Liga hiszpańska. Pożegnanie Dudka, rekord Ronaldo

Na następne tak piękne i chwytające za gardło pożegnanie polskiego piłkarza poczekamy długo - mówi Mirosław Trzeciak, były reprezentant Polski, który pracuje w IV-ligowym CD Iruna, filii Osasuny Pampeluna

Gdy w 78. minucie meczu z Almerią bramkarz schodził z boiska, jego koledzy utworzyli szpaler. Dudka oklaskiwali Xabi Alonso, z którym grał jeszcze w Liverpoolu, Ronaldo, Pepe, na koniec uściskał go trener José Mourinho. Portugalczyk pracował z 38-letnim Polakiem rok, chwalił go za profesjonalizm i pracowitość. - Zabrakło mi słów. Nie spodziewałem się takiego pożegnania - powiedział Dudek, który w Madrycie spędził cztery sezony. Zagrał w 12 spotkaniach, zdobył mistrzostwo i Puchar Hiszpanii. W czerwcu kończy się mu kontrakt z Realem.

Wygrany 8:1 mecz z Almerią był także wyjątkowy dla Cristiana Ronaldo. Portugalski napastnik strzelił 39. i 40. gola w sezonie i pobił rekord Telmo Zarry oraz Hugo Sáncheza, którzy strzelili po 38 goli. W 54. meczach we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie Ronaldo zdobył 53 bramki i pobił klubowy rekord Ferenca Puskása z sezonu 1959/60. Węgier uzbierał jednak 49 goli w ledwie 38 meczach.

Robert Błoński: W ten sposób w Hiszpanii żegna się piłkarzy odchodzących z klubu?

Mirosław Trzeciak: Nie wszystkich. Szpaleru, jaki zrobili piłkarze Realu w sobotę, nie widziałem tu nigdy. Widać, że Jurek był szanowany w szatni. Szybko stał się kimś wyjątkowym, dlatego pożegnano go z takimi honorami. W Polsce postrzegano go jako rezerwowego, który w Realu nie ma wpływu na nic, ale w Madrycie - szczególnie młodzi gracze - patrzyli w niego jak w obrazek. Podziwiali jego podejście do treningów i obowiązków. Zawodnicy przychodzący z Anglii trenują z większym zaangażowaniem od tych, którzy ćwiczą w Hiszpanii. On musiał im imponować.

Jurek wiele osiągnął w futbolu, a to jest bardzo ważne w Madrycie. Nie wiem, czy piłkarzowi, który nie wygrał Ligi Mistrzów, urządzono by taki spektakl. Forma pożegnania świadczy o tym, jak bardzo José Mourinho sfamiliaryzował zespół. Na zewnątrz wizerunek Realu jest szorstki, w środku atmosfera zupełnie inna. Mourinho walczy z całym światem, ale szatnia jest wolna od problemów. To ma być grupa wspierających się ludzi. Rezerwowi żyją meczem tak samo jak pierwsza jedenastka.

Dlatego tak fetowali Jurka?

- To była podniosła chwila. Odchodził ktoś bardzo ważny. Nie przekładało się to na jego grę, ale zespół tworzy się podczas treningów i w szatni, a nie w trakcie meczu. Dla Mourinho najważniejsza są właśnie szatnia i trening. Mecz to wisienka na torcie, wypadkowa tego, co dzieje się w tygodniu.

Na czym mogła polegać wyjątkowość Dudka w szatni?

- Jeśli przynajmniej 90 proc. zawodników kadry zespołu nie trenuje na najwyższym poziomie, to nie ma rywalizacji. A wtedy trudno, żeby gracze z podstawowej jedenastki byli w optymalnej formie fizycznej i psychicznej. W każdej drużynie musi być grupa doświadczonych zawodników, nawet walczących o miejsce w składzie, którzy motywują resztę. Ciągle przypominają młodszym, jaka jest ich rola, znaczenie i gra w Realu. Jak ważny jest każdy trening.

Dudek szybko stał się takim zawodnikiem.

- Kiedy trafił do Realu, miał status gwiazdy. Przychodził z Liverpoolu, dla którego wygrał Champions League. Sprowadzono go jako godny zaufania autorytet. Trudno było ściągnąć bramkarza, który rywalizowałby z Casillasem, bo to niemożliwe. Real wziął bramkarza z gwarancją. Było wiadomo, że będzie grał mało, ale jak wejdzie między słupki, to się nie spali psychicznie, pokieruje zespołem, ustawi obronę, a reszta będzie go słuchać. Jego doświadczenie powodowało, że mógł zwrócić uwagę każdemu zawodnikowi. Dlatego pożegnanie Jurka to dla nas powód do dumy. Polska piłka tak mało dostarcza radości, satysfakcji i wzruszeń, a na jego przykładzie widać, że gdzieś nas szanują i cenią. Takie chwile są poruszające.

Skoro tak go szanowali, to czemu nie został na kolejny rok?

- Uznali, że rezerwowi dojrzeli, by zająć jego miejsce. Adan dał gwarancję, że na dwa-trzy mecze w sezonie - trudno mi sobie wyobrazić, żeby Casillas pozwoli mu grać więcej - jest w stanie zastąpić kapitana Realu i reprezentacji Hiszpanii. To naturalna decyzja, wcześniej Jurek dostawał co roku nowy kontrakt, bo zastępcy nie byli gotowi. W Madrycie muszą mieć pewność, że drugi bramkarz - kiedy już zagra - ze zdenerwowania nie wypuści piłki z rąk przy pierwszej interwencji.

A co pan powie tym, którzy twierdzą, że sportowo Dudek stracił cztery lata, gniotąc ławkę rezerwowych Realu?

- Tak może mówić tylko frustrat, który nie zna się na sporcie. Każdy człowiek z ambicjami powie, że zazdrości Jurkowi. On tylko wygrał na pobycie w Realu z najlepszymi piłkarzami i trenerami świata.

Co mu dały te cztery lata?

- Kontakty i ogromną wiedzę. Ma gigantyczną mądrość, przeżył to, do czego naprawdę niewielu ma dostęp. Odchodzi w dobrym momencie, kiedy wszyscy są jednomyślni i nawiązała się harmonia między kibicami a zespołem. Barcelona jest wielką drzazgą w organizmie Realu, ale w Madrycie wszyscy wierzą, że zespół Mourinho dopadnie rywali. A my długo będziemy czekać na kolejne takie pożegnanie polskiego piłkarza.

Widzisz Dudka teraz jako zawodnika czy już jako dyrektora sportowego albo prezesa?

- Chyba jeszcze ma ochotę na grę. Teraz bramkarze są długowieczni.

Więcej o: