Wimbledon. Deszcz zatrzymał Kubota, ale Polak prowadzi

Łukasz Kubot świetnie zaczął w poniedziałek mecz I rundy Wimbledonu z Francuzem Arnaudem Clementem. Polak przełamał podanie rywala w końcówce pierwszego seta, ale później w Londynie zaczęło padać. Dokończenie pojedynku we wtorek.

Kubot wygrał dziewiątego gema meczu przy podaniu Clementa i objął prowadzenie 5:4. Już wtedy wielu widzów na kameralnym korcie nr 15 oglądało spotkanie wychylając głowy spod parasoli. Sędzia zdecydował się przerwać pojedynek przy stanie 15:15, gdy Kubota dzieliły trzy piłki od wygrania seta. Clement zaczął skarżyć się, że kort staje się zbyt śliski.

Deszcz lunął chwilę później. Właściwie co do minuty zgodnie z poranną prognozą - Met Office zapowiadało, że ok. 17 nad korty przy Church Road mogą nadciągnąć ciemne deszczowe chmury. I niebo zapłakało kilka minut po godzinie 17.

Gra była kontynuowana jedynie na korcie centralnym, gdzie w 2009 r. zamontowano wart 80 mln funtów rozsuwany dach.

Spotkanie Kubota i wiele innych - przerwanych lub w ogóle nie rozpoczętych - na zewnętrznych kortach ma zostać dokończonych dziś.

Dotychczasowy przebieg pojedynku z Clementem był korzystny dla Polaka (ATP 93). Łukasz dobrze serwował, starał się grać agresywnie, a kiedy było to możliwe - chodził do siatki. 33-letni Clement trzymał się swojego stylu, czyli przebijał piłki z linii końcowej. Francuz ze swoją tradycyjną bandanką na głowie niczym specjalnym nie zachwycił. W 2008 r. był w ćwierćfinale Wimbledonu, ale dziś jest dopiero 143. na świecie i na korcie bardziej przypominał tą drugą wersję. Jeśli przerwa spowodowana deszczem nie zdekoncentruje Kubota, Polak będzie miał we wtorek ogromną szansę na awans do II rundy.

Zwycięzca zmierzy się w niej z mierzącym 209 cm Chorwatem Ivo Karloviciem lub Serbem Janko Tipsareviciem. W ich pojedynku w poniedziałek został rozegrany ledwie jeden gem. Przy 1:0 dla Chorwata zaczęło padać.

Kubot awansował do turnieju z eliminacji, ale przez kilka dni wydawało się, że nawet gdyby przegrał w ostatniej ich rundzie, dostałby się do głównej drabinki jak lucky loser. Taką informację podała w czwartek oficjalna strona turnieju. Ale okazało się, że portal Wimbledon.org, a za nim wiele polskich mediów, pomyliły się. Przepisy się zmieniły i lucky loserów losuje się teraz spośród najwyżej rozstawionych. Kubot, nr 2 w eliminacjach, w przypadku porażki byłby wylosowany do czterech wolnych miejsc jako jeden z sześciu najwyżej notowanych zawodników. Na szczęście Kubot wygrał i ta pomyłka oficjalnej strony turnieju nie miała większego znaczenia, bo i tak awansował.

Wczoraj wycofał się kolejny zawodnik - Włoch Fabio Fognini. W jego miejsce wskoczył piąty lucky loser - Marc Gicquel, a następny na liście jest.... Jerzy Janowicz. Jeśli ktoś jeszcze zrezygnuje z udziału - a bardzo dużo meczów I rundy jeszcze się nie odbyło, więc szansa jest - to "Jerzyk" wciąż ma szansę na debiut w Szlemie.

Czytaj relację Z Czuba i na żywo ?

Więcej o: