Sztab Justyny Kowalczyk o protestach Norwegów: Czekamy, co się stanie. Decyzja w niedzielę

- Niech Norwegowie protestują, mają do tego prawo. Czekamy na to, co się stanie - powiedział serwisowi Sport.pl Rafał Węgrzyn, serwismen Justyny Kowalczyk. Norwegowie rozważają wniosek o dyskwalifikację polskiej biegaczki, by odebrać jej brązowy medal olimpijski. Jak się dowiedział Sport.pl, decyzja ma zapaść w niedzielę wieczorem polskiego czasu.
- Niech Norwegowie protestują, mają do tego prawo. A my nadal będziemy trzymać swoją stronę - powiedział Sport.pl Rafał Węgrzyn, serwismen Justyny Kowalczyk i bliski współpracownik trenera Aleksandra Wierietielnego.

Samej Justyny Kowalczyk, ani trenera nie było w sobotę w wiosce olimpijskiej - w dniu wolnym od zawodów i treningów pojechali do Vancouver (140 km z Whistler, gdzie odbywają się biegi).

- Nie wiem, co to może Skandynawom dać, nie wiem, co mogą wskórać tymi protestami. Nie mamy na to żadnego wpływu, czekamy na to, co się stanie - mówi Sport.pl Węgrzyn.

Protest po finiszu

W piątkowym biegu łączonym na 15 km Justyna Kowalczyk minimalnie wyprzedziła w końcówce Norweżkę Kristin Stoermer Steirę i zdobyła brązowy medal. W pierwszej części dystansu (stylem klasycznym) Polka biegła przez chwilę stylem dowolnym. Ekipa Norwegii od razu po biegu złożyła protest, ale sędziowie, po głosowaniu, go odrzucili. Gdyby Polkę zdyskwalifikowano, brąz otrzymałaby Norweżka Kristin Steira.

- Mamy 72 godziny. Istnieje organ FIS, który jest ponad jury. Nie wiem, co będzie dalej. Na pewno porozmawiam z Kristin, ale cała sytuacja to jasny przykład świadomego naruszenia zasad i użycia stylu dowolnego zbyt wcześnie, a to jednoznacznie powinno oznaczać dyskwalifikację - powiedział w norweskich mediach Egil Kristiansen, trener reprezentacji Norwegii.

Na zdjęciach i filmach zamieszczonych przez NRK (norweski konglomerat mediów publicznych) widać, że nasza zawodniczka zmieniła styl przed czerwoną linią, po przekroczeniu której mogła dopiero to zrobić.

Według Norwegów jest to inny moment, niż ten, który analizowali sędziowie tuż po biegu.

Norwegowie ochłonęli?

W sobotę norwescy dziennikarze opowiadali korespondentom Sport.pl, że złożenie protestu przeciw Kowalczyk jest mniej prawdopodobne, niż się wydawało po biegu.

- Trenerzy zastanawiają się nad protestem i ostateczną decyzję mają podjąć w niedzielę do południa (wieczór polskiego czasu) - powiedział Sport.pl jeden z norweskich dziennikarzy w Whistler. - Naszym zdaniem nie złożą protestu, bo zdarzenie miało miejsce na bardzo długi czas przed metą.

Justyna opowiada jak "łyżwowała"

Sama nasza biegaczka przyznała się do błędu. - Najśmieszniejsze jest to, że ja jestem lewa w tym "łyżwowaniu". Wszystkie dziewczyny umieją trochę oszukać, a ja nie umiem - przyznaje szczerze Kowalczyk. - Nie wiem, co by zrobiło jury, gdybym nie była najlepszą biegaczką świata, nie wygrała tylu biegów co ostatnio, nie zdobyłam tylu tytułów co w ostatnim roku. Chyba nazwisko mi pomogło. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i mogłam się popłakać - dodała po rozmowie z sędziami.

Specjalny serwis - Justyna Kowalczyk w Vancouver »