Vancouver 2010. Marit Bjorgen: Muszę pogadać z Justyną

- Czuję się urażona tymi atakami. Po biegu na 30 km zapytam Justynę, o co jej chodzi - mówi ?Gazecie" Marit Bjorgen. Norwescy dziennikarze maglowali w czwartek po sztafecie Kowalczyk, a prezes PKOl Piotr Nurowski starał się tonować emocje. - Niech to będzie dzień przyjaźni polsko-norweskiej - mówił. Emocje na pewno będą jednak w zenicie.
- Czy możesz powiedzieć, co ci chodziło, kiedy atakowałaś Marit w polskiej prasie? - pytali norwescy dziennikarze. - Powiedziałam, co miałam do powiedzenia dwa dni temu, dziś nie komentuję już sprawy - odparła Polka po angielsku.

- Ale w końcu skomentowała sprawę, mówiąc, że cała utarczka zaczęła się od słów Marit, że "Justyna nie zasłużyła na brązowy medal na 15 km" - opowiadał nam potem Sigve Kvamme z "Dagbladet". - Sęk w tym, że Marit nigdy nie powiedziała, że Justyna nie zasłużyła na medal. O astmie Kowalczyk powiedziała nam, że zdania nie zmieniła. Uważa, że leki pomagają wygrywać Marit i dziwi ją, że jest jedną z niewielu niechorujących na astmę biegaczek - relacjonował Kvamme, a "Dagbladet" jeszcze w nocy opublikował rozmowę z Kowalczyk w internecie.

Norwegowie wypytywali też o komentarz Piotra Nurowskiego, szefa PKOl, który z uśmiechem starał się łagodzić emocje. Powiedział im, że rozmawiał przed chwilą z Jarle Aambo, szefem norweskiego komitetu olimpijskiego, oraz z królem Haraldem V. - Powiedziałem, że sobotni bieg musi być dniem przyjaźni polsko-norweskiej. Obaj bardzo się uśmiali - relacjonował Nurowski, którego także cytuje piątkowa norweska prasa.

- Chyba wszyscy powinniśmy brać przykład z Adama Małysza, który jest sportowcem dżentelmenem. Czy zająknął się na temat wiązań Ammanna? To wielka klasa - powiedział po chwili już tylko Polakom.

- W Norwegii ludzie byli raczej zniesmaczeni atakami na Marit - mówi Kvamme. Media wałkowały sprawę astmy Bjorgen już pod koniec zeszłego roku i nic się od tego czasu nie zmieniło. Zawodniczka ma zdiagnozowaną astmę od wielu lat, ale ostatnio wydolność jej płuc bardzo się pogorszyła. Gdyby nie brała leków, w ogóle nie mogłaby uprawiać sportu - tak mówią lekarze, trenerzy, menedżerowie i eksperci. Zgodę dostała w pełni legalnie od Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) i Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). - Przez astmę wydolność moich płuc spadła o 20 proc. Ten lek jedynie zmniejsza skutki astmy, nie ma żadnego wpływu na wyniki. Gdybym udawała, że mam astmę, lek tylko by mi szkodził - mówiła Bjorgen w "Dagbladet" i "Verdens Gang". - Jeżeli lek jej w ogóle nie pomaga, to jak to możliwe, że jest na czele listy środków zakazanych przez WADA? - odpowiadała na to Kowalczyk. Kilka dni temu, bo w piątek już głównie milczała w tej sprawie.

Norwegowie maglowali w piątek Kowalczyk, a polscy dziennikarze przyszli na konferencję Bjorgen, która w sztafecie zdobyła już trzecie złoto w Whistler. - Nie wiem, o co jej chodzi, przecież nie powiedziałam na jej temat ani słowa podczas igrzysk. Dotąd była fajną dziewczyną. Czuję się urażona tymi atakami, ale słyszałam o nich tylko od mediów norweskich, nigdy od samej Kowalczyk - powiedziała "Gazecie" Bjorgen.

- Czy w ogóle rozmawia pani czasem z Justyną?

- Zamienimy parę zdań, gdy jesteśmy na zawodach, ale nie przyjaźnimy się za bardzo. Jestem w lepszym kontakcie ze Szwedkami i innymi dziewczynami. Chyba po biegu powinnyśmy wszystko sobie wytłumaczyć - zakończyła Marit.

Trzeba pójść w trupa - mówi Aleksander Wierietielny »