Australian Open. Kubot: Przegraliśmy mecz jedną piłką

Łukasz Kubot i Oliver Marach przegrali we wtorek w 1/8 finału debla z chorwacko-serbską parą Ivo Karlović, Duszan Vemić 6:2, 6:7 (11-13), 6:7 (4-7). Mecz zawalił fatalnie grający Austriak, który w końcówce psuł niemal każdą piłkę. - Nie mam mu tego za złe, tak czasem bywa. Na razie plan jest taki, że pół roku dalej gramy razem - chrypiał po meczu ciągle chory Kubot.

Spotkanie 1/8 finału na Margaret Court Arena oglądała ledwie garstka widzów, bo w tym samym czasie 100 metrów dalej na Rod Laver Arena Andy Murray spuszczał powietrze z Rafaela Nadala.

Rozstawieni z piątką Polak i Austriak, którzy rok temu doszli w Melbourne do półfinału, dość pewnie wygrali pierwszego seta, ale później wpakowali się na pole minowe, na którym minami były potężne serwisy mierzącego 208 cm Karlovicia oraz solidna gra przy siatce Vemicia. Gracze z Bałkanów długimi momentami stanowili razem przeszkodę nie do przejścia, szczególnie dla przyklejonego do linii końcowej Maracha.

- Vamoooss! - krzyknął Austriak w tie-braku, gdy wreszcie miał dwie udane akcje z rzędu, doprowadzając do meczboli, ale nie udało się ich wykorzystać. Karlović z Vemiciem wygrali po zaciętej walce tego seta, a w trzecim - też po dramatycznej końcówce - wybili Kubotowi i Marachowi marzenia o powtórce wyniku sprzed roku. Marach mylił się już wtedy seriami, nie potrafił trafić w kort prostej piłki granej przez środek.

Mając w pamięci wirus, który zaatakował Kubota przed singlowym meczem z Djokoviciem, drżeliśmy patrząc jak Polak prychał w ręcznik przy zmianie stron. Na korcie to Polak ciągnął jednak grę. Po meczu znów doczłapał na konferencję czerwony, ledwo mówił. - Po spotkaniu z Djokoviciem w poniedziałek wieczorem miałem 39 stopni, dziś przed deblem było 38,2. Broniłem się przed antybiotykami, cały czas jestem tylko na aspirynie, pastylkach na gardło. Na początku czułem się ze trzy razy gorzej niż z Djokoviciem. Ale starałem się cały czas coś podjadać, brać witaminy. I, jak zaszło słońce, grało mi się lepiej - opowiadał, a właściwie chrypiał szeptem, Kubot.

- Przegraliśmy ten mecz jedną piłką, mogliśmy skończyć w drugim secie. Mogliśmy też skończyć w trzecim. Ale rywale byli mocni, świetnie serwowali, dobrze returnowali - mówił Polak.

Co powie na słabiutką postawę Maracha? - Na początku to mnie się urywał film, źle się czułem w tym słońcu i traciłem kontrolę nad piłką. Ale jak wyszedł cień, zacząłem grać lepiej. Starałem się mobilizować Olivera, ale się zablokował. Nie wiem czemu tak się spiął po tym przegranym secie. Nie wykorzystaliśmy kilku szans. Największej w trzecim secie, jak prowadziliśmy 5:4 i serwował Vemić, można było bardziej przycisnąć. Wtedy pojawiły się te fajerwerki [z powodu Australia Day przerwano mecz na kilka minut], a po nich proste błędy ze strony partnera. Przeciwnicy doprowadzili do tie-breaka, a w nim za dobrze serwowali, by coś zrobić - powiedział Łukasz. - Return jest piętą achillesową Oliego. Powinien cały czas trenować to uderzenie, żeby złapać więcej pewności. Szkoda tej porażki, bo zależało nam bardzo na obronie punktów za zeszłoroczny półfinał, ale trudno, takie życie.

Australijski dziennik "The Age" napisał we wtorkowym wydaniu artykuł o Kubocie, w którym jednym z wątków jest zagrożenie jakie płynie dla wspólnej przyszłości deblowej pary Marach-Kubot po obecnym singlowym sukcesie Polaka. -Ciągle pamiętam, że to, gdzie jestem w singlu, zawdzięczam też deblowi. Na razie gram i singla, i debla. Powiedziałem jednak Oliemu uczciwie po Masters w Londynie, że będę teraz bardzo mocno stawiał na singla. Jeśli Oli uzna, że potrzebuje zmiany partnera, że nie chce tego ciągnąć, to po prostu się rozstaniemy. Ma wolną rękę. Póki co, jesteśmy jednak umówieni, że gramy razem pierwsze pół roku, do końca Wimbledonu - stwierdził Kubot. Polak dodał jednak, że coraz mniej trenują razem, bo jako singlista potrzebuje nieco innego przygotowania niż grający wyłącznie debla Austriak, który swoją bazę treningową ma dość daleko od tenisowych szerokości geograficznych, bo... w Panamie, czyli tam skąd pochodzi jego żona.

Kubot nie wiedział jeszcze we wtorek jakie będzie miał dalsze plany startowe. Myślał o wylocie prosto z Australii na kilka imprez do Ameryki Południowej (pierwszą w Chile), ale teraz zastanawia się nad krótkim powrotem do Polski do rodziców i do Pragi, do trenera Tomasa Hlaska. - Myślałem, żeby się jednak chwilę zregenerować, wyleczyć z tego wirusa. Zjeść coś dobrego w domu, poćwiczyć potem w Pradze. Decyzję podejmę w środę po konsultacji z trenerami i lekarzem. Zobaczymy jak się będę czuł rano, czy gorączka mi przejdzie - zaznaczył Kubot.

- Gdyby mi ktoś powiedział na początku stycznia, że dojdę do czwartej rundy singla, to wziąłbym taki wynik w ciemno. Teraz czuję się jednak źle, jestem chory i rozczarowany deblową porażką. Muszę chyba trochę odczekać, by ocenić ten turniej na spokojnie - zakończył Polak, który rozmawiał z polskimi dziennikarzami w tym samym czasie, gdy Rafael Nadal poddawał mecz z Andym Murray'em.

Nadal zrezygnował z powodu kontuzji ?