Sport.pl

Biegi narciarskie. Justyna Kowalczyk: To jest po prostu jedno wielkie oszustwo...

Justyna Kowalczyk w poruszającym wywiadzie dla TVP Sport, przyznała, że płakała po porażce z Marit Bjoergen. Stwierdziła też łamiącym się głosem, że jej walka z astmatykami w sporcie jest skazana na porażkę. - Wiem doskonale, że to jest walka z wiatrakami. Wchodzą w to za duże pieniądze - mówiła Kowalczyk. - Ale to jest dla mnie po prostu jedno wielkie oszustwo...
Chwilami łamiącym głosem Justyna Kowalczyk udzieliła wywiadu TVP Sport. Biegaczka zdaje sobie sprawę, że jej sprzeciw nie zmieni wiele w sprawie astmatyków, którzy zdobywają medale na największych sportowych imprezach. - Wiem doskonale, że to jest walka z wiatrakami. Wchodzą w to za duże pieniądze - twierdzi najlepsza polska biegaczka narciarska.


Kowalczyk gotowa jest jednak narazić swój wizerunek i nie milczeć w sprawie, która tak bardzo ją boli. Autorytet w kwestii antydopingu prof. Werner Franke stwierdził niedawno, że "użycie leków przeciwastmatycznych w sporcie to jawny doping i wszyscy o tym świetnie wiedzą". Owe leki zwiększają pojemność życiową płuc oraz chronią organizm przed zimnem. - Niektórzy nawet piszą mi SMS-y: "Justyna nie mów tak, bo twój wizerunek...". Myślę, że moje życie i mój honor są ważniejsze niż mój wizerunek - przyznała otwarcie polska biegaczka.

Liderka Pucharu Świata zaznaczyła, że różnica w zmęczeniu po przebyciu tej samej trasy jest między nią, osobą zdrową, i astmatyczkami znaczna. - Biegnę ostatni kilometr i czuję, że sapię jak lokomotywa, że nie mogę już. Kiedy słyszę od różnych osób, że ta "bardzo chora" czy te "bardzo chore" osoby idą tak, że ich nawet nie słychać, to jest dla mnie po prostu jedno wielkie oszustwo. To jest rzecz, przez którą wczoraj płakałam i od której teraz właśnie łamie mi się głos - ze łzami w oczach przyznała Kowalczyk.

Polka nie kryła jednak radości z tego, że nie jest w swoich doznaniach odosobniona. O problemie zaczęła też głośno mówić jedna z jej największych rywalek na trasie, Słowenka Petra Majdić. - Bardzo się cieszę, że Petra Majdić podjęła ten temat, że była na tyle odważna, żeby podjąć go akurat tutaj. Jeżeli możemy jedną ułomność uważać jako rzecz, którą należy wspomagać, to dlaczego innych ułomności nie wspomagamy? Ja na przykład mam bardzo niski poziom hemoglobiny. Dlaczego nikt nie pozwala mi na to, żebym mogła stosować EPO, wybijając hemoglobinę do granic dozwolonych? - retorycznie pytała wyraźnie zasmucona Kowalczyk.

Polka nie neguje, że tak jak w życiu codziennym, w sporcie też spotkać można osoby chore. Zastanawia ją jednak zatrważający procent takich zawodników zarówno w jej dyscyplinie, jak i w kolarstwie, czy pływaniu. Cała sztafeta Norweżek wystawiona na MŚ jest "astmatyczna". Zawodniczki "zachorowały" po MŚ w Libercu w 2009 roku, z których norweska reprezentacja przywiozła zaledwie dwa medale. - Są w sporcie osoby, które rzeczywiście są chore i ja w to wierzę. W każdej populacji, powiedzmy 2-3 proc. osób jest chorych. Nie wierzę sportowcom, którzy przed wielkimi imprezami zaczynają chorować i którzy nagle z tych imprez przywożą medale, o których wcześniej nie mogli nawet marzyć - argumentuje Polka.

- Jeżeli te leki nic nie dają, to dlaczego są na liście dopingowej? - retorycznie zakończyła Justyna Kowalczyk.

Cały wywiad Justyny Kowalczyk dla TVP Sport znajdziesz tutaj»




Więcej o: