Za co go krytykujecie? Lewandowski znów powiedział głośno to, o czym inni tylko szeptali

Nie rozumiem krytyki, która spadła na Roberta Lewandowskiego po wywiadzie dla Sport.pl i "Gazety Wyborczej". Kiedy najlepszy polski piłkarz miał szczerze opowiedzieć, dlaczego przegraliśmy mistrzostwa Europy? - pisze dziennikarz Gazety Wyborczej i Sport.pl.
Po publikacji wywiadu, cześć czytelników skrytykowała piłkarza za jego słowa. "Panie Lewandowski, chyba troszkę się Pan zagalopował" napisał jeden z czytelników Sport.pl ». Zawodnikowi dostało się nie tyle za ujawnienie, co działo się w szatni, ale też za to, że zrobił to za późno. Ale kiedy najlepszy polski piłkarz miał szczerze opowiedzieć, dlaczego przegraliśmy mistrzostwa Europy?

Kto był blisko reprezentacji Polski przez ostatnie trzy lata, ten dostrzegł wiele kwestii, o których mówił 23-letni napastnik Borussii Dortmund.

Kto znał trenera Franciszka Smudę ten zdawał sobie sprawę, że jego pierwszy trening z drużyną wygląda tak samo jak ostatni. Czyli rozgrzewka, gra w dziadka i mecz 11 na 11. Czasem stałe fragmenty. I ciągłe, jak mawiał Smuda, "piłowanie" presingu czyli natychmiastowa próba odbioru piłki po stracie.

Wszyscy jednak szykowali się do najważniejszej imprezy życia. Turnieju, który organizowaliśmy. Miało być wyjątkowo pięknie i życzliwie. I było. Smuda nie miał łatwego życia z prasą, ale na zakończenie zgrupowania w Lienz dziękował dziennikarzom za wsparcie. Choć oczywiście wypomniał, że wcześniej wszyscy go krytykowali.

Powodów do krytyki dostarczał hurtowo. Od niekonsekwencji w tym, co mówił i robił, przez wyniki (0:6 z Hiszpanią, 0:3 z Kamerunem, ani jednej wygranej z finalistą Euro) i styl niektórych meczów.

Robert Lewandowski zachęca do udziału w akcji "Lider - Animator" >

Piłkarze wychylali się rzadko. Smuda bezwzględnie tępił tych, którzy podważali jego autorytet. Dlatego wyrzucił z kadry Michała Żewłakowa i Artura Boruca. Lot z Kanady do Francji i wino, które pili, selekcjoner potraktował jako pretekst. Przecież widział, że pozostała część ekipy nie spędziła lotu wyłącznie przy soku pomarańczowym.

Właściwie jedynym, któremu upiekła się krytyka selekcjonera, był Lewandowski. Po porażce 0:2 z Litwą w Kownie w marcu 2011 w rozmowie z moim redakcyjnym kolegą Przemkiem Iwańczykiem piłkarz Borussii mówił: "Nie mamy piłkarzy do taktyki 1-4-3-2-1. Zdarzało się, że wychodziłem na szpicy, a za mną Obraniak i Błaszczykowski. Jednak atut Kuby to gra przy linii bocznej. Z kolei Obraniak byłyby najbardziej pożyteczny, jako typowy rozgrywający za napastnikiem (...) Na zgrupowaniach ciągle brakuje czasu, a tak zwana choinka jest ciężka do złapania (...) Mówię głośno to, o czym inni dyskutują po cichu. Jestem jednak przekonany, że trener też uważnie śledzi te głosy. I tak będzie to decyzja selekcjonera, jaką ostatecznie taktykę obierzemy".

Za tę wypowiedź pretensje do Lewandowskiego mieli niektórzy koledzy z reprezentacji - uznali, że takie sprawy powinno załatwiać się we własnym gronie. Sprawę załagodzono.

Trzy miesiące później była ostatnia szansa, by PZPN zmienił Smudę. W czerwcu 2011 r. w Warszawie Polska grała z trzecią kadrą Argentyny i potem z Francją. Brak jednego choćby zwycięstwa mogłoby spowodować zamianę Smudy na Jerzego Engela. Dyrektor sportowy związku miał największe szanse, a Orest Lenczyk trochę mniejsze. O innych kandydatach, przy obecnym prezesie i zarządzie PZPN, nie było mowy.

Polska wygrała z Argentyną 2:1 i Smuda przetrwał. Było wiadomo, że ze wszystkimi swoimi przywarami dotrwa do Euro.

Poprzednie wielkie turnieje poprzedzały afery, konflikty z dziennikarzami, kontrowersyjne powołania w ostatniej chwili, kłótnie o pieniądze i kontrakty reklamowe.

Tym razem tego wszystkiego udało się uniknąć. Poza listopadową porażką z Włochami we Wrocławiu drużyna Smudy nie przegrała meczu.

Po lutowym 0:0 z Portugalią wszyscy czekaliśmy na Euro.

Pełni nadziei związanych z klasą i umiejętnościami piłkarzy, którzy błyszczeli w swoich klubach i wreszcie nie byli w nich rezerwowymi.

Ale też pełni obaw, czy któryś z filarów nie skończy z kontuzją. Nie skończył.

No i pełni obaw, czy Franciszek Smuda będzie umiał wydobyć z zawodników ponad sto procent możliwości. Czy, jak powiedział Lewandowski, trener spowoduje, że potencjał zespołu eksploduje.

W trakcie zgrupowania w Lienz Robert ostrzegał, że jeśli dalej będą tak ciężko i statycznie ćwiczyć na siłowni, to podczas Euro będzie biegał do tyłu. Kamil Grosicki żartował z dziennikarzami, że obawia się, czy po tak intensywnych zajęciach świeżość i szybkość nie przyjdzie na początku lipca. Czyli akurat wtedy, kiedy będzie na urlopie. Asystenci Smudy - Tomasz Frankowski i Jacek Zieliński - mówili, że często dyskutują z selekcjonerem o tym, że więcej powinno być zajęć z piłkami. Często trafiali w pustkę. Łukasz Piszczek dziwił się ciężkim zajęciom, bo w Dortmundzie nigdy nie ćwiczył w siłowni "na nogi".

Na brak podań od pomocników Lewandowski narzekał jeszcze przed samym Euro.

Później przyszły mistrzostwa.

Czy nie pamiętacie fali krytyki za brak zmian w meczu z Grecją? Dziwili się nie tylko Polacy, ale również eksperci z zagranicy.

Remis z Rosją - najlepszy mecz kadry pod wodzą Smudy - wywołał euforię. Słusznie, bo dał nadzieję na awans. Po raz pierwszy na turnieju w XXI wieku reprezentacja Polski zależała w ostatnim meczu wyłącznie od siebie.

Lewandowski opowiedział w wywiadzie, dlaczego drużyna przegrała z Czechami. Narzekał na powrót do choinki (4-3-2-1). Wylał z siebie całą gorycz. "Szansa na ćwierćfinał była jak nigdy, przegraliśmy ją jak zwykle".

Kiedy indziej piłkarz miał możliwość powiedzenia tego wszystkiego, co ukazało się w "Gazecie Wyborczej" i Sport.pl w sobotę? Skąd krytyka, że dopiero teraz?

Miał to zrobić w trakcie turnieju? Wywołałby gigantyczną aferę.

W lutym 2012 roku po meczu z Portugalią miał zaapelować do Grzegorza Laty o zmianę selekcjonera? Sytuacja byłaby groteskowa, a atmosfera podła.

Jeszcze wcześniej? Przecież piłkarze wielokrotnie dawali sygnał, że nie dzieje się dobrze. Pisaliśmy, że to zawodnicy wymogli na selekcjonerze powołanie Marcina Wasilewskiego, zmianę taktyki, itd.

Dyskutowali, ale ile można? - Postanowiliśmy zaczekać na Euro, nie chcieliśmy wiecznie narzekać, psuć atmosfery wokół zespołu, zatruwać entuzjazmu kibiców. Chcieliśmy wyjść na boisko i zagrać najlepiej, jak umiemy - mówił Lewandowski.

Piłkarze przegrali, a teraz Lewandowski opowiedział, dlaczego.

Potwierdził tezę, że Franciszek Smuda nie nadawał się na selekcjonera reprezentacji Polski. Piłkarz głośno powiedział to, o czym wielu szeptało po kątach. Potwierdził wszystkie obawy związane z trenerem i podał przyczyny czerwcowej porażki.

Sygnały, że na Euro może być źle docierały przez całą kadencję trenera. W czerwcu mleko się wylało, miesiąc później piłkarz powiedział, dlaczego.

Lewandowski przed i w trakcie Euro: