawioną z piątką Polkę w ćwierćfinale Indian Wells 6:0, 6:2. Białorusinka wciąż jest w tym roku niepokonana. Jej 21. zwycięstwo to wyrównanie wyniku Sereny Williams z 2003 r., gdy Amerykanka nie przegrała przez blisko trzy miesiące. Rekord ostatnich lat należy do Martiny Hingis, która w 1997 r. otworzyła sezon 37 kolejnymi wygranymi.

- To chyba była dobra reklama kobiecego tenisa - ironicznie stwierdziła Azarenka, nawiązując do niedawnych słów Polki, że Białorusinka "psuje wizerunek kobiecego tenisa". Agnieszka zarzucała rywalce, że celowo symulowała i wyolbrzymiała kilka tygodni temu kontuzję, żeby wybić ją z rytmu. Azarenka z pokerową twarzą mówiła na konferencji, że puściła słowa mimo uszu, ale między wierszami dała do zrozumienia, że chciała Polce się zrewanżować.

Animozje między nimi chyba się skończą, bo znokautowana Radwańska w końcu odpuściła. Na swojej konferencji prasowej powiedziała, że żale do Białorusinki "to już przeszłość". - Jest nowy turniej, nowy mecz, idziemy do przodu. Wiktoria zagrała dziś jedno z najlepszych spotkań przeciwko mnie. Jeśli dalej będzie się tak prezentować, nieprędko zejdzie z kortu pokonana - komplementowała.

Amerykańscy dziennikarze po zimnym prysznicu znów pisali to samo - że Agnieszce bez mocnego serwisu i kończącego uderzenia ciężko będzie nawiązać walkę z najsilniejszymi fizycznie przeciwniczkami.

Ale nie wszyscy poszli tą drogą. Steve Tignor, ceniony dziennikarz, autor książek o tenisie i bloger portalu Tennis.com, napisał przewrotny artykuł o tym, jak niepopularną i bezbarwną liderką jest Białorusinka.

Zaczął od spostrzeżenia, że po zakończeniu męskiego meczu Djokovicia większość fanów zakręciła się na pięcie i wyszła z kortu. Podkreślił, że Azarenka nie jest lubiana, bo głośno jęczy na korcie, a jej język ciała jest przeładowany negatywnymi emocjami i agresją. Białorusinka wojowniczo zaciska pięść, robi różne złowrogie miny, irytuje się na chłopców do podawania piłek, sędziów itd. "Kibice oglądali potężne uderzenia Azarenki w milczeniu, ale klaskali, gdy Radwańska - postać dużo bardziej tenisowo skomplikowana - pokazała jakieś udane zagranie" - napisał Tignor. Przypomniał, że tak samo było w poprzednich rundach - kibice byli w większości przeciwko Azarence. Jego zdaniem Radwańska mimo tak potwornego lania budzi więcej pozytywnych emocji, bo jej błyskotliwy styl to uczta dla koneserów. "Problem federacji WTA nie polega na tym, że Azarenka nie jest lubiana. Polega na tym, że jest ludziom obojętna. Zauważają głównie to, że głośno jęczy" - podkreślił.

Mimo porażki Radwańska awansuje na czwarte miejsce w rankingu, bo spada Karolina Woźniacka. - Mam nadzieję, że Karolina mi wybaczy. Wciąż ją kocham - zaśmiała się Polka. Z trenerem Tomaszem Wiktorowskim przenosi się teraz do Miami, gdzie w przyszłym tygodniu zaczyna się równie duży turniej (z pulą 4,5 mln dol.). Wizytę na Florydzie zapowiedział też Robert Radwański, ojciec tenisistki. Byłby to jego pierwszy turniej u jej boku od Rolanda Garrosa 2011.

Więcej o: