Turniej ATP w Paryżu. Romer: Janowicz gra niesamowity tenis. Teraz celem Australian Open

- Janowicz dysponuje potężnymi serwisami, ale ma też inne narzędzia do wygrywania meczów, dlatego w Paryżu wypadł tak dobrze - mówi redaktor naczelny magazynu ?Tenisklub? Adam Romer. W turnieju ATP Masters 1000 z pulą nagród 2,43 mln euro Polak sensacyjnie dotarł aż do finału, w którym przegrał z Davidem Ferrerem. Janowicz dołączył do szerokiej czołówki światowego tenisa. - W styczniu, w Australian Open, będzie musiał potwierdzić, że należy do elity. Jest w stanie to zrobić - twierdzi Romer.

Po dotarciu do finału paryskiego turnieju Janowicz w poniedziałek awansuje w rankingu ATP z miejsca 69. na 26. Kiedy w hali Bercy w trzeciej rundzie pokonał Andy'ego Murraya, a więc jeszcze przed zwycięstwami nad Janko Tipsareviciem i Gillesem Simonem, polscy eksperci twierdzili, że awans do Top 30 zestawienia najlepszych graczy świata będzie dla łodzianina celem na rok 2013.

Test w styczniu

- Czapki z głów dla kogoś, kto przewidział, że na koniec tego sezonu Jurek będzie tak wysoko. Moim zdaniem przy najszczerszej sympatii dla zawodnika i jego tenisa na coś takiego nikt nie liczył. No, może poza rodzicami Janowicza, ale wiadomo, że oni na karierę swego syna patrzą trochę inaczej - mówi Romer.

- Janowicz ciężką pracą i fantastyczną grą w Paryżu osiągnął niesamowity sukces. Nie chcę powiedzieć, że to wynik ponad stan, bo przecież on wygrywał zasłużenie i nikt mu tych punktów do rankingu nie dał, natomiast teraz przed nim to, co najtrudniejsze. W styczniu, w Australian Open, będzie musiał potwierdzić, że naprawdę należy do elity - ocenia dziennikarz.

Według Romera występ w pierwszym z przyszłorocznych Wielkich Szlemów dla "Jerzyka" będzie bardzo trudny. - On z osoby goniącej czołówkę zmieni się w taką, którą gonią inni. Pierwsze dwa mecze w Australii zagra na pewno z rywalami niżej notowanymi niż on, ci przeciwnicy będą mu chcieli udowodnić, że nie są gorsi, że również ich stać na taki skok w rankingu - prognozuje redaktor naczelny "Tenisklubu".

Romer jest jednak pod wrażeniem tego, co Janowicz pokazał w Paryżu, dlatego wierzy w Polaka. - Uważam, że mając cenny bagaż doświadczeń z hali Bercy i tych, które wcześniej zdobył na Wimbledonie [dotarł do trzeciej rundy], on ma dużą szansę, żeby potwierdzić swoją klasę - twierdzi. - Dobrze, że teraz Jurek będzie miał półtora miesiąca przerwy przed wyjazdem do Australii, że przed Australian Open rozegra tam pewnie jeszcze jakiś turniej i nie będzie musiał przywiązywać większej wagi do wyniku, jaki w nim osiągnie. Bardzo dobrze, że Janowicz i jego trener Kimi Tiilikainen będą mieli okazję, żeby spokojnie przygotować się do tego wyzwania - dodaje.

Brazylia? Nie, wakacje

Janowicz, który w Paryżu rozegrał aż osiem meczów, niewątpliwie zasłużył na odpoczynek. - Nie ma wątpliwości, że musi mieć co najmniej 10-dniowe wakacje, żeby w okolicach 20 listopada mógł zabrać się do ciężkiej pracy - mówi Romer i opowiada o problemie, jakiego dzięki paryskim zwycięstwom pozbył się Janowicz. - Jurek załapałby się na rodzaj małego Mastera dla zawodników, którzy osiągnęli w tym roku najlepsze wyniki w challengerach. Turniej dla nich odbędzie się w Sao Paulo, dobrze, że "Jerzyk" nie musi tak daleko lecieć, że nie musi się zastanawiać czy pieniądze, które mógłby tam zdobyć są warte takiego wysiłku. To jest już poza tematem, teraz trzeba odpocząć i potem solidnie popracować przed Australian Open, żeby potwierdzić wyczyn z Paryża - wyjaśnia dziennikarz.

Według byłego trenera Janowicza, Jakuba Ulczyńskiego, niespełna 22-letni łodzianin w Melbourne może być czarnym koniem imprezy. - Ten chłopak po prostu nie ma słabych stron. Ma najlepszy serwis na świecie, cross z głębi kortu nie odstaje od najlepszych, do tego dysponuje fantastycznym skrótem i porusza się równie dobrze co Murray czy Djokovic - przekonuje szkoleniowiec.

- Jeszcze tydzień temu takie słowa przyjęlibyśmy z przymrużeniem oka. Ale po tym, co pokazał Janowicz w Paryżu, musimy przyznać, że jest tu ziarno czy nawet są tu dwa ziarna prawdy. Jurek jak na swoje warunki fizyczne [203 cm wzrostu] gra niesamowity tenis. Proszę go porównać z Johnem Isnerem [206 cm] czy Samem Querreyem [198 cm]. Oni nie są tak wszechstronnymi zawodnikami. Janowicz dysponuje potężnymi serwisami i uderzeniami, ale ma też inne narzędzia do wygrywania meczów. On ma wiele mocnych stron, dlatego w Paryżu wypadł tak dobrze. Teraz jest pytanie, czy będzie równie skuteczny już w innej roli, w Melbourne. Świetnie, że na odpowiedź możemy czekać z tak dużym zainteresowaniem - kończy Romer.

Zobacz wideo
Więcej o: