PŚ w Kuopio. Tajner: Stoch wygrał w stylu Małysza. Schlierenzauer w cieniu

- To było zwycięstwo odniesione w stylu, w jakim kiedyś wygrywał Adam Małysz - mówi Apoloniusz Tajner o triumfie Kamila Stocha w Kuopio. Nasz mistrz świata wyprzedził drugiego w zawodach Daikiego Ito o 10,9 pkt. Na cztery konkursy przed końcem sezonu Stoch traci 72 pkt do trzeciego w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Severina Freunda. - Kamil jest w wielkiej formie, stać go na takie skoki, jakich w tej chwili nie potrafi oddawać nikt inny - przekonuje prezes Polskiego Związku Narciarskiego.

Łukasz Jachimiak: Stało się to, co zapowiadał pan wspólnie z Adamem Małyszem po mistrzostwach świata w Val di Fiemme - Kamil Stoch błyszczy w Pucharze Świata.

Apoloniusz Tajner: Zgadza się, w Kuopio wygrał bezapelacyjnie, drugi Daiki Ito stracił do niego 10,9 pkt, a więc był gorszy o jakieś sześć metrów. To było zwycięstwo odniesione w stylu, w jakim kiedyś wygrywał Adam Małysz. Świetnie, że dzięki Kamilowi przypominają nam się tamte wspaniałe czasy. Adam też potrafił przeskakiwać trudne warunki, a takie we wtorek w Kuopio były. Ze zmiennym wiatrem i sypiącym śniegiem nie poradziło sobie wielu naprawdę dobrych zawodników jak Richard Freitag, Simon Ammann czy Anders Jacobsen. Stoch na tej bardzo trudnej skoczni poradził sobie kapitalnie, bo po prostu jest w wielkiej formie.

Małysz po zdobyciu złotych medali na mistrzostwach świata w Pucharze Świata prezentował kapitalną formę i odrabiał straty do najgroźniejszych rywali. Po zawodach w Kuopio Stoch w klasyfikacji generalnej nadal jest piąty, ale do trzeciego Severina Freunda traci już tylko 72, a do czwartego Andersa Jacobsena - 45 punktów. Wierzy pan, że Polak wskoczy do najlepszej trójki sezonu?

- Na pewno możemy się spodziewać dużych emocji, bo te różnice nabrały dobrego dla nas kształtu. Do końca sezonu zostały cztery indywidualne konkursy, a więc wystarczająco dużo, by takie straty odrobić. Wierzę, że Kamilowi uda się dogonić Norwega i Niemca, najważniejsze, że wszystko ma w swoich rękach.

Myśli pan o tym, że jeśli wygra wszystkie cztery konkursy, zajmie trzecie miejsce, nawet jeśli w każdych zawodach zaraz za nim będzie się plasował Freund?

- Kamil na błędy już sobie nie może pozwolić, musi skakać bardzo dobrze, żeby nie liczyć na błędy rywali. Na pewno Stocha stać na zajęcie miejsca w trójce w każdych zawodach, a te pozycje pozwalają zdobywać duże punkty. Oczywiście, najlepiej wygrywać i nie martwić się, że nagle któryś z przeciwników skoczył na sto punktów. Powiem tak: Kamil jest w wielkiej formie, ma potrzebną do walki o taki cel pewność siebie, widać, że tak już będzie do końca, dlatego możemy być dobrej myśli.

Po zwycięstwie w Kuopio wygranie przez Stocha zawodów w Trondheim, Oslo i dwa razy w Planicy byłoby niesamowitym wyczynem, biorąc pod uwagę obowiązujące obecnie przepisy. W świecie przeliczników, obniżanych belek i kombinezonów bardziej wrażliwych na wiatr chyba trudniej o seryjne wygrywanie?

- To rzeczywiście ma spore znaczenie. W Lahti po treningach Kamil był zdecydowanym faworytem, a jednak nie wygrał. Zajął piąte miejsce, choć w konkursie skakał naprawdę dobrze. Dlatego trudno postawić, że Stoch wygra wszystko do końca. Można być za to pewnym, że w sposób wyraźny nie zepsuje żadnego skoku i że stać go na takie skoki, jakich w tej chwili nie potrafi oddawać nikt inny.

W Kuopio idealny był chyba pierwszy skok. Pewnie trafi do bazy trenera Łukasza Kruczka?

- Tego się spodziewam. To rzeczywiście był ideał, Kamil z trenerem pewnie będą do tego skoku wracać. Szkoda tylko, że Stoch nie poleciał jeszcze metr dalej. Wtedy pobiłby rekord skoczni, jeszcze mocniej podkreślając swoje zwycięstwo.

Drugim zwycięzcą z Kuopio jest Gregor Schlierenzauer. Zajmując piąte miejsce, Austriak zapewnił sobie drugą w karierze Kryształową Kulę, ale pewnie do końca zadowolony nie jest, bo ten triumf chciałby podkreślić mocniej?

- Obserwuję Austriaka i widzę, że on się uśmiecha do kamer, ale to nie jest uśmiech do końca prawdziwy. Niby chce pokazać, że to, co najważniejsze, zapewnił sobie bardzo dobrze, ale w ostatniej części sezonu, który niby należy do niego, wcale nie jest największą postacią. Schlierenzauer dobrze wie, że już nie ma co liczyć na naprawdę dobre wyniki. Jest po prostu daleki od swojej najwyższej formy, inni go przyćmili, szczególnie Polacy, którzy w tej końcówce się rozkręcili.

Akurat w Kuopio poza Stochem nieźle spisali się jeszcze tylko Piotr Żyła i Dawid Kubacki.

- Z Piotrka i Dawida jestem zadowolony, choć Kubacki już wyraźnie ma za sobą okres najwyższej formy. Teraz skacze trochę niepewnie, nierówno, znów zbyt wysoko wychodzi z progu. Ale trafia w punkt skoczni, a to jest ważne. Jeśli tylko w danej próbie odbicie skieruje bardziej do przodu i wyjdzie aktywniej, to będzie w stanie polecieć daleko. Jest nieobliczalny. Ważne, że cały czas mamy grupkę zawodników na dobrym poziomie.

Słabszym występem Macieja Kota pan się nie martwi?

- Skocznia w Kuopio jest naprawdę dziwna i trudna, trzeba być takim mistrzem, jakim był Adam [na obiekcie Puijo nasz czterokrotny mistrz świata wygrał dwa konkursy, dwa razy zajmował drugie i trzy razy trzecie miejsce] i jakim staje się Kamil, żeby skakać na niej bardzo dobrze. Ta skocznia ma stary profil, nie każdy potrafi się do tego przyzwyczaić i dopasować. Ale za chwilę zawody odbędą się w Trondheim, tamtejsza skocznia jest już bardziej nowoczesna i mimo różnych warunków pogodowych tam Maćkowi na pewno będzie się skakało dużo lepiej. Generalnie teraz w każdym miejscu możemy liczyć, że ktoś Kamilowi pomoże, bo Kot i Żyła są solidni, Kubacki w tym momencie jest nieobliczalny, Krzysiek Miętus w miarę równy i każdy z nich jest w stanie dobrze punktować. Odstaje tylko Stefan Hula.

Zobacz wideo
Więcej o: