Justyna Kowalczyk: Pomyślałam, że jest "d...". Że znów finisz i znów porażka

- Mówiłam, że przyjechałam na igrzyska po jeden medal, a mam już dwa, więc to jest 200 procent tego, co mogłam zrobić. Medal zdobyłam, bo widocznie mam trochę dłuższe nogi niż Kristin - mówiła na mecie Justyna Kowalczyk, brązowa medalistka na 15 km w biegu łączonym. Złoty medal zdobyła Marit Bjoergen, srebro Anna Haag.
Bjoergen pierwsza, Haag druga. Relacja z "brązowego" biegu Justyny Kowalczyk »

Jakub Ciastoń, Robert Błoński: Jaki numer buta pani nosi?

Justyna Kowalczyk: Nie jest mi do śmiechu, bo mało brakowało, a zostałabym zdyskwalifikowana (na jednym z zakrętów przed zmianą nart Polka pojechała "łyżwą", co jest zabronione). Ten fotofinisz prawie mnie nie emocjonował. Nie było wtedy dla mnie ważne, czy będę trzecia, czy czwarta.

Co się działo na mecie?

- Zadzwoniłam do trenera, bo tradycyjnie się zmył widząc, że jest medal. Ja zapłakana, on mi zaczął krzyczeć"Justysiu, Justysiu, co się dzieje?", a ja, że "mogą mnie zdyskwalifikować". Mówił mi wcześniej ciągle, żebym uważała, ale jakoś się nie upilnowałam. Najśmieszniejsze jest to, że ja jestem lewa w tym "łyżwowaniu". Wszystkie dziewczyny umieją trochę oszukać, a ja nie umiem.

Zobacz zdjęcia z biegu i finiszu Kowalczyk »

Zobaczyła pani na tablicy, że jest czwarta...

- Zdziwiłam się, bo czułam, że dałam radę wyciągnąć nogę. Usiadłam i pomyślałam sobie, że jest "d...". Że kolejny finisz i kolejna porażka. Ale po chwili przyszła pani z FIS-u i powiedziała mi, że fotofinisz zdecydował, że jednak mam medal. A za chwilę ta sama pani przyszła i mówi, że grozi mi dyskwalifikacja, i że obraduje jury.

Poszłam na obrady jury, pokazali mi na wideo, gdzie zrobiłam błąd. Wytłumaczyłam, że to był tylko moment na zakręcie. Nieuwaga. Potem się zamknęli i obradowali dwie minuty. Zagłosowali przez podniesienie rąk. I decyzja była taka, że mnie nie ukarali.

Na podium trzymała się pani za oko. Coś się stało?

- Pobeczałam się po prostu. Ja nigdy nie płaczę po wyniku sportowym, ale jakby mnie zdyskwalifikowali, to nawet czwartego miejsca byłoby mi szkoda.

Była większa presja przed tym biegiem, niż przed sprintami?

- Nie było presji. Mówiłam, że przyjechałam na igrzyska po jeden medal, a mam już dwa, więc to jest 200 procent tego, co mogłam zrobić. Na tej trasie nie dało się zrobić więcej. Widzieliście chyba, że na klasyku na podbiegach byłam pierwsza. Marit Bjoergen w końcówce uciekła przypadkiem. Ja się akurat zaplątałam z Kristin Steirą, a wtedy wystarczyło stracić dwa, trzy metry. Co nie znaczy, że gdybyśmy biegły razem, to nie "zrobiłaby" mnie na finiszu. Na finiszu byłam od niej wolniejsza. Medal zdobyłam, bo widocznie mam trochę dłuższe nogi niż Kristin.

Jaka była taktyka?

- Pobiec jak najmocniej klasykiem. Marit biegła podobnie, tak jak ja wiedziała, że musimy "łyżwiarki" zostawić daleko z tyłu, a "klasyczki" dobre stylem klasycznym, trzeba po prostu dobrze zmęczyć. Taktykę mieliśmy więc podobną, dla Marit wystarczyło to do złota, dla mnie do medalu. Drugie miejsce Anny Haag mnie nie zaskakuje, bo ona jest w tej chwili bardzo mocna.

Do biegu na 30 km, który jest dopiero za pięć dni podejdzie pani już na luzie, mając te dwa medale?

- Do biegu, który trwa półtorej godziny, ciężko jest podejść na luzie. Będę umierać na trasie.

Baliście się? Niepotrzebnie - mówi spokojny serwisant Kowalczyk »