Boks. Dawid pokonał Goliata: Chcę być mistrzem świata

Chcę być mistrzem a żeby nim być to trzeba pokonać wszystkich. Wiadomo kto jest dzisiaj mistrzem i pewnie będę musiał stanąć z jednym z nich do walki i wygrać. Walka z Grantem była bardzo przydatna. Gdybym od razu miał walczyć z Kliczkami, to mógłbym być zaskoczony - mówi po walce z Amerykaninem Tomasz Adamek.

Walka Adamek - Grant na zczuba.tv

Spodziewał się pan takiej wojny?

Tomasz Adamek: Zawsze się tego spodziewam. W boksie trzeba się spodziewać wszystkiego. Obawiałem się fauli. Wiedziałem co Grant robi w ringu, czy to w walce z Gołotą i innymi rywalami. Ciągle ten sam manewr - uderzenie łokciem. Zanim weszliśmy do ringu poprosiłem Rogera, żeby powiedział o tym sędziemu. Sędzia jednak wszystko puszczał.

Wiedziałem, że będzie wojna, tym bardziej, że to pewnie ostatnia szansa dla Granta. Dlatego byłem odpowiednio przygotowany. Dawid pokonał Goliata.

W pierwszych rundach narzucił pan bardzo szybkie tempo. Czy nie za szybkie? Taki był plan?

- Liczyliśmy, że Grant później fizycznie osłabnie. Okazało się, że wytrzymał dwanaście rund, choć w późniejszych starciach był wolniejszy. Dzięki temu uniknąłem wielu ciosów. Ale Grant był niebezpieczny do samego końca. Kilka razy czułem, że go napocząłem, ale twardy był. Ze dwa razy nawet się zachwiał. Ale nie można całej siły użyć w jednym ciosie, bo przecież walka trwa dwanaście rund.

On też mnie trafił. To boks. Nie ma możliwości nie dostać w czasie walki. W trzeciej czy czwartej dostałem nawet mocno. Ale nie było momentu w tej walce, abym stracił kontrolę nad tym co się dzieje. Poza tym, przy tym mocnym ciosie w trzeciej rundzie źle stałem, uderzył mnie jakoś tak bokiem i podcięło mi trochę nogi. Na szczęście po kilku sekundach było już w porządku.

Bardzo przeszkadzało mi krwawiące oko. Po piątej czy szóstej rundzie mówiłem nawet Rogerowi, że nic nie widzę. Jakoś mi tam pomogli. Krwawiło i lewe i prawe. Jedno po uderzeniu łokciem, a drugie? Sam nie wiem.

Walka z takim wielkoludem jest wyczerpująca. Był moment, kiedy czuł pan się potwornie zmęczony?

- Nie. Owszem, było dużo zapasów, ale po walce z Chrisem Arreolą byłem bardziej zmęczony. Poza tymi rozcięciami nic mi nie jest.

W ostatniej rundzie Grant zagrał va banque. Pan prowadził wysoko na punkty, więc można było walczyć spokojniej?

- Cały czas go wyczułem co chce zrobić, kontrolowałem sytuację. Nie trafił mnie wtedy mocno ani razu.

Trafiał pan lewym sierpem nad jego prawą. Gorzej szło z lewym prostym.

- To była jedyna akcja, przygotowana specjalnie dla niego. Bo to wysoki chłop i trudno było go dosięgnąć. Odchyłał się i odsuwał od moich ciosów.

Czy ta walką udowodnił pan sobie, że można dać radę olbrzymom w rodzaju Granta i braci Kliczków?

- Ja nie wybieram rywali. Staję do walki. Chcę być mistrzem a żeby nim być to trzeba pokonać wszystkich. Wiadomo kto jest dzisiaj mistrzem i pewnie będę musiał stanąć z jednym z nich do walki i wygrać. Walka z Grantem była bardzo przydatna. Gdybym od razu miał walczyć z Kliczkami, to mógłbym być zaskoczony.

W listopadzie pewnie znowu wejdzie pan do ringu. Przydałby się mniejszy rywal.

- Czy ja wiem? Wolałbym wielkiego, skoro mam się później bić o pas. Ale na razie nie ma o czym mówić, dopiero zszedłem z ringu.

Co podczas walki mówił panu trener Bloodworth?

- Powtarzał żeby trzymał dystans i obniżał pozycję, a później doskok i uderzenia. Udawało się i wiele razy trafiłem go w tułów. Ale był to niewygodny przeciwnik.

Grant: Jak Adamek chce być mistrzem świata, musi się pospieszyć  ?

Więcej o: