Bundesliga. Lewandowski ożywia Dortmund

Gdybyśmy mogli grać dwunastoma ludźmi, miałby miejsce w podstawowym składzie - mówi dyrektor Borussii o Robercie Lewandowskim, który znów strzelił gola. Asystę dołożył Łukasz Piszczek, a Kuba Błaszczykowski zaszokował przegranym pojedynkiem z pustą bramką
Polak wreszcie zdobył bramkę bardzo ważną. Jego drużyna przegrywała we Freiburgu i gdyby nie wyrównał, być może nie wygrałaby i nie utrzymała siedmiopunktowej przewagi nad wiceliderem.

Dotychczas aktywność i bramki Lewandowskiego przechodziły bez echa, w cień spychali go inni bohaterowie Dortmundu. Teraz jego znakomitą skuteczność zauważyły niemieckie media. - On odmienił Borussię! - rozkrzyczały się serwisy internetowe zajmujące się Dortmundem. Napastnika chwali też magazyn "Kicker", podkreślając, że ten "wprowadził do Borussii świeżość i odwrócił losy meczu".

Lider był blisko porażki. Grał chwilami bezradnie, nie umiał regularnie i różnorodnie atakować bramki gospodarzy. Aż na boisko wszedł Lewandowski. Bramkę zdobył po pięknym uderzeniu głową, później kilka razy ściągał na siebie uwagę obrońców. Decydującego, samobójczego gola gospodarze wbili sobie po wymianie podań Błaszczykowskiego i Piszczka.

Tego ostatniego znów uznano za jednego z najlepszych w zespole. Ocenę Błaszczykowskiego zepsuła sytuacja z końcówki spotkania - Polak był sam przed pustą bramką (podawał mu Lewandowski), mógł do niej z piłką zwyczajnie wbiec, ale strzelił i z kilkunastu metrów... chybił. Z kuriozalnego błędu drwią wszyscy, obwołując go pudłem wszech czasów. Szef Borussii Hans Joachim Watzke mówił, że Frank Mill - były gracz klubu z Dortmundu kojarzony dotychczas z największym kiksem w historii drużyny - "zapewne cieszył się, kiedy to oglądał". - To, co zrobił Błaszczykowski, było sztuką - ironizuje Thorsten Schabelon z "Westdeutschen Allgemeinen Zeitung". - Co bym zrobił, gdyby spotkanie skończyło się wynikiem 2:2, a nie 2:1? Nic. Takie rzeczy, jaka przytrafiła się Kubie, mogą się zdarzyć. Czasami ktoś nie ma szczęścia, piłkarze nie są maszynami - tłumaczył Błaszczykowskiego w dzienniku "Ruhr Nachrichten" bramkarz Borussii Roman Weidenfeller.

Lewandowski zachowuje się, jakby chciał teorii swojego golkipera zaprzeczyć. Gol zdobyty przeciwko Freiburgowi - znów w roli, jak nazywa go "Ruhr Nachrichten", dżokera trenera Kloppa - jeszcze podniósł jego niezwykłą średnią bramek w porównaniu z czasem gry. Polak jest jedynym piłkarzem z czterema trafieniami w Bundeslidze, który jeszcze ani razu nie wszedł na boisko w podstawowym składzie.

Lewandowski gra w tym sezonie średnio 17 minut. Statystycznie bramkę zdobywa co 56! Pod tym względem - choć nie ujmują tego oficjalne statystyki Bundesligi - ma wynik trzy razy lepszy od innych zawodników Borussi. Shinji Kagawa - otrzymujący od Kloppa średnio po 80 minut w meczu - trafia do bramki co 175. Niepodważalny lider ofensywy Lucas Barrios - co 154 minuty. Najlepszy strzelec Bundesligi, Grek Theofanis Gekas z Eintrachtu Frankfurt - co 92 minuty.

Każdy gol jest dla Lewandowskiego bezcenny. Do zdrowia wrócił po zerwaniu więzadła w kolanie Mohamed Zidan - Egipcjanin rok temu był najważniejszą postacią w ofensywie Borussii, uchodził za ulubieńca Kloppa. Choć wydawało się, że Zidan będzie potrzebował tygodni, by walczyć z Polakiem, w środę w spotkaniu Egiptu z Australią zdobył bramkę i był jednym z najlepszych graczy na boisku. Ale jego szanse w rywalizacji z Lewandowskim są na razie symboliczne. Michael Zorc, dyrektor sportowy Borussi, stwierdził niedawno, że jedynym problemem Lewandowskiego jest to, iż na boisku w pierwszym składzie można wystawić jedenastu, a nie dwunastu piłkarzy.

Prezes Borussii o pudle Błaszczykowskiego