Tenis. Radwańska dla Sport.pl: Mundial? Oglądam. I trafiam wyniki!

- Turnieje na mączce były rzeczywiście poniżej oczekiwań. Ta część sezonu po prostu nie wyszła. Ale na trawie już tak źle nie jest. Jestem raczej spokojna o formę - mówi Sport.pl Agnieszka Radwańska, która w I rundzie Wimbledonu pokonała we wtorek 6:3, 6:3 Melindę Czink z Węgier. Polska tenisistka opowiada również o ekskluzywnej imprezie, na której ostatnio była.

Jakub Ciastoń: Melinda Czink krzyczała, złościła się, walczyła jak szalona, ale nic nie była w stanie pani zrobić.

Agnieszka Radwańska: - Węgierka zagrała bardzo dobry mecz. Jeden mój błąd i spotkanie mogło się zupełnie inaczej potoczyć. Cieszę się, że dobrze funkcjonował zwłaszcza mój serwis. W krytycznych momentach ratowałam się asami, nie odpuszczałam, ale kilka gemów było naprawdę na stykach. Dobry mecz.

W II rundzie Włoszka Alberta Brianti albo Jill Craybas.

- Teoretycznie Brianti to specjalistka od nawierzchni ziemnej, a Craybas jest lepsza na twardej. Na trawie? Nie mam pojęcia, która lepsza. Wszystko mi więc jedno, z którą zagram.

Steffi Graf, czy Martina Hingis przegrywały w I rundach Wimbledonu, nie bała się pani, że może przyjść przykra wpadka?

- Wimbledon to mój ulubiony turniej, zawsze dobrze mi się tu grało. Dobrze czuję nawierzchnię trawiastą. Mam nadzieję, że nigdy nie przegram w Londynie w I rundzie, a najlepiej, żeby nigdy nie przegrać w pierwszym tygodniu. Na razie mi się to udawało. I tego się trzymajmy. Ale wiadomo, że wpadki czasem się zdarzają. Wczoraj o mały włos nie odpadł Federer, może kiedyś przyjedzie moja kolej.

Ostatnio wyniki w turniejach nie układały się po pani myśli. Było kilka porażek w drugich rundach, nieudany Roland Garros. W Londynie się pani odbuduje?

- Turnieje na mączce były rzeczywiście poniżej oczekiwań, ta część sezonu po prostu nie wyszła. Ale na trawie już tak źle nie jest. W Eastbourne przegrałam w I rundzie, ale z Viktorią Azarenką, która jest przecież na poziomie pierwszej dziesiątki i później o mało nie wygrała całego turnieju. Jestem raczej spokojna o formę na trawie.

Michał Przysiężny pokonał Ljubicicia, już nie tylko pani i Kubot gracie w Szlemach. Robi się polski tłok...

- I bardzo dobrze! Ekipa do rozmów po polsku jest coraz większa. Wielkie gratulacje dla Michała, bo zrobił bardzo dobry wynik. Pokonał zawodnika właściwie z dziesiątki, Ljubicić przez lata był na tym poziomie. Dla mnie to też zawsze minimalnie mniejsza presja, bo przestaniecie skakać tylko wokół mnie (śmiech). Trudno się gra samotnie, kiedy wszyscy czekają tylko na twoje wyniki i zwycięstwa, a najlepiej od razu na ćwierćfinał.

W czwartek na kortach po raz pierwszy od 33 lat pojawi się królowa Elżbieta II.

- To będzie wyzwanie! Postaram się grać jeszcze lepiej, choć coś czuję, że na mój mecz pewnie jednak nie przyjedzie (śmiech).

Po Paryżu znów ożyła dyskusja, czy w waszym teamie są potrzebne zmiany. Wiele osób krytykowało to, co się dzieje między panią i trenerem.

- Nie czytam polskich gazet, ani internetu, nie zastanawiam się nad tym wszystkim. Człowiek mógłby zwariować, gdyby się bawił w ciągłe analizowanie i martwił się, kto coś napisał i skrytykował. Ja staram się robić swoje, i tyle. Niech tak zostanie, chce mieć spokojną głowę.

Pani tata oglądał mecz z balkonu, z dala od kortu. To wasz wspólny pomysł, pani, czy jego?

- Mógłby siedzieć na korcie, to bez znaczenia.

Niech pani opowie coś o tym ekskluzywnym przyjęciu, na którym w weekend była pani m.in. z Karoliną Woźniacką, Serną Williams, Marią Szarapową.

- W ogóle nie chciało nam się jechać. Byłyśmy z Karoliną w Eastbourne i spokojnie trenowałyśmy sobie na trawie, a nagle się okazało, że musimy jechać do Londynu, bo to jest obowiązkowa impreza WTA. Absencja kosztowałaby nas po 2,5 tys. dolarów kary. Jeszcze do przeżycia, ale jak WTA prosi, to raczej się nie odmawia. Wsiadłyśmy w samochód do Londynu, makijaż robiłyśmy w drodze w aucie, ledwo zdążyłyśmy. Dobrze, że jakąś kieckę zdążyłam zabrać. A samo przyjęcie? W porządku, ale bez rewelacji, dużo celebrytów, jakieś aktorki, piosenkarki, ale głównie miejscowi, więc w sumie nikogo nie kojarzyłam.

Mundial pani ogląda?

- Wszyscy wiedzą, że piłki nie lubię. Ale tak się składa, że oglądałam chyba wszystkie mecze! W Eastbourne wieczorami wszyscy siadaliśmy w grupie i oglądaliśmy. Jakbym była sama, to pewnie bym nawet do telewizora nie podeszła, ale w kilka osób fajnie się ogląda.

Coś pani utkwiło w pamięci, jakiś mecz konkretny?

- Wygrałam kilka zakładów, bo obstawiamy wyniki. Najmniej się znam, ale właściwie to chyba najczęściej trafiałam. Nie gramy o pieniądze, ale o lody, truskawki, albo kto niesie torbę na trening. Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski są mi chyba winni noszenie torby, ale ja chyba muszę im jeszcze kupić lody.

Szybkie 2:0 Radwańskiej