Kolejny piłkarz odbudowuje formę w Odrze Wodzisław

Bułgarski napastnik Iljan Micanski jest rewelacją rundy rewanżowej, w dwóch meczach strzelił trzy gole. - U mnie w Lechu też dostawał szanse, grał w wielu meczach kontrolnych, ale mu nie wychodziło. A w Poznaniu nie ma czasu na czekanie, jest ogromna presja na wynik. W Wodzisławiu jest łatwiej - wszystko jest akceptowane, nieważne, czy się wygra, czy przegra - przekonuje Franciszek Smuda.

Kibice w Wodzisławiu zachwycają się grą bułgarskiego napastnika Iljana Micanskiego. Jest przebojowy, imponuje szybkością oraz instynktem strzeleckim. W rundzie wiosennej strzelił trzy gole nie byle jakim bramkarzom - Bartoszowi Fabiniakowi (Widzew) i Wojciechowi Kowalewskiemu (Korona).

- Dla mnie to nie jest zaskoczenie. Zawsze wierzyłem we własne umiejętności. Po prostu teraz dostałem więcej szans, żeby się pokazać, i spokój - wyjaśnia przyczyny odzyskania świetnej formy Bułgar.

- U mnie też Micanski dostawał szanse, grał w wielu meczach kontrolnych, ale mu nie wychodziło i nie potrafił tego wykorzystać - podkreśla Franciszek Smuda, trener Lecha. - Zresztą w Poznaniu nie ma czasu na czekanie, jest ogromna presja na wynik. W Wodzisławiu natomiast wszystko jest akceptowane, nieważne, czy się wygra, czy przegra - mówi nam Smuda.

- Duże brawa dla Iljana, że nareszcie zapalił i strzela, że piłka sama szuka go w polu karnym. My w Lechu preferujemy jednak grę kombinacyjną, a on do niej nie pasował - uważa Franz. Ale piłkarz nie do końca zgadza się ze słowami Smudy. - Ktoś, kto dokładnie śledzi polską ligę, wie doskonale, ile ja miałem szans w Poznaniu. Nie mówię, że nie było ich wcale, ale niewiele. A może brakowało mi wtedy szczęścia? - zastanawia się mający za sobą łącznie 12 występów w drużynie "Kolejorza" piłkarz. Jego opinię potwierdza kapitan Lecha Piotr Reiss. - Uważam, że w Lechu Micanski trochę za wcześnie został skreślony. Ale to nie ja decyduję w jego sprawie. Nie dostał zbyt wielu szans na grę i dlatego ciężko mu było się przebić do pierwszego składu - przyznaje Reiss.

O pozyskaniu przez Odrę tego utalentowanego napastnika przesądził właściwie przypadek. W przygotowaniach do rundy wiosennej klub testował słowackiego napastnika Petra Iskrę. Zawodnika dopadła jednak grypa. Nie pojawił się na sparingu w Ołomuńcu, więc w klubie musiano poszukać innego rozwiązania w linii ataku. Czasu było niewiele, gdyż zespół wyjeżdżał na zgrupowanie do Turcji. Negocjacje z Lechem przebiegły dość szybko, jednak problem stanowiła kwestia indywidualnego kontraktu piłkarza. Ostatecznie Micanski zaakceptował ofertę Odry i dotarł do Berlina, skąd wyleciał z drużyną na turecki obóz. - On chciał związać się z nami na pół roku, my chcieliśmy go na rok. Potem w sumie przemyśleliśmy tę sprawę i uznaliśmy, że jak nam pomoże chociaż w tej rundzie, to i tak nie będzie źle. Lech praktycznie dał nam go za darmo. Iljan dostał szansę i już ją wykorzystuje. A nam... znowu się udało! - cieszy się odpowiedzialny za transfer dyrektor sportowy Odry Wodzisław Edward Socha.

Janusz Białek, szkoleniowiec Odry, zachwala głównie charakter Bułgara. - Cenię jego bezkonfliktowość, optymizm, radość grania płynącą z faktu, że dano mu szansę. Czy wierzyłem w to, że odzyska skuteczność? - Owszem, ale nie aż taką! - zdradza Białek. - Najważniejsze, że Iljan znalazł wspólny język piłkarski z pozostałymi napastnikami. Do tego dołożył niezłe wyszkolenie techniczne, zmysł taktyczny oraz doskonałą szybkość i wytrzymałość. Na dzień dzisiejszy ma u mnie bardzo mocną pozycję, ale sam sobie na to zapracował - dodaje szkoleniowiec.

Co czeka zawodnika po powrocie z wypożyczenia? - To już zależy wyłącznie od niego. Według mnie musi jeszcze ponadrabiać braki techniczne. Jak to poprawi i połączy z dotychczasową skutecznością, to może liczyć na miejsce w składzie Lecha - mówi Smuda.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.