Kolarstwo. Maja wykuwa formę na medal

Na katorżniczym zgrupowaniu we Włoszech Maja Włoszczowska szlifuje formę przed obroną mistrzostwa Europy. Choć głównym celem w tym sezonie jest dla niej medal jesiennych mistrzostw świata, już w Izraelu będzie kandydatką do podium.

Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas ?

Trzy tygodnie ciężkiej pracy we włoskim Livigno mają przynieść efekty 8 lipca, kiedy w Hajfie ścigać się będą najlepsze kolarki kontynentu. Wśród nich medalistki igrzysk w Pekinie - oprócz Mai Niemka Sabine Spitz i Rosjanka Irina Kalentiewa - a także Norweżka Lene Byberg, wicemistrzyni globu, czy liderka światowego rankingu Austriaczka Elisabeth Osl.

Polska gwiazda kolarstwa od wielu miesięcy częściej jednak walczy z pechem niż przeciwniczkami. We wrześniu w Australii na jednym z ostatnich treningów przed mistrzostwami świata fatalnie upadła twarzą na kamienie, co skończyło się nie tylko wycofaniem z wyścigu, ale też operacją i rehabilitacją. Później przyplątywały się jej infekcje, a ostatnio nawet alergia, która wyklucza z diety niezbędne dla kolarzy źródła węglowodanów, m.in. pieczywo i makarony. To dlatego Maja nie jechała w wielu tegorocznych wyścigach, także Pucharu Świata. Spadła przez to w rankingu światowej federacji (UCI) aż na 22. miejsce, ale i dla niej, i dla trenera Andrzeja Piątka, nie statystyki są najważniejsze.

- Dla nas celem jest pierwsze w karierze mistrzostwo świata i na tę imprezę zdążymy z formą - mówi szkoleniowiec. - Będziemy też perfekcyjnie przygotowani taktycznie, bo niedawno pojechaliśmy do Kanady na trasę, gdzie jesienią odbędzie się najważniejszy tegoroczny wyścig. Do znudzenia ćwiczyliśmy tam każdy zakręt, każdy podjazd, znamy każdy kamyczek.

Ale także w lipcowych mistrzostwach Europy polska ekipa będzie miała przewagę nad pozostałymi rywalami, bo na początku sezonu trenowała w Hajfie przez blisko tydzień. Tamtą trasę również udało się opanować do perfekcji.

Zgrupowanie we Włoszech jest dla Mai czasem spokojnej, ale ciężkiej pracy. Po trzech dniach jazdy w górach na szosie od czwartku rozpoczęły się najtrudniejsze zajęcia.

Wybór miejsca zgrupowania nie jest przypadkowy. Livigno to raj dla kolarzy ze specjalnie wybudowanym kilkukilometrowym tunelem, w którym można trenować w czasie deszczu. Livigno to także miejsce, gdzie Maja ma znaleźć spokój i poczuć się komfortowo. Ona uwielbia to miejsce, gdzie przed pięcioma laty wywalczyła wicemistrzostwo świata, odnosząc pierwszy wielki sukces w dorosłym kolarstwie.

"Jest OK, trenujemy, forma przyjdzie" - napisała nam wicemistrzyni olimpijska. Być może nie chce mówić więcej, bo pragnie zaskoczyć kibiców. Zwłaszcza tych zniecierpliwionych, którzy w internecie zaczynają pisać o straconym sezonie.

Podobną taktykę zdaje się stosować Aleksandra Dawidowicz, na którą w kategorii do lat 23 nie było w ubiegłym roku mocnych na całym świecie. Młodzieżowego mistrzostwa Europy bronić już nie będzie, bo od tego sezonu jeździ w elicie i ściga się z najlepszymi oraz najszybszymi na świecie kolarkami. Po dość wyboistym początku sezonu, kiedy musiała uzupełniać egzaminy na uczelni, po ostatnich zgrupowaniach jest coraz silniejsza i może celować nawet w pierwszą dziesiątkę. - Wracam do dyspozycji, powinno być dobrze - uspokaja.

- W kolarstwie najważniejsze jest przygotowanie - twierdzi trener Piątek. - Jeśli jest optymalne, na 100 proc. osiąga się wynik. Jeśli jeszcze zawodnik dołoży kolejny procent od siebie, sukces murowany. My w Livigno przygotujemy się najlepiej, jak można.

Maja Włoszczowska ? haruje we Włoszech

Więcej o: