Tenis. " Kaloryfery na wierzchu, zawodniczki popisują się trenerami"

Zadziałały zmiana nawierzchni, strefy czasowej i... urok tenisa! - mówi Sport.pl o porażce Agnieszki Radwańskiej z Lucie Safarovą były trener czołowych tenisistek świata Paweł Ostrowski. Opowiada też o nowym trendzie: - Na kortach pokaz mody, na obiektach treningowych wszyscy trenerzy chodzą bez koszulek. Oni z "kaloryferami" na wierzchu, a tenisistki popisują się, która ma najprzystojniejszego. To jakaś epidemia! - mówi szkoleniowiec przyznając, że to właśnie młody opiekun Agnieszki Radwańskiej pomógł jej wygrać dwa turnieje z rzędu.

Redaktor też człowiek. Zobacz co nas wkurza na Facebook.com/Sportpl ?

Jak Pan oceni styl w jakim Agnieszka przegrała z Lucie Safarovą?

Paweł Ostrowski*: Ciężko jest grać non stop na najwyższym poziomie. Zwłaszcza grając wiele spotkań pod rząd i zmieniając nawierzchnię. Nie zapominajmy o tym, że w Tokio i Pekinie Radwańska grała na kortach otwartych, a tutaj rywalizowała na hali.

Po meczu z Safarovą sama Agnieszka podkreślała, że to był jej pierwszy występ w tym sezonie pod dachem.

- Tak. Widać było, że "Isia" zagrała przyzwoity, porządny mecz, ale nie mogła znaleźć właściwego rytmu gry, bo nawierzchnia była zupełnie inna. Pamiętajmy także o zmianie strefy czasowej. Agnieszka w krótkim odstępie czasu musiała rozegrać kolejne spotkanie na najwyższym poziomie. Uważam, że zagrała bardzo przyzwoicie jak na zmianę strefy czasowej, klimatu, otoczenia i nawierzchni kortu. Z uwagi na te czynniki nie była już w stanie więcej z siebie wykrzesać. To nie jest cyborg! W dodatku Safarova była tego dnia świetna i wykorzystała wszystkie możliwe okazje do odniesienia zwycięstwa.

Nie musimy więc zmieniać swoich nastrojów ze znakomitych, które zawitały po turniejach w Azji, na gorsze po występie w Moskwie?

- Absolutnie. Nie wolno demonizować. Przed wyjazdem do Azji nikt nie sądził, że ma szansę na udział w Masters. To jest urok tenisa. To nie jest lekkoatletyka, gdzie przygotowujemy się do 2-3 startów w roku i na ich podstawie dowiadujemy się kto jest najlepszy na świecie. W tenisie przez cały sezon jest bardzo dużo okazji na udowadnianie swojej klasy. Są Wielkie Szlemy, Masters i wiele innych ważnych startów. Co chwila zawodnik musi pokazywać, że jest najlepszy. Nawet Tomasz Adamek ma czas na przygotowanie się do walki, bo nie będzie bił się co tydzień. Kto nie gra i nie jeździł po turniejach nie rozumie, że zawodnicy nie są maszynami.

A co takiego się stało, że Radwańska wygrała turnieje w Tokio i Pekinie i wreszcie wygrywa z tenisistkami z pierwszej "10"WTA?

Zasługa odmiany. Z ojcem układało jej się dobrze, ale brakowało w tej współpracy spokoju, odrobiny dystansu do tego co robią. Nie wiem, czy w pewnym momencie tata nie chciał bardziej niż sama Agnieszka. Pojawił się Tomek Wiktorowski, który podszedł do wszystkiego spokojniej, luźniej. Efekt był taki, że Agnieszka również "wyluzowała" i zagrała kompletnie inny tenis. Nie ulega wątpliwości, że gdyby nie ojciec to Agnieszka nie doszłaby tam, gdzie teraz jest. Nie może być jednak obciążana na turniejach jeszcze większą presją niż tą, którą sama sobie i tak zawsze nakłada.

Ten luz widać było podczas wygranych turniejów.

- Prawda jest taka: łatwiej się gra młodej dziewczynie dla przystojnego, sympatycznego trenera niż na przykład dla mnie - faceta który waży grubo ponad "stówkę", lata świetności ma już za sobą, a jedyne co robi na korcie to się mądrzy. Tak zrobiła w ubiegłym roku Zwonariowa - wzięła młodego, ambitnego trenera i od razu przyszły wyniki.

Byłem w tym roku na US Open i to co widziałem było niesamowite. Na kortach pokaz mody, na obiektach treningowych wszyscy trenerzy bez koszulek. Kilka lat temu było to nie do pomyślenia! Wszedłem na korty i przecierałem oczy ze zdumienia. Oni z "kaloryferami" na wierzchu, a tenisistki popisują się która ma najprzystojniejszego. Dziewczyny wybierają sobie teraz trenerów coraz młodszych i przystojniejszych. To jakaś epidemia!

Robert Radwański w mediach nie przecenia zasług Wiktorowskiego.

- Gdyby nie podjęli decyzji o wyjeździe Wiktorowskiego z Agnieszką, na pewno nie byłoby takich sukcesów. Sprawa jest prosta. Robotę wykonał pan Radwański, który przygotował Agnieszkę. Niestety wytwarzał być może zbyt duża presję na turniejach. Przyszedł młody trener, uśmiechnięty, ze świeżą głową, Agnieszka poczuła luz i wygrała. Koniec kropka.

Ed McGrogan z ESPN twierdzi, że nie rozumie zachwytów nad Radwańską, bo tenisowa jesień rządzi się swoimi prawami. Jego zdaniem nie jest to najlepszy czas, aby mierzyć realną siłę tenisistów.

- Jesień nie weryfikuje prawdziwych możliwości, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Jednak mecz Radwańskiej z Petković [finał w Pekinie] był jednym z najlepszych meczów całego sezonu. Niezależnie od tego, czy mamy jesień, wiosnę, czy lato. Wiadomo, że 75 proc. zawodniczek ma w tej części sezonu tzw."zjazd", jednak nie umniejsza to faktu, że poziom gry Radwańskiej był najwyższy. W ostatnich meczach widać było u niej klasę, pewność siebie, polot i fantazję. Jest w fantastycznej formie.

Wojciech Fibak powiedział ostatnio, że Radwańska będzie jedną z faworytek turnieju Masters. To nie jest nakładanie dodatkowej, niepotrzebnej presji?

- Tego typu wypowiedzi nigdy nie pomagały i pomagać nie będą. Słowa "ma szanse", "powinna" nie mają sensu. W tenisie nikt nic nie powinien. Jeżeli wyjdę, gram dobry mecz, gram dla przyjemności i sprawia mi to radość - wtedy będę dobrze grał. Jeżeli ja coś "powinienem", to...proszę zapytać Małysza jak mu wychodziło, kiedy "powinien".

Czy Radwańską stać na długofalowe sukcesy?

- Jeżeli będzie szczęśliwa poza kortem, poukłada sobie sprawy tak jak będzie chciała i wszyscy będą zadowoleni z układu, który ona zaakceptuje, to stać ją na stabilny cały sezon. Jeżeli pozostanie taki układ jak teraz, w którym każdy wie co ma robić, za co bierze odpowiedzialność i nikt nie będzie im przeszkadzać, Radwańska pozostanie niebezpieczna i stać ją będzie na bardzo duże i stabilne wyniki. Musi mieć jednak duże zaufanie do ojca oraz do Tomka Wiktorowskiego. Nie może być także sporów o to, kto ma "spijać śmietankę". Wydaje mi się, że ten brak stabilności wynikał zawsze właśnie z tych zawirowań pozakortowych.

Czy brak dominatorki w kobiecym tenisie świadczy o jego dzisiejszej sile, czy słabości?

- Ostatnią wielką dominatorką była Steffi Graf. Ale to były inne czasy. W tej chwili nawet sióstr Williams nie stać na utrzymanie wielkiej formy przez cały sezon i dlatego grają tylko pojedyncze turnieje. Nawet tenisiści mają z tym problem, co dopiero tenisistki. Dla mnie ewenementem na skalę światową jest Karolina Woźniacka, która prezentuje najbardziej stabilną formę i dlatego jest liderką rankingu. Chwała jej za to ile w ciągu dwóch lat rozegrała spotkań. To coś niesamowitego w tenisie żeńskim, aby wygrywać tyle turniejów. Szkoda tylko, że o tym nikt nie mówi.

Wszyscy nastawili się na jej krytykę za brak wygranego turnieju wielkoszlemowego.

- Dam prosty przykład. Kvitova wygrała Wimbledon, Na Li French Open, a Francesca Schiavone triumfowała w Paryżu rok wcześniej. Gdzie one są? Woźniacka regularnie dochodzi do półfinałów, a w kolejnym turnieju nie przegrywa w pierwszej rundzie. Gdyby nie chciała być pierwsza na liście, przygotowała się tylko pod kątem jednego turnieju wielkoszlemowego i odpuściła poprzedzające go imprezy - gwarantuję, że by go wygrała. Nie ma sensu mówić o kryzysie. Na dzień dzisiejszy bez dwóch zdań dominatorką kobiecych rozgrywek jest właśnie Woźniacka.

*Paweł Ostrowski - były trener czołowych tenisistek świata, m.in. Anny Czakwetadze (w przeszłości nr 5 rankingu WTA), Andżeliki Kerber (31 WTA) i Marty Domachowskiej (37 rakieta świata w kwietniu 2006). Obecnie współpracuje z młodzieżową mistrzynią Polski Agatą Barańską.

"Nawierzchnia mi nie pasowała" - mówi Radwańska po porażce ?

Więcej o: