Sport.pl

Justyna Kowalczyk smsem: Mam TRZY KULKI!

Justyna Kowalczyk po kwalifikacjach sprintu w Oslo wysłała nam takiego sms-a. Polka je wygrała, a Finka Aino-Kaisa Saarinen nie przebrnęła przez nie i stało się jasne, że nie wyprzedzi Justyny w klasyfikacji PŚ w sprintach.W finale Kowalczyk była czwarta. - Wielki wyczyn - komentuje jej trener.
Prestiżowe Tour de Ski, trzy olimpijskie medale (złoty, srebrny i brązowy), triumf w klasyfikacji generalnej PŚ, do tego małe Kryształowe Kule za dystanse i sprinty - to zdobycze Justyny Kowalczyk w tym sezonie.

- Cieszę się niezmiernie. Skakać nie za bardzo mogę, bo jestem w samochodzie, ale jak tylko wrócę do hotelu, wykąpię się, wypiję drinka i odpocznę. Zmęczony trochę jestem, ale i radosny - mówił Sport.pl trener Aleksander Wierietielny. - Powtarzam Justysi, że teraz świat biegów długo, długo będzie czekał, żeby ktoś wygrał tyle, co ona w jednym sezonie. Nie wiem, czy ktoś tego kiedyś dokona w niespełna pięć miesięcy. Wielki wyczyn, wielka sprawa.

Kowalczyk nie wystartowała w sobotnim biegu na 30 km techniką dowolną. Była chora i koncentrowała się na niedzielnych sprintach. Saarinen traciła do niej 98 pkt i miała szanse wyprzedzić Polkę. Do końca zostawały dwa starty, ale nie musiał nawet kończyć się pierwszy, aby sprawa stała się jasna. Finka znalazła się poza trzydziestką i nie zdobyła ani jednego punktu. Kowalczyk mogła się cieszyć, ale walczyła do końca i zajęła czwarte miejsce. - Szybko mieliśmy spokój, fajnie, że weszła do finału, ale tam "łyżwiarki" były mocniejsze. Potrafią odjechać szczególnie na ostatnich metrach, ona tej techniki jeszcze nie ma, ale będziemy pracować, żeby to poprawić, bo za rok na tych trasach są mistrzostwa świata. Na nich trzeba być dobrze przygotowanym fizycznie i taktycznie - mówił Wierietielny.

- Usłyszałam dziś we wszystkich językach naszego narciarskiego świata, że tworzę historię. Dominował angielski i rosyjski, ale szczerze mi gratulowano. Z Norweżkami, oprócz Kristin Steiry, nigdy się nie kolegowałam i tak chyba pozostanie. Mam innych przyjaciół - uśmiechała się Kowalczyk.

- Cały czas się śmieje, banan nie schodzi jej z ust - dodawał trener Wierietielny.

- Trener się cieszy, ten sezon to także jego zasługa. Świetnie mnie przygotował - mówiła zawodniczka, która była w szampańskim humorze. - Wszystko w tym sezonie wychodziło nam, jak sobie wymarzyliśmy, a igrzyska to nawet lepiej, niż myśleliśmy. Stanęłam na wysokości zadania. Droga do medali w Whistler wiodła przez Puchar Świata. To nie było łatwe jeździć od kraju do kraju, z miasta do miasta, z hotelu do hotelu. Trenować w różnych warunkach, ale jakoś to pogodziliśmy. Sama tych sukcesów już chyba nigdy w życiu nie powtórzę, podjęliśmy ogromne ryzyko. No, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Zaczynając sezon, Kowalczyk nie myślała o powtórzeniu ubiegłorocznego sukcesu, kiedy wywalczyła dwie Kryształowe Kule (za PŚ i dystanse). - W listopadzie nie stawiałam sobie żadnych celów poza jak najlepszym przygotowaniem do igrzysk. Wiedziałam tylko, że startujemy w PŚ, bo to dla mnie dobry trening - opowiada Kowalczyk. - Szło nam dobrze, okazało się, że bez wielkich problemów mogę wygrać Tour de Ski, więc brałam, co mogłam. Wraz z sukcesami presja rosła. Inaczej by mi się biegało, gdybym była dziesiąta. Ale ja lubię startować z nożem na gardle. Poukładało się nam to wszystko rewelacyjnie. Szczęście w nieszczęściu pod koniec sezonu na trasy wróciła Marit Bjorgen i ja już nie będę czuła się tak wspaniała. W tej chwili jest lepsza ode mnie, ale to tylko kolejna motywacja, aby trenować i przygotowywać się więcej niż teraz. Bo jest rywalka, która wymaga wielkiego nakładu pracy. Na razie jednak jest czas na radość, każdy komplement jest fajny i mam nadzieję, że na nie sobie zasłużyłam. Teraz najważniejsze będzie odpocząć psychicznie od wszystkiego i nabrać dystansu.

W niedzielę wieczorem polska ekipa urządziła sobie "dzień serwismena". To znaczy, że kolację i dodatki fundowali oni. - Nasi serwismeni mają dziś swoje święto. Jak kobiety 8 marca - śmieje się Justyna. - Estończycy Peep Koidu i Are Mets przyszli do naszego teamu w jednym celu - żeby dziewczyna, której będą smarować narty, zdobyła Puchar Świata. Bo tego im w ich kolekcji serwismenowskiej sukcesów brakowało. Medale MŚ i igrzysk już mieli. Dziś są szczęśliwi, bo zdobyliśmy nie jedną, ale trzy Kryształowe Kule. No i dlatego mamy dzień serwismena.

W poniedziałek po południu Kowalczyk jedzie do Szwecji, gdzie w środę czeka ją sprint w Sztokholmie, a w piątek, sobotę i niedzielę finał PŚ w Falun. - Jedziemy na wycieczkę, ale Justyna będzie startować i walczyć - deklaruje Wierietielny.

Justyna Kowalczyk czwarta w sprincie w Oslo »