Sport.pl

Taktyka Kowalczyk na 30 km: rozerwać stawkę, ale oszczędzać się na finisz

Taktyka Justyny Kowalczyk na sobotni bieg na 30 km przypomina tę, jaką opracowują kolarze na górskie etapy Tour de France. Polka będzie chciała rozerwać ?peleton? na najtrudniejszych podjazdach, by do mety dojechała jak najmniejsza grupa na czele.
Do pokonania jest sześć pięciokilometrowych pętli: trzy razy "czerwoną" i trzy razy "niebieską". Zaczynają od "czerwonej", dużo trudniejszej, z trzema podbiegami. - Będzie szansa zmęczenia rywalek - mówi trener Aleksander Wierietielny.

Po "czerwonej" trasie Kowalczyk biegła właśnie w sztafecie, gdy na swojej zmianie znokautowała rywalki awansując z dziesiątego na pierwsze miejsce. - Chciałam się jej trzymać, ale nie było szans. Jak patrzę na wyniki, to wiem, czemu było to niemożliwe - uśmiechała się pod nosem Finka Virpi Kuitunen, która również znakomicie biega klasykiem. Kowalczyk przebiegła pięć kilometrów w 14 minut, czyli miała średnią prędkość ponad 20 km/godz.

W sobotę pójście na całość już od startu byłoby jednak skazaniem się na porażkę. Polka już przekonała się tutaj, co to znaczy prowadzić bieg. W starcie łączonym przez 7,5 km klasykiem długo była na czele, dyktując tempo. Rozerwała peleton, odjechała "łyżwiarkom", ale zdobyła brąz. Na finiszu wyprzedziły ją dwie rywalki.

W sobotę nie chce prowadzić biegu, ale też nie dopuści, by na metę dojechały większą grupą. Będzie się utrzymywała w czołówce. Zdaniem trenera Wierietielnego prawdziwy wyścig na 30 km zaczyna się pięć kilometrów przed metą. Tyle że wtedy wbiegną na pętlę "niebieską". Płaską, pełną zjazdów i zakrętów. Tam wszystko się rozstrzygnie.

- Jestem w życiowej formie. Już bym chciała ruszyć - mówi Justyna Kowalczyk przed sobotnim biegiem >


- Muszę pogadać z Justyną, o co jej chodzi - mówi Marti Bjorgen >