Wulkan dymi, więc Maja Włoszczowska przesiadła się z roweru na prom

Komunikacyjny paraliż nad Europą zmusił wicemistrzynię olimpijską do podróży promem. Rowerowego treningu na pokładzie nie przewidziano.

Niedzielnych zawodów Pucharu Świata w północnoangielskim Dalby Forest Włoszczowska opuścić nie może. To pierwszy w sezonie tak ważny wyścig, wysoko punktowany w kwalifikacjach do igrzysk w Londynie. W poniedziałek o piątej nad ranem wsiadła w samochód. 14 godzin później była na promie odpływającym z belgijskiego Zeebrugge do Hull. Na pokładzie spędzi następne 14 godzin.

- To nie koniec - opowiada Andrzej Piątek, trener Włoszczowskiej. - Z wybrzeża do Dalby Forest trzeba jechać ponad dwie godziny. Dopiero we wtorek po południu będzie możliwy pierwszy trening.

W podobnej sytuacji znalazły się inne zawodniczki z Europy, które nie zamierzają jednak rezygnować ze startu. Przyjazd odwołają zapewne należące do światowej czołówki Amerykanki i Kanadyjki.

Polskie kolarki wszędzie podróżują samolotami, poniedziałkowa wyprawa promowa - dwa samochody, dziesięć rowerów, cztery kolarki, trener, serwisant i masażysta - była pierwszą w historii ich grupy. - Zobaczymy, co będzie dalej, bo kolejne zawody, z których też nie możemy zrezygnować, odbędą się w Belgii. Mamy bilety lotnicze z Manchesteru do Brukseli, ale niewykluczone, że znów będziemy musieli szukać innego transportu - mówi Piątek.

Wulkan zapalił czerwone światło - w Formule 1 ?

Więcej o: