PŚ w Engelbergu. Tajner: Stoch powinien wygrać, zasłużył na wyższe noty

- Szkoda, że w drugiej serii Andreasowi Koflerowi pomogły korzystne warunki. Stoch skakał przy gorszym wietrze, mimo to oddał świetny skok i szkoda, że sędziowie tego nie docenili. Gdyby do jego noty nie weszła jedna ocena 18,5, to wygrałby, bo przecież zabrakło mu tylko 0,1 punktu - mówi Apoloniusz Tajner.

Prezes Polskiego Związku Narciarskiego przyznaje, że nawet on nie spodziewał się tak udanego startu Polaków w Engelbergu, gdzie drugie miejsce zajął Kamil Stoch, dziewiąte - Dawid Kubacki, 17. Maciej Kot, 23. Krzysztof Miętus, a 28. Klemens Murańka.

Łukasz Jachimiak: Przed zawodami w Engelbergu zapowiadał pan, że nasi skoczkowie pokażą, na co ich stać, ale spodziewał się pan, że stać ich na tak wiele? W pięciu konkursach bieżącego sezonu zdobyli wspólnie tylko 48 punktów, w Szwajcarii w jednym starcie wywalczyli ich aż 134.

Apoloniusz Tajner: Wszystkim osobom związanym blisko z kadrą skoczków wydawało się, że tak dobrze może być już od początku sezonu, ale kiedy w tych pierwszych startach zawodnikom nie szło, to trudno było uwierzyć, że tak dobre skakanie zaprezentują już w Engelbergu. W sumie w Szwajcarii oni nie zaprezentowali niczego ponad swój poziom, ale cieszę się, że to nastąpiło, bo wszyscy obawialiśmy się, że może będzie musiało minąć więcej czasu, zanim dwóch naszych skoczków znajdzie się w pierwszej "10", a trzech kolejnych w rundzie finałowej.

Najbardziej cieszy wielki powrót Kamila Stocha. Dwa tygodnie temu nie potrafił zakwalifikować się do konkursu głównego w Kuusamo, teraz był o włos od zwycięstwa.

- Kamil pokazał, że słusznie oczekujemy od niego regularności na poziomie miejsc w pierwszej szóstce każdego konkursu Pucharu Świata.

Stoch drugi, Dawid Kubacki dziewiąty - wracają wspomnienia z ostatniego w karierze konkursu Adama Małysza, kiedy to zajął w Planicy trzecie miejsce, a zwycięzcą został Stoch?

- W ubiegłym sezonie Kamil wskakiwał na podium i wygrywał konkursy Pucharu Świata, ale nasza dwójka chyba rzeczywiście tak mocno nie atakowała od czasu tamtych zawodów [dwóch Polaków na podium konkursu PŚ w skokach stanęło tylko trzy razy w historii, a po raz ostatni właśnie wtedy - 20 marca 2011 roku, natomiast 20 stycznia 2012 roku cieszyliśmy się z podobnego wyniku jak ten z Engelbergu, bo wówczas w Zakopanem wygrał Stoch, a dziewiąty był Aleksander Zniszczoł]. Bardzo się cieszę, że zobaczyliśmy dwóch naszych skoczków w pierwszej "10", choć prawdę mówiąc, wszyscy spodziewaliśmy się, że tak wysoko obok Kamila wkrótce znajdzie się Maciek Kot, bo on powoli idzie w kierunku tej "dziesiątki". Natomiast Dawid Kubacki mnie zaskoczył. Szczerze mówiąc, uważałem, że to zawodnik na drugą "dziesiątkę", ale jeszcze nie na pierwszą. A w Engelbergu skakał pięknie, radził sobie z trudnymi warunkami, pokazał, że w tej chwili jest w stanie skakać naprawdę świetnie.

Wygląda na to, że lepsze oko ma Adam Małysz, który przed tygodniem, komentując na antenie Eurosportu konkurs w Soczi, stwierdził, że Kubacki może wkrótce wskakiwać do czołowej "dziesiątki".

- Trudno, żeby ktoś w Polsce miał do skoków lepsze oko niż Adam. Jemu na pewno można wierzyć. Też słuchałem jego komentarza, bardzo mi się podobał, był rzeczowy, trafny. A poza tym Adam mówił o naszych skoczkach pozytywnie, więc tym bardziej się cieszyłem.

Po sobocie w Engelbergu o naszych zawodnikach już wszyscy będą mówić w samych superlatywach, bo wyraźnie się poprawili. Potrafi pan wskazać w jakich elementach?

- Jeśli chodzi o Kamila, to on już w Ramsau zaczął trafiać w próg. Wcześniej mijał się z nim przez złą pozycję dojazdową, a ta wynikała w jakiejś części z problemów z niewygodnymi kombinezonami. Kombinezony udało się poprawić, Kamil zmieniał pozycję dojazdową na mniejszej skoczni, a więc pracował przy mniejszych prędkościach najazdu, a wtedy zawsze łatwiej wszystko przećwiczyć i odnaleźć odpowiednią technikę. Teraz widać, że Kamil już trafia w próg, że wychodzi z niego w bardzo dobrym kierunku, na wyważoną wysokość, czyli ani za nisko, ani za wysoko. Tor jego lotu jest optymalny, a taki Kubacki cały czas skacze jeszcze za wysoko, przez co w powietrzu brakuje mu trochę aktywności, za szybko wytraca prędkość lotu i ląduje trochę bliżej. Generalnie każdy z naszych zawodników wyraźnie czuje się już dużo pewniej niż na początku sezonu, a najpewniej czuje się Kamil, dlatego już w pełni wrócił do swojego najlepszego skakania.

Stochowi i innym naszym zawodnikom sporo brakuje do najlepszych, jeśli chodzi o prędkość na progu, a wiadomo, że im wyższa prędkość, tym łatwiej zawodnikowi oddać długi skok. Dlaczego Austriacy jeżdżą o 1 km/godz. szybciej od Polaków? Nie mamy tak dobrych smarów czy nie potrafimy przyjąć optymalnej pozycji dojazdowej?

- W pozycji są jeszcze rezerwy, a w smarowaniu już chyba ich nie ma. Nasi serwismeni dysponują najlepszymi smarami i urządzeniami. Najwyższe prędkości mają ci sami zawodnicy od lat - Austriacy i Niemcy. Oni pewnie najlepiej dopracowali sposób dojazdu do progu. Ale generalnie kilometr różnicy to nie jest dużo, nie ma co się tym przejmować.

Odkąd Zbigniew Klimowski przestał być tylko asystentem Łukasza Kruczka i stał się też krawcem naszej ekipy, nie musimy się też przejmować kombinezonami?

- Zgadza się, w Szwajcarii, a więc bezpośrednio u producenta materiałów na kostiumy, nasza grupa zaopatrzyła się w belkę materiału i Klimowski potrafi już szybciej uszyć nowy kombinezon, niż poprawić go po uszyciu przez firmę, która się tym zajmuje. Dobrze, że nasza ekipa sobie z tym poradziła, bo to prawda, że same stroje nie skaczą, ale też prawdą jest, że kiedy się je dobrze przygotuje, to one sporo pomagają.

Po świetnej sobocie niedziela również będzie dla nas udana?

- Poziom czołówki jest wysoki, ale w sobotę warunki były porównywalne dla wszystkich, więc wysokie miejsca naszych zawodników pokazują, że stać ich na dobre skakanie również w kolejnych konkursach. Szkoda tylko, że w drugiej serii Andreasowi Koflerowi trochę pomogły korzystne warunki, co świetnie wykorzystał [awansował na pierwsze miejsce z dziewiątego]. Stoch skakał przy gorszym wietrze, mimo to oddał świetny skok i szkoda, że sędziowie tego nie docenili. Gdyby do jego noty nie weszła jedna ocena 18,5, to wygrałby, bo przecież zabrakło mu tylko 0,1 pkt. A za taki czyściutki, długi, wylądowany z wypadem i czysto odjechany skok Kamilowi na pewno należały się same "19".

Może o zwycięstwo powalczy w niedzielę?

- Widać, że skacze już tak równo i stabilnie, że możemy liczyć na to, o czym mówiłem, a więc na jego miejsce w pierwszej "szóstce", oczywiście włącznie ze zwycięstwem. A jeśli chodzi o naszych pozostałych skoczków, to wszystkich stać na punkty. Piotrka Żyłę, którego w sobotę zabrakło w drugiej serii [został sklasyfikowany na 36. miejscu], też. Niech tylko warunki będą równe, a będzie dobrze. A jak będą się zmieniały, to i tak nie będzie źle, bo będziemy mieli zawodników porozrzucanych po liście startowej i na pewno nie zdarzy się tak, że każdy z nich trafi na niekorzystną pogodę.

Więcej o: