Co się stało z Ulą Radwańską?

Znów zmieniła trenera i znów czeka ją tułaczka po małych turniejach i jeszcze mniejszych turniejkach. - Czasem trzeba zrobić krok w tył - wzrusza ramionami Urszula Radwańska. Jej ojciec uważa, że jest otoczona złymi doradcami.

Młodszej z sióstr Radwańskich zdarza się to nagminnie: najpierw są dwa kroki w przód, potem dwa w tył, potem znów w przód i tak w kółko. W 2009 r., kiedy po raz pierwszy znalazła się w gronie stu najlepszych tenisistek świata, jej kibice zastanawiali się, kiedy dogoni Agnieszkę. Kilka miesięcy później, kiedy po operacji pękniętego kręgu ze szpitala wyjechała na wózku inwalidzkim, pytali, czy aby na pewno nie zakończy kariery.

Wróciła, ale dziś na nowo musi gonić czołówkę. Ubiegły rok był tak zły, że do niedawna nie miała nawet pewności, czy dostanie się do eliminacji Australian Open. Sama mówi, że wszystko przez kontuzje. Sezon zaczęła dopiero w lutym, bo do tego czasu rehabilitowała się po operacji barku. Potem był uraz mięśnia piszczelowego przedniego, zapalenie ścięgna mięśnia podkolanowego, a na koniec bóle w kolanie. - Zdarzało się, że opadała z sił, jakby jej się wszystkiego odechciewało. Znam to z własnego przykładu: kiedy nie byłam pewna, że wytrzymam trzysetowy mecz, psychicznie nie było najlepiej. Ula mogła się czuć z tego powodu bezsilna - ocenia Katarzyna Strączy, tenisistka, komentatorka Eurosportu.

Urszula Radwańska: - Nie mogłam przez dwa tygodnie potrenować na pełnych obrotach, bo ciągle mi coś było. I siedziało we mnie. Odpuszczałam parę dni i wracałam. A ciężko mi było z jakiegoś startu rezygnować. Inne dziewczyny zdobywały punkty, a ja miałam siedzieć w domu? Zmiany trenerów też nie pomagały.

Ostatnio nic nie jest u niej stałe. Pod koniec ubiegłego roku odeszła od trenera Macieja Synówki i zatrudniła Czecha Martina Fassatiego. Potrenowali kilka miesięcy i znowu zmiana. Przez chwilę jej sparingpartnerem był Anglik Andrew Fitzpatrick, kiedyś 461. tenisista rankingu ATP. Przyjechał nawet do Krakowa, ale z powodów osobistych szybko musiał wrócić w rodzinne strony.

- Kolejni trenerzy zaczęli wprowadzać nowości, do których Ula chyba nie była przyzwyczajona. Pewnie łatwiej jej też było, kiedy ćwiczyła z Agnieszką. Wygrała z nią seta i od razu czuła się pewniej - komentuje Strączy.

Siostra zawsze przecierała szlak. Z jednej strony Agnieszka była niedoścignionym wzorem, z drugiej - przyjaciółką i sparingpartnerką, o której inne tenisistki tej klasy mogą tylko pomarzyć. W końcu poszły jednak innymi drogami, a w każdym razie starsza idzie swoją. Zatrudniła Tomasza Wiktorowskiego, a niedawno do jej zespołu dołączyła legendarna Martina Navratilova.

Urszula szuka swojej ścieżki do dziś. - Musiały się rozdzielić. Nawet siostry Serena i Venus Williams na te same turnieje zaczęły w pewnym momencie jeździć osobno. W przypadku Radwańskich to był dobry ruch, bo Ula mogła pozbyć się presji i skoncentrować na sobie. Jako młodsza i słabsza ciągle musiała gonić, a nikt nie lubi być na tej pozycji - twierdzi Magdalena Grzybowska, była menedżerka sióstr.

Pytamy Roberta Radwańskiego, skąd problemy młodszej córki. Odpowiada, że kontuzje miały największy wpływ na wyniki, ale... - Szkoda, że tylko z boku mogę na to patrzyć. Agnieszka i Ula nie traktują mnie już nawet jako doradcy, a trochę odbija się to na ich formie. Wokół nich jest sztab nieprofesjonalnych ludzi, a ja nie mam wpływu na to, co się tam dzieje. Kiedy odchodziłem, Agnieszka była na 2. miejscu, a Urszula 28. Ich dotychczasowi trenerzy nie zdali egzaminu - twierdzi Radwański, choć sam przyznaje, że ma coraz mniejszą nadzieję na powrót do starego układu.

Jego chęci to jedno, a plany córek to zupełnie co innego. W nadchodzącym sezonie Urszulę będzie trenował Maciej Domka. - Nie możemy mówić, że jest nieprofesjonalny, bo dopiero zaczyna - komentuje Radwański. - Czy ja miałbym szansę zdziałać więcej? Trudno o sobie mówić jak o guru. Na pewno łatwiej byłoby mi je zmotywować niż komuś z zewnątrz, bo znam je jak zły szeląg. Z drugiej strony najważniejsze będzie zdrowie Uli, bo z pustego i Salomon nie naleje.

W przyszłym roku droga będzie wyglądać znajomo: Ulę ominą najbardziej prestiżowe imprezy z najlepszymi tenisistkami i wysokimi wypłatami, a punkty zbierać będzie na mniejszych turniejach, z dala od błysku fleszy i tłumu kibiców. Sezon zacznie w Auckland, w Nowej Zelandii. - Jak będzie zdrowa, nie powinna mieć problemu, by wrócić do czołowej pięćdziesiątki. Ale czy osiągnie coś więcej? Będzie ciężko. Jeszcze nie pokazała, że jest do tego zdolna - ocenia Strączy.

Ula Radwańska: - W minionym roku po kilku porażkach z rzędu ciężko było odzyskać pewność siebie, a potem się przełamać. Ale najważniejsze jest co tu i teraz. Jestem zdrowa, nic mnie nie boli. Nie będę niczego rozpamiętywać, do nikogo nie mam pretensji. Było, co było, trudno.

Jak oni latają, czyli świetne zdjęcia sportowców w powietrzu. Jest i Lewandowski [ZDJĘCIA]

Więcej o: