Lech ma strzelić gola

- Słyszałem opinie o bardzo dobrym losowaniu. Ale Grasshoppers Zurych to nie jest słaba drużyna i mecze z nią nie będą spacerkiem. W pojedynkach z nami oni są faworytem do awansu - mówi trener Lecha Poznań Franciszek Smuda. Dziś o godz. 20.45 ?Kolejorz? rozegra pierwszy pojedynek ze Szwajcarami.

Legia gra z FK Moskwa. A trener rywali nic nie wie ?

Lechici nie przygotowywali się specjalnie do starcia z Grasshopperem. - Nie było na to czasu. Mieliśmy przede wszystkim dojść do siebie psychicznie po ligowej porażce z Bełchatowem - opowiada Smuda.

Przeciwko Szwajcarom zagra niemal ta sama jedenastka, która wyszła na mecz z GKS. Smuda zapowiada tylko jedną zmianę. - Zagramy ofensywnie, chcemy strzelić bramkę - mówi. Czy to oznacza, że od pierwszej minuty zagra wreszcie Robert Lewandowski? - Nie jest jeszcze gotowy, by go wystawić na 90 min. Chciałbym, żeby nadal pełnił funkcję gracza, który pojawia się na boisku i strzela gola lub dwa. Na razie robi to dobrze. Ale mamy dużo meczów, jeszcze zagra od początku - tłumaczy Smuda.

Ostatni mecz Grasshopper - zakończone remisem 2:2 debry Zurychu - oglądał asystent Smudy Marek Bajor. Jego zdaniem rywal jest silniejszy w ofensywie niż w obronie. Pierwszoplanową postacią w ataku drużyny z Zurychu jest wicekról strzelców i obecny lider tej klasyfikacji w szwajcarskiej ekstraklasie Raul Bobadilla. - Gdy zostawi mu się trochę miejsca, to potrafi zagrać efektownie, bo jest dobrze zaawansowany technicznie. Ale gdy środkowi obrońcy przeciwnika podeszli bliżej, to nie pozwolili mu na zbyt wiele - analizuje Bajor.

- Grasshoppers to drużyna poukładana w środku pola, ma groźnych napastników i bardzo dobrego bramkarza. Musimy być bardzo skoncentrowani - przestrzega trener "Kolejorza". Szwajcarów porównuje do średniaków niemieckiej Bundesligi, takich jak Energie Cottbus, Arminia Bielefeld. - A one są groźne - uważa Smuda i dodaje, że przeciwko Grasshopperowi Lech musi zagrać w stylu, który wypracował w ostatnich tygodniach. - Z tego, co widzieliśmy, to jest to nawet podobny zespół do Chazara. Azerowie byli bardziej agresywni, Grasshoppers jest za to lepszy technicznie i ma lepszą organizację gry. Ale to my mamy zespół silniejszy fizycznie, nasi zawodnicy szybciej biegają, szybciej grają piłką - opowiada.

Rywala nie demonizuje Dariusz Skrzypczak, w latach 90. gwiazda Lecha, a teraz trener młodzieży w Szwajcarii: - W Szwajcarii też się cieszyli po losowaniu. Ale trzeba pamiętać, że dzisiaj Grasshopper prezentuje zaledwie średnią klasę w lidze. Ma bardzo młody zespół, z zaledwie dwoma-trzema doświadczonymi zawodnikami, którzy nadają ton drużynie. Jeszcze dziesięć lat temu klub był numerem jeden w kraju, miał bogatych sponsorów, którzy go jednak opuścili. Dziś Grasshoppers jest utrzymywany przez grupę mniejszych firm, a nie np. największe banki w Szwajcarii. Ma więc skromny budżet szacowany na 15-17 franków [to mniej więcej tyle, ile wynosi budżet Lecha] - mówi.

Jaki wynik zadowoliłby trenera lechitów w czwartkowy wieczór? - Skończyły się czasy, że w pierwszym meczu u siebie trzeba dużo wygrać i mieć spokój. Liczy się to, co jest w dwumeczu. Chcemy w Poznaniu osiągnąć taki rezultat, który pozwoli nam myśleć o sukcesie w rewanżu - odpowiada. A skromne 1:0? Smuda: - To nie byłby zły wynik.

Mecz w Poznaniu obejrzy komplet publiczności - 17 tys. Wczoraj po południu w kasach kończyły się bilety.

Barcelona wyleczyła Wisłę z Ligi Mistrzów ?