Australian Open. Sensacyjna wygrana Łukasza Kubota

Łukasz Kubot po pięciosetowej walce pokonał rozstawionego z numerem 18. Amerykanina Sama Querrey'a i awansował do drugiej rundy Australian Open. Po meczu Polak uczcił wygraną odtańczonym kankanem.

Przysiężny za burtą Australian Open

Sam Querrey, który przed spotkaniem wydawał się być zdecydowanym faworytem meczu, okazał się dla Łukasza Kubota wyrównanym przeciwnikiem. Polak zagrał odważnie i agresywnie. Dodatkowo nie czekał na rozwój wydarzeń na korcie, lecz sam przejmował inicjatywę i nękał rywala kolejnymi skutecznymi akcjami przy siatce. Jedyne zastrzeżenia można mieć do przygotowania niektórych ataków. Niemała liczba tzw. approach shot'ów, czyli uderzeń poprzedzających pójście do siatki, grana była wprost na rakietę Querreya.

Kubot zaczął spotkanie od mocnego akcentu. W pierwszym gemie przełamał serwis wyżej notowanego rywala. Prowadzenie nie trwało jednak długo, Querrey błyskawicznie odrobił straty. Od tej pory obaj zawodnicy z większą uwagą rozgrywali swoje gemy serwisowe. Gdy wydawało się, że o losach pierwszej partii rozstrzygnie tie break, Amerykanin przełamał podanie Kubota i wygrał seta 7:5.

Drugi set przebiegał jednak pod dyktando Polaka, który postanowił przejąć inicjatywę i grać odważniej. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Dwukrotne wygranie gemów przy podaniu rywala pozwoliło Kubotowi na wyrównanie stanu meczu.

Kolejna odsłona przyniosła wiele zwrotów akcji na korcie oraz zawirowań na tablicy wyników. Przegrywający różnicą jednego przełamania Polak zdołał odebrać serwis Querrey'owi, jednak ponownie nie wygrał gema przy własnym podaniu. Po ogłoszeniu przez sędzinę wyniku 3:5, rozwścieczony Kubot cisnął rakietą o ziemię. Amerykanin wykorzystał kryzys polskiego tenisisty i z wielkim spokojem "wyserwował" gema dającego mu prowadzenie 2:1 w setach.

Kto w tym momencie pomyślał, że na korcie numer 2 nie wydarzy się już nic ciekawego, był w błędzie. Najlepszy obecnie polski tenisista rozpoczął kolejną partię wprost koncertowo. To on prowadził grę, zmieniał tempo w czasie wymian, a także zaskakiwał rywala "wycieczkami" do siatki. Wszystkie te zabiegi okazały się skuteczne. Polak zdobywał punkty z linii końcowej, przy siatce, serwisem...Grał swój najlepszy tenis. Wygrał pięć kolejnych gemów i w trwającym zaledwie 25 minut secie zdemolował bezradnego Querreya kończąc partię skrótem tuż za siatkę.

Kankan wyrazem radości

Decydujący o awansie do drugiej rundy miał być set piąty, w którym gra toczy się do dwóch gemów przewagi (nie ma tie breaka). Wszystkie siły zawodnicy inwestowali zatem w wygrywanie gemów przy własnym serwisie. Bliżej przełamania był Amerykanin, lecz nie wykorzystał okazji w drugim gemie. Kubot, który serwował jako drugi, cały czas musiał "gonić" wynik. Gdy przy stanie 5:6 i piłce na gema Polak popełnił podwójny błąd serwisowy, w oczy zgromadzonej na korcie 2 grupki polskich kibiców zajrzał czarny scenariusz. W tym momencie Querrey był bowiem o dwie piłki od drugiej rundy. Najważniejsze jednak, że w wygraną wierzył do końca sam Kubot. Nie dość, że doprowadził do wyrównania, to jeszcze kapitalnymi returnami przełamał podanie rywala i objął prowadzenie 7:6. Polak nie zafundował drżącym z nerwów kibicom już więcej emocji. Pewnie wygrał swoje podanie i wyeliminował rozstawionego z numerem 18. rywala.

Po trwającym równe 200 minut spotkaniu, Kubot schował twarz w dłoniach. Po podziękowaniu za mecz rywalowi oraz sędzinie, Polak odtańczył na korcie...kankana. Wzbudził tym samym aplauz zgromadzonej na trybunach publiczności. Wygrywając z Querrey'em dał sobie szansę na utrzymanie miejsca w pierwszej setce rankingu ATP. Do obrony ma w Melbourne bowiem 180 punktów jakie dostał za grę w czwartej rundzie zeszłorocznej edycji.

Kolejnym przeciwnikiem Kubota będzie Ukrainiec Siergiej Stachowskij, który bez straty seta pokonał Niemca Daniela Brandsa.

Wyniki I rundy:

Łukasz Kubot - Sam Querrey (USA, 18.) 5:7 6:2 3:6 6:1 8:6

Igor Kunicyn(Rosja) - Michał Przysiężny 6:7(1) 6:4 6:4 7:6(6)

Siergiej Stachowskij(Ukraina) - Daniel Brands(Niemcy) 6:2 6:3 6:4

Trudne losowanie polskich deblistów?

Więcej o: