Ojciec Janowicza: Jurek może być numerem jeden!

- Przed wyborami było bardzo szumnie, pani prezydent proponowała, żebyśmy razem z Jurkiem byli w jej sztabie wyborczym, były obiecywane pomoce. Potem skończyły się wybory i... proszę o następny zestaw pytań - mówi w rozmowie z Łódź.sport.pl ojciec Jerzego Janowicza. Relacja na żywo z ćwierćfinału w Paryżu po 15:30 w Sport.pl

69. w rankingu Janowicz notuje kapitalne miesiące. Zawodnik łódzkiego MKT przebojem wdarł się do pierwszej setki rankingu ATP, w którym z każdym miesiącem pnie się coraz wyżej. W rozgrywanym w Paryżu turnieju BNP Paribas Masters 21-latek z Łodzi pokonał już dwóch zawodników z pierwszej 20 rankingu, a w środę w trzech setach ograł samego Andyego Murraya, trzeciego tenisistę świata. W piątkowym ćwierćfinale jego rywalem będzie Janko Tipsarević, który w rankingu ATP zajmuje 9. miejsce.

Szymon Bujalski: Po ostatnich dokonaniach syna ojcowska duma musi pana rozpierać...

Jerzy Janowicz: Nie ma co ukrywać, cieszymy się bardzo z jego sukcesów. To bardzo przyjemne, gdy widzi się, że to co robimy ma sens, że przynosi efekty. Bo chyba przynosi, prawda?

I to mało powiedziane. Łodzianie bardzo długo nie mieli powodów do takiej dumy ze swojego sportowca

- Myślę, że tak. Łodzianie na pewno cieszą się z jego sukcesów. Nie wiem tylko, czy także i nasi decydenci.

Jurkowi nigdy nie było w Łodzi łatwo. Można powiedzieć, że mimo wielkiego talentu zamiast z górki miał cały czas pod górkę...

- Taka jest niestety prawda. Pod tym względem to tragedia, i mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością. Przed wyborami było bardzo szumnie, pani prezydent proponowała, żebyśmy razem z Jurkiem byli w jej sztabie wyborczym, były obiecywane pomoce ze znalezieniem pieniędzy dla trenera. Potem skończyły się wybory iii... proszę o następny zestaw pytań.

Wierzył pan, że Jurek będzie w stanie pokonać samego Andyego Murraya i że w tym roku takim przebojem wbije się do 60 rankingu?

- Wierzyłem, że będzie wysoko w świecie, bo po to tak ciężko trenuje i do tego dąży. Ale czy wierzyłem w zwycięstwo z Murrayem? Na pewno nie. Przed meczem nawet ugranie seta brałbym w ciemno. Trzeba do tego podchodzić ze skromnością. Wygrana Jurka to bardzo duża niespodzianka, a nam pozostaje się z niej cieszyć.

Jurkowi do obecnego momentu było dotrzeć bardzo ciężko. Z jego i z państwa strony było mnóstwo wyrzeczeń, by umożliwić mu starty w turniejach.

- Początki były bardzo ciężkie, ale ostatnie czasy też nie były łatwe. Ostatnio pomagał nam PBG, teraz doszedł do tego Carbo-Koks z Bytomia, także trochę osób i instytucji nam pomaga. Na czele z panią prezes MKT [Ewa Wróbel-Nadel - przyp. red.], która bardzo o nas dba. Lepszej roboty dla tenisa - i to zarówno dla dzieci, jak i dorosłych - wykonać już nie można, dlatego

właśnie zmieniliśmy barwy klubowe i przeszliśmy z AZS do MKT.

Jak wyglądały początki Jurka w tenisowym świecie?

- Pierwszy większy turniej, na którym był, to gdy jako 16-latek pojechał na US Open. Pojechał tam za własne pieniądze, nie żadnego związku czy sponsora. Sami zorganizowaliśmy te pieniądze, bo sprzedaliśmy sklepy, które mieliśmy. I od razu Jurek zagrał tam w finale, co już było dużym zaskoczeniem dla wszystkich. Mimo tego sukcesu nikt w Polsce nie dostrzegł jednak Jurka. Nawet okręgowy związek, który nigdy nie wysłał do nas choćby jednego zaproszenia, by pokazał się np. na jakimś turnieju dla dzieci. Ale wracając do początków, to chciałbym podkreślić, że Jurek jest jedynym zawodnikiem w historii polskiego tenisa, który grał we wszystkich Wielkich Szlemach - w dwóch z nich był w ćwierćfinałach, a w dwóch w finałach. Jurek był piątym juniorem świata, a to już pokazywało, że ma wielki talent. Niestety, bardziej dostrzegali to na świecie niż w Polsce czy w Łodzi.

Słyszałem, że swego czasu żeby pomóc Jurkowi w dalszym rozwoju kariery musieli państwo nawet sprzedać mieszkanie...

- Dokładnie tak było. Ale co mogę powiedzieć? Nie mieliśmy wyjścia. Byliśmy ogromnie zdeterminowani i mocno się zaangażowaliśmy, żeby pomóc Jurkowi. Zresztą nie tylko my, czyli rodzice, ale i np. wspomniana pani prezes. Bywało tak, że jak nie mieliśmy pieniędzy na bilet to pani prezes z własnej kieszeni nam pomagała. Naprawdę jesteśmy bardzo zadowoleni z ludzi z MKT, którzy są blisko nas. Aż nie mogę dobrać słów, by docenić ich wsparcie.

Jeszcze nie tak dawno temu Jurka nie było stać, by wykupić bilety do Australii, by wziąć udział w eliminacjach Australian Open.

- To nie tylko Australian Open. Przedtem jest turniej w Sydney, w którym też wypada zagrać, by się zaaklimatyzować do warunków. A do tego były też inne turnieje, jak Indiana Wells czy w Doha. Z nich także zrezygnowaliśmy, bo nie mieliśmy za co biletów kupić. Kto wie, być może obecną eksplozję talentu Jurka oglądalibyśmy już rok temu, ale niestety nie było nam dane się o tym przekonać.

Jak w związku z tym podchodzi pan do obecnej sytuacji? Jeszcze rok temu mieliście takie problemy, a o Jurku myśleli nieliczni, a teraz każdy o nim mówi, każdy nim się zachwyca...

- Powiem tak: wiadomo, że taki sukces, jak ten ostatni, bardzo pomaga. Jeżeli nie wygrywasz wielkich spotkań pokazywanych na wielkim telewizorze, to mniej się o tobie mówi. Wcześniej Jurka znali ci, którzy się interesują tenisem i na tenisie się znają. Teraz jest zupełnie inaczej, a z jego gry cieszą się wszyscy, nawet sąsiadki. Nawet moja mama, która ma już 87 lat, oglądała ostatnie mecze Jurka. Myślę jednak, że to normalna kolej rzeczy. Jurek namieszał i bardzo dobrze.

I jak pan myśli, gdzie Jurek może dojść?

- Do numeru jeden! Do numeru jeden! On sam to powiedział i tylko to go interesuje. Mówił o tym jeszcze nieskromnie, ale mówił. I to jeszcze przed występami w Paryżu. Każdy sportowiec jak nie ma ambicji, to niczego wielkiego nie osiągnie. Jerzyk jest niepokorną duszą i wyznacza sobie cele, do których chce dążyć. Chociaż my byśmy się cieszyli, jakby był nawet w Top 10 (śmiech).

Czyli Federer i Nadal mogą zacząć się bać? (śmiech)

- Nie wiem czy aż tak. Po prostu chce być numer jeden (śmiech). Nie wiem, czy Jurek osiągnie swój cel, czy nie, ale taki sobie wytyczył. Pozostaje trzymać kciuki.

Skoro o ambicjach i charakterze Jurka mowa - jedną z jego najważniejszych cech jest niesamowita pewność siebie. W meczu z Murrayem po wygranych piłkach patrzył na rywala takim wzrokiem, jakby chciał mu powiedzieć: "już mi się nie wywiniesz"

- Myślę, że taka cecha jest akurat bardzo dobra. Tylko tacy sportowcy mogą osiągnąć naprawdę wiele. Gorzej, jakby Jurek miał głowę spuszczoną i mówił "ojej, przepraszam panie Andy". Nie. Tak być nie może. Poza tym Jurek już mając 16 lat trenował z Nadalem na Wimbledonie, także on w tenisowym świecie znany jest od dawna. Tylko w Polsce dostrzegają to dopiero teraz.

Myśli pan, że ostatnie miesiące były dla Jurka przełomowe i na dobre zawita do tenisowego wielkiego świata?

- Chciałbym, żeby to co pan mówi miało miejsce. Ale czy tak będzie, to dowiem się za miesiąc, dwa, czy trzy. Na pewno zainteresowanie Jurkiem jest teraz bardzo duże. Mamy nawet propozycję o zmianę obywatelstwa, ale to nie wchodzi w grę. Jesteśmy łodzianami i Polakami i to nasze miasto i nasz kraj chcemy reprezentować. Chciałbym, żeby wszyscy jak najdłużej byli dumni z Jurka, a łodzianie, że wśród nich jest taki ktoś jak on.

Więcej o: