Tenis. Janowicz jak Radwańska?

- Nie mam wątpliwości, że po zwycięstwie nad Andym Murrayem Jerzy Janowicz może się wznieść na jeszcze wyższy poziom - mówi redaktor naczelny magazynu "Tenisklub" Adam Romer. - Ma bardzo mocno psychikę, jest walczakiem, a do tego zmądrzał i wielu rzeczy się nauczył - dodaje komentator Eurosportu, Karol Stopa. Eksperci nie zgadzają się jednak z fachowcami z zagranicy, którzy twierdzą, że Janowicz wkrótce znajdzie się w czołowej "dziesiątce" rankingu ATP. 22-letni Polak w piątek pokonał Serba Janko Tipsarevicia i awansował do półfinału turnieju w Paryżu.

Zostań adminem profilu Sport.pl na Facebooku [KONKURS]

Do turnieju rozgrywanego w paryskiej hali Bercy Janowicz awansował z eliminacji. W pierwszej rundzie imprezy z pulą nagród 2,43 mln euro, Polak pokonał 19. na świecie Philippa Kohlschreibera, w drugiej wyeliminował notowanego na 15. miejscu Marina Cilicia, a w kolejnej wyrzucił z rywalizacji jednego z głównych faworytów - Szkota Andy'ego Murraya. W ćwierćfinale nie dał mu rady Janko Tipsarević. Serb skreczował przy stanie 6:3, 1:6, 1:4. Janowicz jest chwalony przez media z całego świata, a sporo uwagi poświęcają mu również tenisowe autorytety.

"Poza monstrualnym serwisem Jerzy ma niesamowity zmysł i świetną technikę. Jestem przekonany, że wkrótce trafi do Top 10 rankingu ATP" - napisał na swoim Twitterze Brad Gilbert, były numer cztery rankingu ATP, który jako trener prowadził m.in. takich asów jak Andre Agassi, Andy Roddick i Murray.

Janowicz z "Wunderteamu"

- Rozumiem opinie jakie wygłasza Gilbert, wiem, że międzynarodowa publiczność tenisowa jest znużona dzisiejszym obrazem światowej czołówki. Mamy mocno ukształtowaną pierwszą czwórkę, za nią jest pięciu-sześciu zawodników, po których wiadomo czego się spodziewać, dochodzą młodzi jak Milos Raonic [14 ATP] czy Bernard Tomic [49 ATP], ale postęp u nich nie następuje tak szybko, jak chciałoby tego międzynarodowe grono eksperckie. Dlatego oni z taką nadzieją patrzą na Janowicza - tłumaczy Karol Stopa.

Ekspert Eurosportu na naszą nową gwiazdę tenisa również spogląda z optymizmem, ale w swych prognozach zachowuje o wiele większą ostrożność, mimo że sukcesy Janowicza przepowiadał jeszcze przed startem sezonu 2010.

- Jestem bardzo ostrożnym optymistą, choć rzeczywiście od samego początku wydawało mi się, że Jurek spełnia kryteria typu gracza, jaki się parę lat temu w rozgrywkach ATP stawał coraz bardziej dominujący. W męskim tenisie pojawia się coraz więcej zawodników podobnych do tych, jakich Jan Mulak szukał, budując swój lekkoatletyczny "Wunderteam". To prawda, że sportowcy z długimi rękami i nogami, którzy na pozór są niezgrabni i kanciaści, w końcu pokazują, że mają o wiele większe możliwości niż ci - brutalnie mówiąc - kurduple, którzy wszystko łapią błyskawicznie, ale później nie są w stanie pewnych granic przekroczyć. Janowicz ma więc nad nimi przewagę, ale jemu trudno będzie wytrzymać styl gry, który prezentuje - twierdzi Stopa. - On nie jest aż tak bardzo atletycznie zbudowany, już teraz bardzo narażone jest jego ramię, już po nim widać, że musi robić przystanki, nawet w tym roku się zatrzymywał i po wybuchu formy, jaki nastąpił u niego na Wimbledonie, w okolicach US Open miał miejsce głęboki dołek - dodaje.

Zaskakującą porażkę Janowicza w pierwszej rundzie nowojorskiego turnieju dobrze pamięta również Romer. - W przyszłym sezonie Jurek musi prezentować równy poziom, nie może być tak, że po udanym Wimbledonie, w którym dotarł do trzeciej rundy i omal nie wygrał w niej z Florianem Mayerem [Janowicz nie wykorzystał dwóch piłek meczowych i przegrał w pięciu setach], przegrywa na US Open z nieznanym Dennisem Novikovem, który w turnieju występuje z "dziką kartą". Najwięksi takich wpadek nie notują - przekonuje redaktor naczelny "Tenisklubu".

Romer wśród tych najlepszych Janowicza bardzo chciałby zobaczyć. - On nie wyskoczył jak diabeł z pudełka, ktoś, kto obserwuje jego karierę, wiedział, że przyjdzie przełomowy moment, że ten chłopak pójdzie w górę. Przypomnę, że ojciec Jurka od początku roku zapowiadał, że jego syn wejdzie do pierwszej "setki" rankingu ATP. Janowicz zakończy ten rok w okolicach 45. miejsca, co jest jego gigantycznym sukcesem [poprzedni sezon urodzony w 1990 roku zawodnik ukończył na 221. pozycji w rankingu ATP]. Teraz najważniejszy będzie początek przyszłego sezonu. Jeśli dobrze zagra w Australian Open, to powinien długo utrzymać wysoki poziom gry. A po tym, jak pokonał Murraya, jestem przekonany, że może wznieść się na jeszcze wyższy poziom - przekonuje Romer.

Mimo wszystko nasz ekspert nie wróży Janowiczowi aż takich sukcesów, jakie święci Agnieszka Radwańska. - Trzeba uczciwie powiedzieć, że w rywalizacji mężczyzn poziom jest znacznie wyższy. Jest cała masa zawodników mogących dobrać się do skóry tym najlepszym. Moim zdaniem "Jerzyk" może aspirować do pierwszej "30", może nawet do "20", ale Top 10 to chyba lekka przesada. Zwłaszcza, że teraz Janowicz z zawodnika, który goni zamieni się w takiego, którego gonić będzie wielu innych - tłumaczy Romer.

- Cel Janowicza na 2013 rok? Awans o 10-20 miejsc. Jego trzeba porównywać do Amerykanów Sama Querreya [23 ATP] i Johna Isnera [11 ATP], bo oni prezentują podobny styl gry. Moim zdaniem Jurek jest od nich słabszy fizycznie, ale lepiej porusza się po korcie - analizuje Stopa. - Nasz zawodnik może pójść w górę, ale trzeba mu życzyć przede wszystkim zdrowia i mądrości. Musi dobrze układać sobie kalendarz, żeby się nie "zarąbał". Intensywność startów w ATP jest niesamowita, a poziom dużo wyższy niż u kobiet, dlatego swój organizm można załatwić nawet w jeden sezon - dodaje komentator Eurosportu.

"Jerzyk" się nie spala

O sukcesy w przyszłym roku Janowiczowi może być łatwiej dzięki doświadczeniom, jakie zbiera właśnie teraz. - W Paryżu walczy do końca, widać, że nie zamierza zadowolić się tym, że przeszedł przez eliminacje i w dwóch pierwszych rundach pokonał zawodników z czołowej "dwudziestki". Zachowuje spokój, potrafi obronić się nawet, kiedy piłkę meczową ma takiej klasy rywal jak Murray. Janowicz naprawdę zbiera niezwykłe doświadczenia - tłumaczy Romer.

- Na pewno grając z takimi rywalami dzień po dniu Janowicz sprawdza, jaką ma wytrzymałość. Cieszy, że Jurek ma bardzo mocną psychikę, że jest walczakiem, ale chyba już nie aż takim do przesady. On czasem potrafił się w tym szaleństwie spalić, ale mam wrażenie, że teraz już nie szkodzi samemu sobie, że wielu rzeczy się nauczył, że zmądrzał - twierdzi Stopa.

Według Romera to zasługa Kimiego Tiilikainena. - Trenerem "Jerzyka" jest typowy Fin, który niepotrzebnie się nie emocjonuje i nawet w gorących momentach zachowuje kamienną twarz. To się przenosi na zawodnika - zapewnia Romer. A Stopa ma nadzieję, że pomoc Janowicz dostanie wreszcie również od innych. - W drodze do finału juniorskiego US Open w 2007 roku Janowicz pokonał Tomica. W kolejnych latach temu zawodnikowi pomogła australijska federacja, on trafił do menedżerów, do różnych agencji, krótko mówiąc do międzynarodowego stowarzyszenia, które mocno się trzyma razem i pociąga za wszystkie sznurki do wielkich pieniędzy. Jak podpiszesz z nimi umowę, to oni cię wepchną kolanami do pewnego punktu. Jurek do takiej grupy się nie dostał, a w Polsce wręcz skamlał o pomoc. Jak dzisiaj słyszę ludzi, mówiących, że zawsze w niego wierzyli, to szlag mnie trafia. Przecież niedawno ten chłopak rozglądał się po całym świecie i rozważał zmianę obywatelstwa, tak bardzo potrzebował kogoś, kto pomógłby mu w karierze. Dłużej tak być nie może - kończy Stopa.

Wszystko o meczu Janowicz - Tipsarević

Więcej o: