Bundesliga. Juskowiak: Borussii nie zależy na zamieszaniu wokół Lewandowskiego

- To informacja puszczona w eter tylko po to, żeby ktoś się zdecydował kupić Roberta już teraz - mówi Andrzej Juskowiak o publikacji serwisu Goal.com na temat rzekomego transferu Roberta Lewandowskiego do Manchesteru United.
Łukasz Jachimiak: Serwis Goal.com twierdzi, że latem Robert Lewandowski przeniesie się do Manchesteru United, a Borussia Dortmund dostanie za swojego najlepszego strzelca 12-14 mln funtów. Jak pan odczytuje kolejne doniesienia tego typu?

Andrzej Juskowiak: Moim zdaniem to jest informacja puszczona w eter tylko po to, żeby ktoś się zdecydował kupić Roberta już teraz, w zimowym oknie transferowym. Takie duże kluby jak Manchester United nie ogłaszają na pół roku przed wzięciem danego zawodnika, że się na niego decydują. Na pewno Anglikom nie zależy na spekulacjach wokół transferu, dla mnie to byłaby kuriozalna sytuacja, że Manchester kupuje drogiego zawodnika i czeka na niego pół roku. Tę informację odczytuję jednoznacznie - ma sprawić, że ktoś wreszcie wyłoży konkretne pieniądze i za chwilę pozyska Lewandowskiego.

Myśli pan, że zależy na tym Borussii?

- Michael Zorc, dyrektor sportowy Borussii, cały czas powtarza, że do klubu nie wpłynęła żadna konkretna oferta za Roberta, dementuje kolejne doniesienia mediów. Borussii na tym zamieszaniu nie zależy. Dla niej to nie jest dobre, że ciągle mówi się o transferze Lewandowskiego. Nie wyobrażam sobie, żeby klub, na którego mecze co drugi tydzień przychodzi po 80 tys. ludzi, chciał prowokować wśród tych kibiców ciągłe rozmowy o ich najlepszym strzelcu. Władze Dortmundu na pewno czują się niekomfortowo z tym, że fani cały czas obawiają się utraty Roberta. Być może Borussia dojdzie do jakiegoś porozumienia z piłkarzem i Lewandowski zostanie tam na kilka najbliższych lat, ale wydaje mi się, że to już za daleko zaszło. Robert zazwyczaj nie dementuje tych pogłosek, jego menedżerowie też tego nie robią, to chyba znaczy, że Lewandowski chce zmienić otoczenie. Klub jest w dziwnej sytuacji, na pewno musi już sondować możliwość sprowadzenia napastnika, który wypełniłby lukę po Robercie. Muszą to zrobić, żeby się zabezpieczyć. Widać, że ta niepewność nie służy im wszystkim. Niedawno przecież nawet bramkarz zespołu Roman Weidenfeller ostrzegł Roberta, żeby na siłę nie zmieniał klubu, przypomniał, jakie problemy po odejściu z BVB miał Lucas Barrios. OK, można powiedzieć, że Robert jest innym typem napastnika i sobie poradzi, ale rozumiem zniecierpliwienie osób związanych z Borussią i to, że chciałyby mieć wreszcie spokój.

Skoro na zamieszaniu wokół Lewandowskiego nie zależy ani Borussii, ani drużynie, która chciałaby go kupić, to znaczy, że tego szumu chce sam zawodnik i robią go jego agenci?

- Tak mi się wydaje. Tych spekulacji jest bardzo dużo, najwięcej wychodzi ich z Polski, bo my jesteśmy bardzo zainteresowani Robertem, który w tej chwili jest naszą piłkarską wizytówką w Europie. Dlatego chętnie zastanawiamy się, czy Robert ma szansę pójść do Realu czy do Manchesteru United, który klub byłby dla niego lepszy itd. Od nas wychodzi tych informacji najwięcej, zagraniczne portale opierają się na tych naszych spekulacjach, choć tym razem Goal.com niczego nie przepisywał. Ale nie wierzę, że opublikował informacje sprawdzone. Wierzę Zorcowi - jeżeli on twierdzi, że nie wpłynęła żadna konkretna oferta, to tak jest, bo gdyby wpłynęła, to Dortmund chciałby zarobić. Przecież kupił Roberta za 4,5 mln euro, a teraz mógłby go sprzedać za 24 mln. Kto by nie chciał takich pieniędzy? Zresztą w przypadku Shinjiego Kagawy widzieliśmy, jak działa Borussia. Kiedy dostała dobrą ofertę, to sprzedała go błyskawicznie i na transferze do Manchesteru United świetnie zarobiła.

Fani talentu Lewandowskiego mogą powiedzieć, że Kagawę łatwiej było zastąpić, dlatego Borussia go puściła.

- Umówmy się, że za 20, a nawet za 15 mln euro Dortmund jest w stanie kupić napastnika, który z tak silną drugą linią Borussii może współpracować równie dobrze jak Lewandowski. Od jakiegoś czasu w kontekście BVB przewija się nazwisko Dżeko, mówi się też o Kevinie Gameiro z PSG. Moim Dżeko zdaniem idealnie pasowałby do roli egzekutora w drużynie z Dortmundu. Może ostatnio w lidze angielskiej nie robi takiego wrażenia jak wtedy, kiedy grał w Bundeslidze, widać, że stracił na dynamice, ale pod okiem Juergena Kloppa szybko doszedłby do takiej dyspozycji, jaką prezentował w Wolfsburgu.

Jak nie Dżeko albo Gameiro, to podobno Siem de Jong z Ajaksu?

- To też bardzo ciekawy zawodnik. Przyglądałem mu się szczególnie w meczu Ajaksu z Borussią w Lidze Mistrzów, który zespół z Amsterdamu przegrał 1:4. De Jong to trochę inny napastnik niż Robert, jeszcze bardziej wchodzący w drugą linię i mógłby się Borussii przydać, bo widać, że Klopp lubi też system gry 4-3-3. A w takim wariancie De Jong mógłby grać z boku. Borussia na pewno ma przygotowane różne warianty i któryś z nich wcieli w życie w razie sprzedaży Roberta. Chętnych do zajęcia jego miejsca nie zabraknie, bo chyba nie ma drugiego takiego klubu w Europie, który obecnie mógłby się pochwalić i znakomitą widownią, i świetną grą w pucharach, i jeszcze na dodatek świetną drugą linią, która tworzy napastnikowi po trzy-cztery okazje strzeleckie w meczu.

Gdyby Lewandowski trafił do Manchesteru United, to o takie okazje byłoby mu ciężko. Wierzy pan, że przebiłby się do pierwszego składu, mimo że Alex Ferguson dysponuje już tak dobrymi napastnikami jak Robin van Persie, Wayne Rooney, Javier Hernandez i Danny Welbeck?

- To byłby dla niego pierwszy klub, w którym spotkałby się z tak dużą konkurencją. W Lechu Poznań raczej jej nie miał, w Borussii na początku musiał walczyć o miejsce z Barriosem i to jest jego plus, bo na walkę powinien już być przygotowany. Ale w Manchesterze jest jeszcze większa konkurencja, jest inna specyfika gry, w lidze angielskiej mecze toczą się w innym tempie. Ale nie skreślałbym Roberta. Wygląda na bardzo dobrze przygotowanego motorycznie, jest silny, zdecydowany. Moim zdaniem dałby sobie radę.