Boks. Adamek: Szybkość to siła

- Trzeba wykonać tę robotę - mówi Tomasz Adamek przed największym - dosłownie - wyzwaniem w swojej karierze, czyli pojedynkiem z gigantycznym Michaelem Grantem. Transmisja w Polsacie od godz. 3 w nocy z soboty na niedzielę.

Dzisiejsza walka da Adamkowi odpowiedź na pytanie, czym może być w przyszłości starcie z mistrzami federacji WBO, IBF i WBC - równie wielkimi dwumetrowcami, ale o niebo lepszymi pięściarzami od Amerykanina, czyli z ukraińskimi braćmi Władymirem i Witalijem Kliczko.

Szybkość i stalowa szczęka - to przewaga Adamka w walce z Grantem - Czy Tomasz jest gotowy na pojedynek o mistrzostwo świata? Właśnie dlatego walczy z Grantem, aby się dowiedzieć - mówi trener Polaka Roger Bloodworth.

Adamek zachowuje się, jakby nie zdawał sobie sprawy z wagi pojedynku, z rozmiarów przeciwnika. - Trzeba wykonać tę robotę - powiedział wczoraj między godzinnym spacerem a domowym rosołem w swoim mieszkaniu w pobliskim Kearny. - Wiesz, jak to jest. Idę do kościoła, pomodlę się i stres odpuszcza - mówił mi wczoraj.

Dzisiejsi rywale znajdują się w całkowicie odmiennych miejscach swojej kariery, ale cel mają taki sam.

Adamek przeprowadza energiczną ofensywę w wadze ciężkiej. Idzie jak burza. Seria trzech zwycięstw w najwyższej kategorii, w tym ostatnie, imponujące, nad Chrisem Arreolą, dowodzi, jak poważnie 33-letni Polak traktuje upływ czasu. W rankingach wszystkich znaczących federacjach bokserskich jest wysoko, w WBO jest nawet numerem jeden [raczej dwa, jeśli za kimś?], za mistrzem Władymirem Kliczką. Polak nie ma chwili do stracenia, jeśli chce pokonać Kliczków lub Davida Haye'a, zdobyć ich tytuły mistrza świata i morze dolarów.

Grant ten czas w boksie stracił.

Szczyt jego kariery to przełom 1999-2000 roku, a więc dawno temu. Wtedy walczył na śmierć i życie z Andrzejem Gołotą, wtedy uważany był za - jak mówią amerykańscy fani boksu - The Next Big Thing, czyli nadzieją na wielkiego pięściarza wagi ciężkiej. I również wtedy nokautujące ciosy Lennoxa Lewisa wybiły to z głowy i jemu, i kibicom. Od tego czasu minęło dziesięć lat - Grant odnotował 15 nic nieznaczących zwycięstw nad nieznanymi pięściarzami i dwie zaskakujące porażki przez nokaut. To bardzo daleko od pojęcia The Next Big Thing.

I nagle, nieoczekiwanie dla siebie, dostał szansę na przeprowadzenie generalnego remontu kariery. Kiedy zadzwonił przedstawiciel firmy Main Events, Grant nie zażądał majątku za stawienie się w ringu - za blisko 100 tys. dol. zgodził się bez wahania na datę i miejsce. To dlatego ma jednego trenera i jego pomocnika, a na trening przychodzi z ciuchami w torebce foliowej jakby urwanej prosto z Carrefoura. Żadnego entourage'u zwykłego u pięściarzy wagi ciężkiej, np. Mike Tyson miał zawsze przy boku z dziesięciu kumpli. - Grant był jedynym, który nie traktował nas tak, jakbyśmy produkowali pieniądze w jakiejś maszynie - mówi Ziggi Rozalski, przyjaciel i współpromotor Adamka. - Byli tacy, co chcieli 350 i 400 tys. dol., na przykład Hasim Rahman.

Grant nie miał wątpliwości. - Gdybym miał 28 lat, przed walką o tytuł stoczyłbym jeszcze kilka pojedynków. Ale teraz od razu muszę się dorwać do stołu - tak Grant na czwartkowym treningu mówił o wymarzonym zwycięstwie.

Fachowcy nie dają mu wielkiej szansy. Według bukmacherów Adamek jest murowanym faworytem walki. Za trafne wytypowanie jego zwycięstwa można tutaj wygrać zaledwie 7-8 centów za postawionego dolara. Jeśli trafnie wytypuje się Granta - 8 dol. Słynny mistrz Manny Pacquiao jest oceniany przez bukmacherów niżej niż Polak w planowanym na jesień pojedynku z Antonio Margarito, Władymir Kliczko nie jest aż tak murowanym faworytem jak Adamek we wrześniowym pojedynku z Samuelem Peterem.

Dzieje się tak mimo doświadczenia Granta w walkach w najwyższej kategorii i jego olbrzymiej przewagi fizycznej - jest cięższy od Polaka o 15-18 kg, wyższy o 12 cm, zasięg ramion ma większy o prawie 30 cm. Bukmacherzy wyżej oceniają cechy Adamka - jego szybkość, odporność na ciosy, technikę, wolę walki i psychikę twardą jak granit.

- Nie ma pojęcia, z kim walczy. Nie mogę się nadziwić, że w ogóle zgodzili się na pojedynek. Z całym szacunkiem dla Arreoli, Estrady i Gołoty, Tomasz jeszcze nie walczył z kimś klasy Michaela - mówi trener Eddie Mustafa Muhammed. - Jak uda mu się ominąć moją lewą pięść, trafi na prawą - mówi jego podopieczny.

Ale obóz Adamka też się dziwi, że Grant zdecydował się na walkę z Polakiem. Z tak szybkim bok-serem Amerykanin jeszcze nie walczył. - Taniec w ringu, doskok, dwa-trzy ciosy i odskok. I tak w kółko. W boksie szybkość to siła - tłumaczy Polak swoją taktykę. Nikt w wadze ciężkiej nie ma szybszych nóg od niego.

- Muszę omijać jego lewy prosty, nie dać się trafić prawym - dodaje Adamek.

Wykorzystanie długich rąk to banał. Jednak coś nowego można było podejrzeć na zajęciach Granta w Athletic and Creative Arts Club na przedmieściach Newark. Sporo czasu poświęcał ciosom, które po angielsku nazywają się uppercuts, czyli uderzanym z dołu hakom mającym za cel szczękę Adamka. To bardzo groźna broń pięściarza, zwłaszcza gdy ja-kimś cudem przeciwnik znajdzie się w narożniku. Grant pamięta doskonale, że właśnie uppercut przerwał jego wspaniale zapowiadającą się karierę. Zadał go Lewis w drugiej rundzie.

Pojedynek nie tylko jest walką o bokserską i życiową przyszłość, ale również poważnym zarobkiem dla Adamka. Do czwartku sprzedano w Prudential Center około 10 tys. biletów, a wpływy - po odliczeniu kosztów wynajmu hali i innych - idą na konto Adamka. Rozalski twierdzi, że świetnie przebiega sprzedaż walki w systemie pay-per-view. Większa część z jednej sprzedanej transmisji w cenie 29,95 dol. też idzie na konto polskiego pięściarza, podobnie jak część ceny za prawo do transmisji Polsatu - prawdopodobnie kilkadziesiąt tysięcy dola-rów.

Ile w sumie zarobi pięściarz, nie wiadomo, bo duża część jego zysków uzależniona jest od powodzenia całej imprezy.

Ale i tak będzie to namiastka tego, co można ugrać dalej. Po zwycięstwie.

Po ważeniu: Grant 20 kilogramów cięższy od Tomasza Adamka ?

Więcej o: